Kokosowy pilaf z zielonymi warzywami

Uwielbiam wszelkiego rodzaju pilafy, gdzie ryż lub inne ziarna czy kasze przesiąkają różnymi smakami już na etapie gotowania. Dawno temu robiłam kokosowe pulao z krewetkami, które tamtego dnia było dla mnie najlepszą potrawą świata i smakowało mi jak nie wiem co. Ostatnio zrobiłam coś w podobnej nucie, choć nieco łagodniejszej i warzywnej. O konsystencji gdzieś pomiędzy sypkim ryżem a kremowym risotto. To bardzo delikatne i orzeźwiające zarazem danie – kokosowe nuty przeplatają się ze świeżą miętą i ostrym szczypiorkiem. Warzywami można żonglować do woli, choć ponieważ tej wiosny najmodniejszy jest kolor zielony, warto wpasować się w tę tendencję ;)

 Kokosowy pilaf z zielonymi warzywami

Kokosowy pilaf z zielonymi warzywami (2 małe lub 3 duże porcje)

1 szklanka ryżu basmatii

2 szklanki lekkiego bulionu (warzywnego lub warzywno drobiowego)

0,5 szklanki mleka kokosowego

1 cukinia

1/2 pęczka szparagu

1/2 szklanki bobu lub zielnoego groszku

2 łyżki oliwy

1 ząbek czosnku

4 gałązki świeżej mięty, 4 łyżki szczypiorku

sól

Bób lub groszek ugotuj w osolonej, wrzącej wodzie przez kilka minut. Cukinię przekrój wzdłuż na pół, a następnie pokrój na cienkie plasterki. Szparagi potnij na małe kawałki. Na patelni rozgrzej oliwę, dodaj szparagi, cukinię i ząbek czosnku i smaż chwilę, aż warzywa lekko zmiękną. Pod koniec dodaj bób lub zielony groszek, wszystko dobrze wymieszaj. Zdejmij patelnię z ognia. P

Do garnka wlej bulion i mleko kokosowe, 1 płaską łyżeczkę soli i  doprowadź je do wrzenia. Wsyp ryż, dobrze zamieszaj i gotuj na średnim ogniu pod przykyciem 10 minut. Po tym czasie wsyp 2/3 przygotowanych warzyw, dobrze wymieszaj je z ryżem i gotuj jeszcze 5 minut. Zdejmij pilaf z ognia i pozostaw pod przykryciem na kolejne kilka minut. Spulchnij ryż widelcem, dodaj świeże posiekane zioła i raz jeszcze wszystko dobrze wymieszaj.

Ryż rozłóż na talerzyki lub do miseczek, posyp pozostałymi warzywami i dodatkową porcją świeżych ziół.

Smacznego!

Kokosowy pilaf z zielonymi warzywami

Na rozgrzewkę: pomidorowy pilaf z curry i rodzynkami

Na Roztoczu zima w najlepsze. Śnieg oblepia gałęzie, skrzypi pod nogami, kusi by rzucać się w zaspy lub lepić bałwana pod blokiem. Mieszkając w Pradze zapomniałam w tym roku o prawdziwej zimie. Takiej, kiedy śnieg pada nieustannie od kilku dni, kiedy każdym razem od nowa trzeba odśnieżać samochód, a ocieplane trampki nie są obuwiem, w którym chciałoby się wyruszyć choćby do najbliższego sklepu po chleb. Na szczęście nie ma dużego mrozu, ale kiedy po długim spacerze wracamy do domu, to długo tę zimę czujemy. Nie tylko na policzkach, ale i w sobie. 

Gdyby zima w Pradze była równie sroga, miałabym na nią sposób. Szybki, prosty i szalenie rozgrzewający pilaf, w którym pomidory doprawione curry łączą się z aromatycznym ryżem. Koniecznie basmati.

 1/2 puszki krojonych pomidorów

2 łyżki oleju

1 laska cynamonu

3 goździki

1 łuska kardamonu

płaska łyżeczka curry

 2 cm kawałek imbiru

1 ząbek czosnku

1 łyżeczka cukru

2 łyżki rodzynek

1 szklanka ryżu basmatii

1/2 łyżeczki soli

2 szklanki wody

migdały

świeża kolendra

W garnuszku rozgrzej oliwę. Dodaj przyprawy: cynamon, goździki, kardamon, posiekany czosnek i imbir. Smaż przez chwilę, aż przyprawy zaczną intensywnie pachnieć. Dodaj pomidory, a chwilę później curry, cukier i rodzynki. Kiedy pomidory zaczną wrzeć wsyp ryż i dokładnie połącz go z pomidorami. Do ryżu wlej wodę, zamieszaj, doprowadź do wrzenia, a następnie skręć gaz i gotuj pod przykryciem na małym ogniu przez 10 minut. Wyłącz gaz i zostaw ryż pod przykryciem na następne 10 minut. Potem tylko delikatnie przemieszaj, posyp prażonymi migdałami i świeżą kolendrą. Smacznego!

 

 

 

 

 

 

 





Risotto z kurkami

Często, zwłaszcza na początku naszej przygody z gotowaniem, zdarza nam się popadać w paranoję przepisową – to ten moment, kiedy wydaje nam się, że jeden gram mąki mniej zepsuje przepis, albo użycie miodu lipowego zamiast spadziowego wyrzuci naszą potrawę do kosza. Potem, kiedy przerobimy już nieco przepisów i zyskamy kulinarnego obycia wiemy, że tak naprawdę przepis to tylko baza, którą możemy sobie manipulować, czy to z konieczności czy z fantazji, nierzadko dokonując ciekawych odkryć (kruszona z kaszą manną zamiast mąki jest o niebo lepsza!). Jednocześnie dowiadujemy się, że są pewne składniki, których zastąpić się  nie da. Kiedy mamy chwilę czasu i chcemy zjeść coś idealnego, znowu zamieniamy się w ortodoksyjnych purystów, którzy poszukują dokładnie takich i tylko takich składników mimo, że wiąże się to z kilkugodzinną wędrówką po sklepach. Bo risotto z białego ryżu nigdy nie będzie smakowało jak to z ryżu arborio. A bulion z kostki nigdy nie zastąpi własnoręcznie ugotowanego bulionu. Są takie dania, w których nie można sobie pozwolić na żadne kompromisy.

 

250 g kurek

6 łyżek masła

1 średnia cebula

200 g ryżu arborio

1 l bulionu warzywnego

natka pietruszki

sól, pieprz

 

Oczyszczone kurki siekamy. Na patelni topimy 3 łyżki masła, podsmażamy na nim drobniutko pokrojoną cebulkę. Kiedy cebula się zeszkli – dodajemy kurki. Dusimy przez kilka minut, aż kurki puszczą sok, i lekko odparują (ale nie do końca). Do kurek dodajemy ryż – podsmażamy go przez kilka minut, aż ziarenka staną się w większości przeźroczyste.

Do ryżu wlewamy łyżkę bulionu, czekamy aż ryż w całości ją wchłonie, wówczas dodajemy następną. Powtarzamy czynność do wyczerpania bulionu, warto w międzyczasie sprawdzać miękkość risotto – powinno być kremowe, ale ryż powinien pozostać al dente. Kiedy uznamy, że tak właśnie jest dodajemy na risotto pozostałe masło, doprawiamy (bardziej pieprzem niż solą), mieszamy, wyłączamy gaz i przykrywamy na 10 minut. Potem drobniutko siekamy pietruszkę, mieszamy ją z risotto. Serwujemy. Pierwsza łyżka rekompensuje nam dwugodzinne poszukiwania ryżu arborio.

 

Ps. I wedle obietnicy nadszedł czas na ogłoszenie zwycięzców konkursu, w którym do wygrania były jedyne i niepowtarzalne, strzelająco – bąbelkowe torby marki Poppy. Maszyna losująca wybrała następujących zwycięzców – duża torba powędruje do Olciaka, torba mała powędruje do Sylwi Włodarskiej, skontaktuję się z Wami, aby uzyskać dane adresowe. Gratuluję!

Akcja boćwina, pt.1

Dawno, dawno temu dostałam od Węża quinoa. To perliste coś jest zdaje się kaszą, która ma w sobie wiele dobra. No ale dostałam tę paczuszkę i nie za bardzo wiedziałąm, co z nią zrobić. Do czasu, aż weszłam na bloga Beaty na którym znalazłam przepis na sałatkę z quinoa i boćwiny. Boćwiny, nie botwiny. Podobno to nie to samo – tak twierdziła Beata i Maciek Kuroń, na którego wpisy trafiłam w poszukiwaniu boćwinowej prawdy. Nazajutrz udałam się na halę mirowską z twardym postanowieniem zakupu boćwiny – nie botwiny. Jeden stragan, drugi, trzeci. Wszędzie szczaw, szparagi i szpinak. W końcu jest – leży to to czerwone, ale na oko wygląda jak botwina – czyli młody burak cukrowy, a nie jak boćwina – czyli burak liściowy. Podchodzę do Pani i pytam, czy ma w sprzedaży boćwine. A ta na mnie oczy. To ja jej tłumaczę jak mogę. A ona jeszcze większe oczy i mówi, że boćwina nic jej nie mówi. Odzywa się na to Pani ze straganu obok – „Pani, to jedno i to samo. Boćwina to na Litwie się tak mówi. Tu ludzie chodzą i wypytują, z tego się robi sałatki, zupy i różne takie. Niech Pani to bierze.” No to wzięłam, bez przekonania. Panie sprzedawczynie potrafią być bardzo wpływowe :) Sałatkę zrobiłam, ale zanim ją przedstawię pokarzę wam coś innego, na co także natknęłam się na jednym z blogów. Dolmades się to nazywa i jest alternatywną wersją gołąbków – tak po krótce. Farsz trochę zmieniłam – pomyślałam, że fajnie byłoby nadziać liście korzennym pilawem, na wzór tego Nigelli – ale po swojemu.

 


2 pęczki boćwinki

2 torebki ryżu basmati

2 cebule

4 ząbki czosnku

4 łyżki oliwy

0,6 l bulionu warzywnego

2 łyżki masła

przyprawy hinduskie: cynamon, kumin, kolendra, czarny kardamon,

sól

pieprz

 

 

Na oliwie podsmażamy cebulkę i czosnek. Leciutko, aby się zeszkliła. Po chwili dorzucamy do niej przyprawy i wszystko dokłądnie mieszamy. Wedle uznania, choć z czarnym kardamonem bezwzględnie trzeba uważać – 0,5 ziarna absolutnie wystarczy. Kiedy przyprawy zaczną intensywnie pachnieć, wsypujemy na patelnię surowy ryż i dokłądnie mieszając podsmażamy go przez chwilę, aż dokłądnie oblepi się przyprawami.

Potem dolewamy bulion. Na początku małymi porcjami, wszystko dokładnie łączymy, potem dolewamy wszystko do końca. Czekamy aż się zagotuje i na minimalnym gazie zostawiamy na pod przykryciem na 15 minut, żeby ryż pochłonął całą wodę.

W tym czasie sprawiamy botwinę. Zanurzamy liście w gotującej się wodzie, do momentu aż zmiękną. Kiedy są już mięciutkie i jedwabiste wykłądamy je na talerz. Żeby uniknąć myśli samobójczych w trakcie zwijania gołąbków, proponuję wybrać z pęku tylko te największe, co do któych nie mamy wątpliwości że pomieszczą farsz.

Tak przygotowane liście nadziewamy farszem i zwijamy „po gołąbkowemu”. Ażeby nasz ryż był jeszcze bardziej aromatyczny, fajnie wrzucić do niego po ugotowaniu  ze 3 łyżki masła i przemieszać widelcem.

Kiedy sakiewki są zwinięte, mamy dwie opcje – wkłądamy je do naczynia żaroodpornego, podlewamy lekko wodą i króciutko dusimy ok.3-4 minuty. Botwinka mięknie, ale niestety traci swój przecudowny zielono różowy kolor. Druga opcja – układamy je w naczyniu do gotowania na parze i gotujemy przez chwilę. Straty na kolorze są znacznie mniejsze.

I to wszystko. Sakiewki można spożywać na ciepło i na zimno, z sosem albo bez sosu, ale zawsze z wielkim smakiem. Lubie to!