Dyniowe racuszki z jabłkami

Moja babcia też miała mały składzik jabłek. Dwie skrzynki, które co roku w okolicy Święta Zmarłych przywoził wujek Lolek, sadownik z okolic Grójca. Stały sobie w małym pokoiku i znikały co parę dni po kilka sztuk. Starczało ich zazwyczaj do wiosny. Kilka zawsze leżało w paterce na kredensie, ale i tak najlepiej smakowały te podciągnięte wprost ze skrzynki. Po cichu i w tajemnicy. Babcia Tosia piekła pyszne ciasta i szarlotki, ale jeżeli chodzi o jabłka to zawsze będę wspominać jej placuszki, które wszyscy wprost uwielbiałyśmy i które babcia smażyła bardziej niż chętnie.

dyniowe placuszki z jabłkami

Kiedy nadchodzi jesień, a sezon na jabłka rozkwita, smażę placuszki równie często jak ona. Mój mąż mógłby je jeść codziennie i w każdych ilościach, więc robię je tym chętniej. Do placuszków można dodać wszystkie resztki z lodówki – śmietanę kwaśną lub kremową, łyżkę mascarpone lub sera ricotta. Moje ulubione powstają jednak na bazie jogurtu lub maślanki, które nadają ciastu jedwabistej konsystencji i lekkiego kwasku. Jabłka – im kwaśniejsze, tym lepsze. Ich wybijający się smak doskonale złagodzi ciasto i cukier puder na końcu. A teraz, kiedy stragany uginają się pod ciężarem dyni, warto dodać do nich dwie łyżki puree dyniowego, która oprócz słonecznego koloru doda im troszkę słodyczy, którą cudownie podkreśli szczypta przypraw korzennych.

dyniowe placuszki z jabłkami

2,5 szklanki mąki

2/3 szklanka mleka

1/2 szklanki jogurtu naturalnego

2 kopiaste łyżki pure dyniowego

2 jajka

1 łyżka cukru

1/3 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki soli

1 płaska łyżeczka przyprawy piernika

3 jabłka

olej

Wszystkie składniki (oprócz jabłek) zmiksuj na gładką masę. Odstaw ciasto na 20 minut. Jabłka obierz ze skórki (albo nie ;) ) i pokrój na cienkie plastry. Wrzuć do ciasta i dobrze je z nim wymieszaj.

Na patelnie wlej tyle oleju, aby w całości przykrył jej dno. Dobrze rozgrzej tłuszcz. Nakładaj porcje ciasta wielkości jednej łyżki. Staraj się, aby jabłka leżały w jednej warstwie, co ułatwi równomiernie smażenie placuszków. Smaż z dwóch stron na złoty kolor. Gotowe racuszki odsącz z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym. Obsyp cukrem pudrem zmieszanym z cynamonem. Podawaj natychmiast.

Smacznego!

dyniowe placuszki z jabłkami

 

 

Kanadyjskie placuszki śniadaniowe

W tym tygodniu weekend zaczynam w niedzielę. Siedzę na kanapie i jem domową granolę z nowego przepisu. Dojrzałe mango cudownie podbija jej słodycz. Celebruję leniwe śniadanie, które jest wstępem do cudownego dnia. Kiedy nic nie muszę, nic nie planuję…

Zanim zdradzę Wam przepis na granolę chciałabym Wam zaproponować inny sposób na miłego dnia początek. Przepyszne placuszki. Kanadyjskie, bo z żurawiną i syropem klonowym. Oprócz Celinne Dion i Briana Adamsa to chyba najbardziej znane kanadyjskie towary eksportowe :)

 

200 ml jogurtu naturalnego

50 ml mleka

1 łyżka esencji waniliowej

1 szklanka mąki

1 jajko

2 łyżki cukru

1/2  łyżeczki proszku do pieczenia

3 łyżki suszonej żurawiny

syrop klonowy

 

W miseczce zmieszaj jogurt z mlekiem i esencją waniliową (jeżeli jej nie masz, dodaj opakowanie cukru waniliowego) i jajkiem. Kiedy masa stanie się jednolita wsyp mąkę, proszek do pieczenia i cukier. Zamieszaj wszystko, ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Dodaj żurawinę i połącz z ciastem. 

Na patelnię wlej 3 łyżki oleju i 2 łyżki masła. Poczekaj aż masło się rozpuści. Na rozgrzany tłuszcz wykładaj po łyżce ciasta. Placuszki smaż do momentu, aż osiągną złoty kolor. Przenieś je na talerz, polej syropem klonowym i posyp żurawiną. 

Jeżeli nie masz syropu klonowego, to możesz ukroić plastry cytryny i obtoczyć je w cukrze. A potem ułożyć je na patelni, na której smażyłeś placuszki. Podsmaż je przez chwilę – cytryny puszczą sok, który w połączeniu z cukrem i masłem zamieni się w pyszny sos, którym możesz polać placuszki. Cytrynami zaś je udekorować. Miłej niedzieli!!

 

 

 

 

Placuszki chyba od Węża (jaglano – migdałowe)

Wertując stary kalednarz w poszukiwaniu przepisu na pączki, natknęłam się na tajemniczy przepis na racuszki. Nie pamiętam dokładnie okoliczności jego zapisania, ale dam sobie rękę uciąć, że pochodzi od mojego kolegi Węża, z którym to często ucinaliśmy rozmowy o zdrowej kuchni w trakcie wspólnych montaży. Zachęcona obecnością kaszy jaglanej czem prędzej zrealizowałam przepis zmieniwszy w nim tylko jedną rzecz – dodałam jajko. Jakoś nie chciało mi się wierzyć, że placuszki zetną się bez jego dodatku. Osoby większej wiary mogą zaryzykować :)

1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej

1 szklanka płatków migdałowych

szczypta soli

szczypta sody oczyszczonej

4 łyżki cukru trzcinowego

1/3 szlanki mleka

1 jajko

mrożone truskawki


Pół szklanki kaszy jaglanej gotujemy w ponad szklance wody. Na małym ogniu przez około 20 minut. Gotową, lekko przestudzoną kaszę umieszczamy w misce i dodajemy wszystkie składniki oprócz truskawek. Płatki migdałowe można uprzednio podprażyć.  Wszystko mieszamy na jednolitą masę. Placuszki smażymy na rozgrzanym oleju przez kilka minut z każdej strony do momentu aż się zezłocą.

Truskawki miksujemy z dwoma łyżeczkami cukru. Mus truskawkowy dodajemy do placuszków. Jedząc placuszki wspominamy dawno niewidzianych znajomych.