Pieczone pomidory jak co roku mam w zupie…

W tym roku jestem wyjątkowo dumna z Warszawy. Nowe, ciekawe miejsca tworzą się jak grzyby po deszczu i tylko czasu brakuje, aby je wszystkie odwiedzić. Pod moim blokiem, na tyłach KFC na placu Bankowym zadebiutował w minioną sobotę bazarek. Skromnie – zaledwie 4 stoiska – 3 z warzywami i jedno z miodem. Z drugiej strony to i tak super móc wyjść w kapciach w sobotni poranek i kupić np. kilka kilogramów pomidorów „od baby” nie nadźwigawszy się zbytnio. Gratuluję pomysłodawcom i czekam na rozwój bazarku.

A z tych pomidorów, jak co roku, zupa. Wyjątkowa, bo z pomidorów w trakcie pieczenia wydobywa się to, co najlepsze – nabierają słodyczy i stają się szalenie aromatyczne. W szczycie sezonu pomidorowego po prostu nie można jej nie zrobić.

 

15 dużych pomidorów „jajo”

1 cebula

2 ząbki czosnku

1 litr bulionu warzywnego

cukier

2 łyżki oliwy

sól, pieprz, 3 gałązki tymianku

śmietana

pestki słonecznika

 

Pomidory kroimy na pół, układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Posypujemy solą, pieprzem, cukrem, tymiankiem, możemy skropić oliwą. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni i pieczemy przez 1,5 – 2 godziny. Potem wyłączamy grzałkę i pozostawiamy pomidory w cieple jeszcze przez godzinkę.

W garnuszku podgrzewamy oliwę, szklimy na niej posiekaną cebulkę i czosnek razem z listkami tymianku. Wrzucamy niedbale pokrojone upieczone pomidory. Dusimy wszystko przez chwilę. Dodajemy wrzący bulion, gotujemy przez kilka minut. Miksujemy. Doprawiamy cukrem, solą, pieprzem. Gotowe! Zupę okraszamy kleksem śmietany i posypujemy podprażonymi pestkami słonecznika. Jedząc zupę nie możemy doczekać się następnej soboty i kolejnych pomidorowych zakupów.