Plenty More po raz pierwszy: sałatka z pomidorów i granata

_MG_4580

Bardzo dokładnie pamiętam ten dzień, kiedy z kartonika wyciągnęłam niewymiarową książkę kucharską na okładce której widniało nazwisko Ottolenghi. W zasadzie nie wiem, czemu akurat tę przesyłkę pamiętam tak dokładnie. Były ich przecież dziesiątki, a nie od razu ta książka wywarła na mnie wrażenie. Po prostu przekartkowałam ją i odłożyłam na bok. Pewnie chodziło o format. Od tamtego czasu minęły cztery lata, a na mojej półce stoją obok siebie wszystkie książki autorstwa Ottolenghi. On stał się w tym czasie prawdziwą gwiazdą, której książki  Te lata to czas największej przemiany w moim gotowaniu. A może nauczenie się gotowania od nowa. Bo nie mam wątpliwości, że książki Ottolenghi wywarły na mnie największy wpływ spośród wszystkich. Zwrócenie się ku warzywom i kaszom. Gotowanie z tahiną, za’atarem i wodą różaną. Łączenie kolorów i tekstur na równi ze smakiem. Rozbudowa spiżarki. Otwarcie na smaki i historię środkowego wschodu. I wizyta w Ottolenghi w Londynie, które nie zawiodło ni trochę.

_MG_4539
Siedziałam na kanapie, owinięta kocem z paczką książkowych znaczników w ręku. Przyklejałam kolorowe karteczki i kiedy nie dochodząc nawet do połowy książki wykorzystałam wszystkie stwierdziłąm, że to nie ma sensu. Trzeba gotować jak leci, bo przepisy i zdjęcia(!) są tak sugestywne, że po prostu wiedziałam jak pyszna będzie potrawa. Ugotowałam tak wiele przepisów z Plenty, pierwszą książkę znam prawie na pamięć. Jeruzalem bardziej czytałam, z Plenty more dopiero zaczynam. Kupuję warzywa w ciemno, Yotam na pewno będzie miał na nie sposób.

_MG_4647

Zawsze miałam słabość do pierwszych piosenek na płytach. Zawsze tak bardzo wpadały mi w ucho, że czasami zapominałam o reszcie albumu. W końcu lubimy to co najlepiej znamy, a to przecież ta pierwsza piosenka leci najczęściej, kiedy albumu słuchamy ciągle od nowa, czasami nie docierając do końca, ale przynajmniej mając taki zamiar.  Jej wybór to pewnie strategiczna decyzja. Pierwsza piosena ma trudne zadanie – musi zachęcić słuchacza do posłuchania następnej. Z przepisami w książkach kucharskich jest pewnie tak samo. Musi być kolorowo, smacznie i niezbyt skomplikowanie. Plenty More zaczyna się sałatką z pomidorów i granata. Mienią się kolorami w glinianej miseczce. To ostatni moment, kiedy ostatnie dojrzałe pomidory leżą na straganach obok pierwszych granatów. A jeżeli Ottolenghi pisze, że rzadko przesadnie zachwyca się swoimi przepisami, ale ta sałątka łączy w sobie wszystko to co uwielbia.

_MG_4657

 Sałatka z pomidorów i granata (4 porcje)

kilka pomidorów o różnych kolorach i kształtach ( użyłam 3 dużych dojrzałych heirloom)

1 czerwona papryka

1 mała czerwona cebula lub 1/2 dużej

1/2 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego (allspice)

2 łyżeczki octu

2 ząbki czosnku, zmiażdżone i drobno posiekane

1, 5 łyżeczki melasy z granata (można zastąpić miodem lub pekmezem)

1/4 szklanki oliwy

1/2 łyżeczki soli

ziarna z 1 dużego granata

1 łyżka swieżych liści oregano

Pomidory, paprykę i cebulę kroimy w drobną kostkę. Mieszamy wszystko w dużej misce. W oddzielnej miseczce mieszamy razem oliwę, ocet, przyprawę allspice, melasę i 1/2 łyżeczki soli. Przygotowanym sosem zalewamy pomidory i dobrze mieszamy. Przekładamy warzywa na nowy talerz, posypujemy ziarnami granata i listkami oregano. Skrapiamy oliwą i podajemy natychmiast.

Smacznego!

_MG_4669

Kokosowy pudding z nasionek chia

_MG_9122

Lista dobroczynnych właściwości ziaren chia nie ma końca. Robią nam tyle dobrego, że aż dziw, że nie sprzedaje się ich na receptę ;) Same w sobie są bez smaku, ale mają jedną ciekawą właściwość. Niczym mrówki dźwigające na swoich plecach ciężkie kawałki drewna wielokrotnie przewyższające masę ich ciała ziarenka chia potrafią pochłonąć ilość wody niemal dziewięciokrotnie większą niż ważą same. Dodane do płynu wiążą go w jakby galaretkę, podobnie niczym siemię lniane, ale jest od niego dużo bardziej neutralne w smaku.

Przekonajcie się o sile tych niepozornych ziarenek choćby przy pomocy puddingu kokosowego. Zmieszanie chia z mlekiem kokosowym to jedno z najbardziej popularnych zastosowań chia. I choć na opakowaniu jest napisane, aby po prostu wymieszać jedno i drugie w odpowiedniej proporcji, to jednak nie jest to dobry pomysł, chyba że lubimy gęste mleko kokosowe bez wyraźnego smaku. Dzisiaj przepis na podkręcony pudding chia – z mlekiem kokosowym aromatyzowanym trawą cytrynową, lekko słodki, lekko kwaśny, idealny ;)

_MG_9117

Kokosowy pudding z nasionek chia ( 2 porcje)

1/4 szklanki nasionek chia

400 ml mleczka kokosowego

1 źdźbło trawy cytrynowej

1 limonka

2 łyżki brązowego cukru

2 łyżki malibu (opcjonalnie ;) )

maliny + wiórki kokosowe (do dekoracji)

Wlej do garnka mleko kokosowe, zmiażdż trawę cytrynową i dodaj do mleka. Doprowadź mleko do wrzenia, gotuj przez kilka minut, aż trochę odparuje (powinno zostać lekko ponad szklankę). NAstępnie wyłącz je i pozostaw z trawą cytrynową na przynajmniej 30 minut. W tym czasie mleko ostygnie i przeniknie dogłębnie aromatem trawy cytrynowej. Posłódź mleko, dodaj skórkę otartą z limonki, a następnie wyciśnij z niej sok. Wymieszaj wszystko dokładnie, dosłódź jeżeli mleko jest za mało słodkie. Możesz dodać malibu, ale pamiętaj, że ten alkohol nie wyparuje ;)

Do garnuszka wsyp nasiona chia. Dobrze zamieszaj i odstaw na bok na kwadrans. Po tym czasie ponownie zamieszaj pudding i pozostaw na kolejne 15 minut. Po tym czasie przełóż pudding do naczynek i wstaw do lodówki na całą noc. Podawaj ze świeżymi malinami, wiórkami kokosowymi i/lub białej czekolady ;)

Smacznego!

_MG_9144