Pomarańczowo – miodowe tosty francuskie

Telefon dzwoni o 08:30. To mama, dzwoni zapytać jak poszło na fortecy. Pyta czy obudziła, odpowiadam, że oddzwonię i z nadzieją na resztkę snu przewracam się na drugi bok. Dopiero wtedy się orientuje, że jestem w ubraniach, a całą noc przespałam na kanapie po tym, jak totalnie urwał mi się film na którymś odcinku „Modern Family”. Sroda to dla mnie najbardziej ekstremalny dzień tygodnia, kiedy po nocy wypiekania chleba jadę prosto na targ w Fortecy. A ta akurat była wyjątkowa, bo zamiast wrócić spać do domu musiałam jechać do dentysty, u którego z trudem kilka razy nie zasnęłam na fotelu, kiedy moje zmęczone ciało zaczęło kapitulować wobec pozycji leżącej.

Na szczęście po środzie jest czwartek. Czwartek to moja sobota. Po chlebowym wycisku jaki funduję sobie z początkiem tygodnia przychodzi dzień relaksu. Dzień dogadzania i totalnego egoizmu. Czwartkowa sobota musi zacząć się dobrze. Najlepiej czymś rozpustnym. I koniecznie słodkim. Brzmi jak tost francuski? Oto szybki przepis :)

 

IMG_5042-2

 

Tosty francuskie z pomarańczami i miodem (1 porcja)

2 grube plastry brioszki

1 jajko

1/4 szklanki mleka

1 łyżeczka esencji waniliowej

szczypta soli

2 łyżki klarowanego masła

2 pomarańcze

3 łyżki miodu

pyłek kwiatowy, orzechy włoskie

Obierz ze skórki pomarańczę, pokrój ją w plastry. Na małej patelni rozpuść łyżkę miodu, ułóż na nim plastry pomarańczy i smaż je przez kilka chwilę aż zmiękną i lekko puszczą sok. Zwiększ ogień, dzięki czemu lepiej się skarmelizują. Zdejmij pomarańcze z ognia. Na patelnię wlej pozostały miód oraz wciśnij sok z pomarańczy. Podgrzewaj tak długo aż płyn odparuje i nieco zgęstnieje.

Jajko roztrzep z mlekiem. Dodaj sól i esencję waniliową, zamieszaj. Zanurz w miksturze z obu stron plastry brioszki, lekko je odsącz nad miską. Na patelni rozpuść klarowane masło. Gdy tłuszcz się nagrzeje, połóż na nim namoczoną bułkę. Smaż na złoty kolor z obu stron. Podawaj natychmiast, oblane miodowym sosem, udekorowane plastrami pomarańczy, kawałkami orzechów i odrobiną pyłku pszczelego.

Noworoczna orkiszowa granola tropikalna

Uwielbiam początki nowego roku. Zwłaszcza te, które zaczynają się tygodniowym urlopem. Powietrze naładowane jest elektryczną energią. Wszyscy chcą być lepsi, wszystkim bardziej się chce, wszystko można zacząć od nowa… Nie da się nie ulec tej fali, w końcu każda okazja do zmian na lepsze jest dobra, więc czemu by nie spróbować….

W 2018 roku na blogu pojawiła się jeden wpis. Dwa razy blog zniknął z eteru, w tym ostatni raz przed samiutkimi świętami… Teraz rozumiecie, czemu u mnie w domu mój mąż płaci rachunki… Odkąd pieczenie  i edukacja chlebowa stały się moim zawodem zupełnie straciłam serce do gotowania. W ostatnim roku posiłkiem, który zjadłam najczęściej był makaron z tuńczykiem lub, wstyd się przyznać, parówki na kolację. Kiedy patrzyłam na moją książkę, tylko wzdychałam przypominając sobie wszystkie kulinarne akrobacje, które wyczyniałam przez lata. Mało snu, dużo pracy, mało wolnego czasu… To nie są czynniki, które wzmagają kulinarną kreatywność. Na szczęście przyszedł ten czas, kiedy mój kalendarz bardzo się oczyścił. Rok 2019 zapowiada się nad zwyczaj spokojnie. W końcu mogę zacząć spacerować, jeść ciepłe śniadania, a kiedy odpracuję już całą swoją chlebową rutynę mogę nareszcie zacząć robić więcej rzeczy, które tak bardzo sprawiają mi radość. Gotować, fotografować, dzielić się. Zawsze powtarzam, że prowadzenie bloga nigdy nie było celem samym w sobie. Jedynie konsekwencją, produktem ubocznym olbrzymiej pasji. Mam nadzieję, że ta znowu odżyje, a wpisy na blogu będą nie tylko ulotnym postanowieniem noworocznym.

Przepis na granolę, którą dzisiaj Wam przedstawiam, zrobiłam po świętach 2 razy. Jej porcja starczy na 5 solidnych śniadań. Jej podstawą są płatki orkiszowe namoczone w mieszance soku ananasowego, mleka kokosowego i pasty daktylowej. Orkisz jest zbożem dość twardym, więc trzeba go zwilżyć nieco bardziej niż owies. Do tego tropikalne dodatki – suszone mango i grubo ciosany miąższ kokosowy. Taka drobna wycieczka w tropiki w czasie śniadania. Jeżeli nie macie pasty daktylowej, możecie użyć miodu lub innego alternatywnego cukru. Warto się w nią jednak zaopatrzyć. Coś mi mówi, że gdy już raz zrobicie granole, zechcecie ją powtórzyć w niedługim czasie.

IMG_2163

Tropikalna granola orkiszowa (5 porcji)

400 g płatków orkiszowych

2 łyżki masła kokosowego

75 ml soku ananasowego

75 ml mleka kokosowego

2 łyżki pasty daktylowej

100 g suszonego mango

100 g grubych wiórek kokosowych

Nagrzej piekarnik do 175  stopni. W garnuszku rozpuść masło kokosowe, dodaj sok ananasowy, mleko kokosowe i pastę z daktyli. Przygotowaną miksturą zalej płatki orkiszowe, dodaj połowę płatków kokosowych i dobrze wszystko wymieszaj. Wysyp płatki na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i wstaw do piekarnika na około 25 minut. Pamięta, by raz na jakiś czas przemieszać granolę, aby płatki równomiernie się uprażyły. Wyciągnij granolę z pieca, dodaj pozostałe wiórki kokosowe, oraz pocięte na kawałki mango (suszone mango jest dość włókniste, dla tego przydatne mogą okazać się nożyczki). Gdy granola przestygnie zamknij ją szczelnie w słoiku.

Tak jak pisałam wcześniej – płatki orkiszowe są dość twarde, a mango łykowate, więc granolę je się najlepiej, gdy da się jej nasiąknąć przez około 15-20 minut przed jedzeniem. Można też zalać ją mlekiem noc wcześniej, a rano zwilżyć z łyżką jogurtu. Smacznego!

IMG_2126

IMG_2174

 

Ucierane maślane z malinami i twarogiem

Czasami kiedy sobie przypomnę, że napisałam książkę kucharską, ogarnia mnie pusty śmiech. Odkąd zaczęłam wytwarzać jedzenie nie tylko dla siebie moje wizyty w kuchni ograniczyły się do niezbędnego minimum. Zeby zalać płatki mlekiem, ukroić kromkę chleba, może usmażyć jajka. Zapach świeżo upieczonego ciasta, którym kiedyś tak często perfumowałam nasz dom stał się prawdziwą rzadkością. Ale wiem też, że tak musi być, bo zwyczajnie nie da się wszystkiego na raz. Czasami jednak, gdy dobrze odeśpię, wypocznę  a w perspektywie mam dzień netflixa i drzemek potrafię jeszcze zaliczyć zryw w kierunku kuchni…

IMG_8784

Był pierwszy dzień mojego urlopu. Stary z domu, fortecy brak, przelotni goście nazajutrz. To musiało się skończyć jakimś maślanym ciastem, a o tym myślałam już od jakiegoś czasu. Coś jak gateaux brettone, ale spulchnione proszkiem do pieczenia i pianą, bardziej wilgotne niż kruche. Nawet wyszło za pierwszym razem. Jest banalnie proste, a jeżeli macie mikser do ucierania to już w ogóle nie ma o czym mówić. Ja swoje zrobiłam totalnie analogowo – ubijając pianę ręczną trzepaczką po babci, a ciasto utarłam trzepaczką balonową (bo mimo, że wróciliśmy do Warszawy prawie rok temu, nasze kartony z poprzednim życiem wciąż nie zostały otwarte, szkoda gadać…).  Piecze się szybko, jeszcze szybciej znika. Gdyby nie goście, rozprawiłabym się z całą blachą. Smakuje najlepiej w tym krótkim momencie, kiedy jest jeszcze lekko ciepłe, ale dobrze już wystygnięte i ścięte. Trzyma świeżość przez następne 2 dni, jeżeli owiniecie je szczelnie folią spożywczą. Robiłam je z i z malinami i śliwkami, z malinami smakuje o wiele lepiej. Sprawiłam nim sobie wiele radości, którą chciałabym się z Wami dzisiaj podzielić. 

IMG_8801 

Ucierane maślane z malinami i twarogiem (12 porcji)

200 g bardzo miękkiego masła

100 g cukru pudru

2 łyżki cukru kryształowego

3 żółtka + 3 białka 

150 g kwaśnej śmietany

200 g maki

1 łyżka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki soli

2 szklanki malin

150 g twarogu

płatki migdałowe

Zacznij od ubicia białek z 2 łyżkami cukru. Dzięki temu nie będziesz musiał myć trzepaczki, którą utrzesz ciasto. Odstaw pianę na bok. Do miski przesiej mąkę, proszek do pieczenia i 1/2 łyżeczki soli. W misce utrzyj masło z cukrem pudrem na puszystą, białą masę. Dodaj żółtka i śmietanę, dobrze połącz je z ciastem. Przesiej do miski składniki sypkie i dobrze je zmieszaj z masą maślano – jajeczną. 1/3 ubitej piany dodaj do  i połącz z ciastem. Pozostałą jej część delikatnie wmieszaj do ciasta przy pomocy szpatuły.

Przełóż ciasto do formy wyłożonej papierem do pieczenia i równomiernie rozsmaruj jego dość cienką warstwę. Udekoruj warstwą malin, następnie pokrusz na maliny twaróg i dołóż jeszcze więcej owoców. Brzegi ciasta udekoruj płatkami migdałowymi. Wstaw do piekarnika nagrzanego do 175 stopni i piecz przez około 45 – 50 minut, aż wierzch ciasta i migdały ładnie się zezłocą. Po upieczeniu odczekaj przynajmniej godzinę zanim je pokroisz. Smacznego!

IMG_8788

IMG_8775

Bób, kurki i ziemniaczki z jednej patelni

Powietrze najpierw pachniało czarnym bzem. Potem jaśminem. Teraz słodką lipą. Już prawie dwa miesiące zachwycam się warszawskim latem.  Zyję trochę na opak – od zmierzchu do świtu. Od chleba do chleba. Mało snu, prawie wcale snu. Wyśpię się, zapadnę w sen jesienią. A teraz niech to wszystko trwa. Szkoda uronić ani sekundy. Nie tęsknię za San Francisco. Z San Francisco brakuje mi dobrej kawy na każdym kroku, ale i to daje się obejść. Warszawa jest wspaniała, Warszawa ma wszystko. Bardzo tęskniłam z tym miastem. Cieszę się, że jesteśmy z powrotem.

_MG_5197-4

Pierwsze kroki po przyjeździe skierowałam na Halę Mirowską – nie było mnie tam prawie pięć lat. Jak ja kocham ten obfity bazarek – głośnych sprzedawców, niezadowolone klientki, zawalone stragany. Wszystko soczyste, kolorowe i może nie zawsze bardzo sezonowe, ale kto by chciał jeść mango czy morele z Hiszpanii, skoro na straganach jagody, porzeczki, kurki i bób.

To szybkie danie. Trochę tego, trochę tego. Dużo masła. I gotowe. Fajnie będzie to zjeść z sadzonym jajkie, albo po prostu ot tak.
_MG_5201-6

Bób, kurki i ziemniaczki z jednej patelni ( 2 porcje)

250 g ugotowanych młodych ziemniaków irga

1 szklanka ugotowanego, wyłuskanego bobu

200 g kurek, oczyszczonych

3 gałązki szałwii

50 g masła

sól, pieprz do smaku

Na patelni rozpuść połowę masła, dodaj kurki i przesmaż je delikatnie. Przez krótką chwilę, dopóki lekko nie zmiękną, ale pozostaną wciąż jędrne. Pod koniec dodaj listki szałwii i usmaż je przez chwilę, aż staną się chrupiące. Wrzuć bób a po chwili ugotowane ziemniaki. Dodaj pozostałe masło. Smaż jeszcze chwileczkę aż ziemniaki się zarumienią  a bób pokryje masłem. Podawaj natychmiast. Samo lub w towarzystwie sadzonego jajka.