Terapeutyczne buraki. W kremie i z fetą.

 

Wszystkiemu winne jest dzieciństwo. Rozgotowane papki ze szpinaku, przepalone buraki bez smaku i koloru. Demony na widelcu, terroryści obiadowych talerzy. Trzeba lat, żeby wyzbyć się traumy. Kucharza psychoanalityka, który pokaże, że można inaczej.

Nigdy nie zapomnę, kiedy po kilkunastu latach cichej nienawiści do szpinaku zgodziłam się spróbować makaronu z baru wegetariańskiego. To było odkrycie!! Istny przełom w terapii! A wystarczyło tylko trochę czosnku, ździebko śmietanki. Tak samo z burakiem. Zazwyczaj przegotowany, kompletnie niedoprawiony lub totalnie przeprawiony. Na jedną nutę – z majerankiem i czosnkiem. Zamiast różowy – brunatny, bo za długo na ogniu.

A pieczony, zapytam? Wiem, że mocno oklepany, ale jakże pyszny. Potraktowany seansem w piekarniku skoncentrowany na własnej słodyczy korzeń nabiera całkiem nowego smaku. Najbardziej lubię go w zupie. Nowoczesnym barszczu – z serem feta i szczypiorkiem. Ciągle ostatnio go robię.

 

 

1 kg buraków

1 l bulionu

2 ugotowane marchewki

400 g sera feta

2 łyżki octu winnego

sól, pieprz, cukier

 

Nagrzej piekarnik do 220 stopni. Buraki ułóż na blasze. W zależności od ich wielkości możesz je przekroić na pół, lub nawet na ćwiartki. Pierz w piekarniku do miękkości, przez ok 1,5 godziny. Wystudź buraki, a następnie obierz i przełóż do garnka.

Buraki zalej bulionem – bulion powinien wystawać nieco ponad buraki. Dodaj marchewki. Doprowadź do wrzenia. Zmniejsz gaz do najniższej wartości. Zmiksuj wszystko blenderem, następnie dodaj pokruszony ser feta i oraz ocet. Zmiksuj wszystko raz jeszcze. To piękny moment, kiedy biskupio czerwona zupa przechodzi w seksowny róż. Zupę podgrzewaj, ale nie doprowadź do ponownego zagotowania – straci kolor.

Krem dopraw na początku cukrem, aby podbić słodycz buraka. Następnie pieprzem, a na końcu solą. Pogotuj jeszcze chwilę, ale uważaj na wrzenie. Jeżeli chcesz,  by zupa była ultra aksamitna – przetrzyj ją przez sitko. Potem nalej zupę do białej miseczki, posyp ją szczypiorkiem i w trakcie jedzenia barszczyku pacz jak świat nabiera intensywnie różowej barwy.

 

 

 

Pomidorowa z Wróżki – z cieciorką, czochem i soczewicą

Przepis na tę zupę bardzo dawno temu sprzedała mi moja koleżanka Małgosia, która dostała go od swojej mamy, która z kolei znalazła go w czasopiśmie Wróżka. Czytałam w liceum namiętnie tę gazetę (dorobiłam się nawet takiego przezwiska), pasjonowały mnie historyjki o duchach i innych niewytłumaczalnych zjawiskach, ale działu kulinaria, ani tym bardziej przepisu na zupę nie pamiętam. Zupę tę robię od tak dawna, że w wersji obecnej różni się trochę od oryginału. Jedno się w niej nie zmieniło – jest na maksa pomidorowa i nadal szalenie prosta do zrobienia. Jeżeli tylko odpuścicie sobie gotowanie bulionu i cieciorki, to jedyna praca jaką będziecie musieli wykonać to obranie główki czosnku i otworzenie paru puszek. A to jeszcze nie koniec jej zalet, bo do tego jest przepyszna, pożywna i rozgrzewająca. Idealna na zimę.

 

1 główka czosnku

2 puszki krojonych pomidorów

1 l soku pomidorowego

1 – 1,5 litra bulionu (lub wody)

1 puszka cieciorki

3 garście zielonej soczewicy

2 łyżki koncentratu pomidorowego

2 łyżki tymianku

3 łyżki oliwy

2 łyżki cukru, sól pieprz

świeża natka pietruszki, szczypiorek

 

Czosnek obierz i pokrój w plasterki. Wlej do garnka oliwę, lekko ją podgrzej. Wrzuć do garnka czosnek i podsmaż go przez chwilę, nie dopuszczając do jego przypalenia. Do garnka dodaj pomidory z puszki. Wymieszaj je z czosnkiem i oliwą, duś przez chwilę. Kiedy pomidory zaczną bulgotać wlej sok pomidorowy i bulion. Kiedy zupa zacznie wrzeć wsyp tymianek,  dodaj cieciorkę oraz soczewicę, która przepięknie zagęści nam wywar. Gotuj zupę przez 20 minut, a na sam koniec dodaj przecier pomidorowy, cukier (to bardzo ważne, neutralizuje kwaśność pomidorów). Dopraw zupę solą i pieprzem. Podając zupę koniecznie pamiętaj, aby podać ją z mnóstwem posiekanego szczypiorku i pietruszki. Szczypiorek zanurzony w zupie nagle traci całą swoją ostrość, także po jej zjedzeniu spokojnie można iść między ludzi :)

 

 

 

 

 

Zupa norweska

Moja szefowa zawsze zamawiała ją z Maraka, kiedy ktoś jechał do Centrum. W sumie nigdy jej nie próbowałam, wiedziałam, że pływa tam łosoś, są ziemniaczki i koperek. Jakiś czas temu pogoda kazała mi sobie przypomnieć o jej istnieniu. Zrobiłam ją w pracy, po swojemu. Część osób się bała. Bo jak to, łosoś w zupie? Ci którzy się zdecydowali, wrócili po więcej. A Ty? Odważysz się spróbować?

 

 

1 por

4 duże ziemniaki

1,5 litra bulionu warzywnego

200 g wędzonego łososia

sól, pieprz

100 ml śmietanki 36%

3 łyżki masła

świeży koperek

 

Masło topimy w garnku. Pora (część białą) kroimy w krążki, podsmażamy na maśle aż lekko zmięknie. Ziemniaki obieramy, kroimy w drobną kostkę, wrzucamy do garnka. Smażymy chwilę z porem. Warzywa zalewamy bulionem. Gotujemy do momentu, aż kartofle zmiękną. Ok. 15 minut. Zupę miksujemy blenderem. Dodajemy śmietankę oraz rozdrobnionego łososia. Gotujemy jeszcze chwilę. Doprawiamy do smaku.

Zupę obficie posypujemy koperkiem. Jemy w towarzystwie ciemnego chleba. Smacznego!

Ps. I jeszcze na koniec chciałam się pochwalić, że w najnowszym numerze magazynu In Style ukazały się pierniczki mojego wypieku sfotografowane przez Kubę Berezę w stylizacji Aśki Ciesielskiej! :)

 

 

 

 

Pieczone pomidory jak co roku mam w zupie…

W tym roku jestem wyjątkowo dumna z Warszawy. Nowe, ciekawe miejsca tworzą się jak grzyby po deszczu i tylko czasu brakuje, aby je wszystkie odwiedzić. Pod moim blokiem, na tyłach KFC na placu Bankowym zadebiutował w minioną sobotę bazarek. Skromnie – zaledwie 4 stoiska – 3 z warzywami i jedno z miodem. Z drugiej strony to i tak super móc wyjść w kapciach w sobotni poranek i kupić np. kilka kilogramów pomidorów „od baby” nie nadźwigawszy się zbytnio. Gratuluję pomysłodawcom i czekam na rozwój bazarku.

A z tych pomidorów, jak co roku, zupa. Wyjątkowa, bo z pomidorów w trakcie pieczenia wydobywa się to, co najlepsze – nabierają słodyczy i stają się szalenie aromatyczne. W szczycie sezonu pomidorowego po prostu nie można jej nie zrobić.

 

15 dużych pomidorów „jajo”

1 cebula

2 ząbki czosnku

1 litr bulionu warzywnego

cukier

2 łyżki oliwy

sól, pieprz, 3 gałązki tymianku

śmietana

pestki słonecznika

 

Pomidory kroimy na pół, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Posypujemy solą, pieprzem, cukrem, tymiankiem, możemy skropić oliwą. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni i pieczemy przez 1,5 – 2 godziny. Potem wyłączamy grzałkę i pozostawiamy pomidory w cieple jeszcze przez godzinkę.

W garnuszku podgrzewamy oliwę, szklimy na niej posiekaną cebulkę i czosnek razem z listkami tymianku. Wrzucamy niedbale pokrojone upieczone pomidory. Dusimy wszystko przez chwilę. Dodajemy wrzący bulion, gotujemy przez kilka minut. Miksujemy. Doprawiamy cukrem, solą, pieprzem. Gotowe! Zupę okraszamy kleksem śmietany i posypujemy podprażonymi pestkami słonecznika. Jedząc zupę nie możemy doczekać się następnej soboty i kolejnych pomidorowych zakupów.