Ciasto bananowo – orzechowe z mąką z quinoa

Nie ma co kombinować z rozdrabnianiem quinoa w blenderze. Potraktuję to jako ostateczność jeżeli okaże się, że mąka z komosy jest nie do zdobycia. Na szczęście była. Mała paczuszka, dość droga, ale niech tam. Pachniała dziwnie – jak orzeszki ziemne. Niech się dzieje – pomyślałam i przystąpiłam do mieszania składników. Ciasto wyszło – wilgotne, ciężke, szalenie aromatyczne. Podwójnie orzechowe i charakterystycznie bananowe. Zwolennicy ekstremalnie zdrowego żywienia będą bardzo zadowoleni. Resztka mąki czeka na kolejny przepis z „GOOD to the GRAIN” – następne będą chyba racuszki.

 

1/2 kubka mąki z quinoa

1 kubek* mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka soli

100g masła

2 kubki orzechów laskowych lub włoskich**

1/2 kubka brązowego cukru

1/2 kubka cukru białego

3 dojrzałe banany

2 jajka

1/3 kubka kwaśnej śmietany

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

 

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Na blaszkę wysypujemy orzechy i wkładamy do piekarnika na ok. 10 minut. Powinny się zezłocić i zacząć pięknie pachnieć. Orzechy wyciągamy i odstawiamy do ostygnięcia. Połowę orzechów mielimy w blenderze do otrzymania mączki. Drugą część siekamy nożem na grube kawałki – posłużą nam na posypkę ciasta.

W naczyniu mieszamy sypkie składniki: mąki, proszek do pieczenia sól. W dużej misce ucieramy mikserem jajka z cukrem na puszystą i gładką masę. Dodajemy banany i dalej wszystko miksujemy do momentu aż owoce się rozpadną. Dodajemy jajka, śmietanę i ekstrakt waniliowy dokładnie wmiksowując każdy ze składników.

Do płynnej masy dodajemy zmielone orzechy oraz mąkę. Miksujemy wszystko na wolnych obrotach do połączenia składników. Ciasto przekładamy do nasmarowanej tłuszczem tortownicy i posypujemy je pozostałymi posiekanymi orzechami.

Ciasto pieczemy przez 50-60 minut w 180 stopniach. Ciasto jest upieczone, kiedy wsadzony w weń patyczek jest suchy po wyciągnięciu. Jedząc ciasto czujemy bezkarość – takich słodyczy nikt nie może nam zabronić.

* używam filiżanki o pojemności 250 ml

** w przepisie oryginalnym zamiast orzechów laskowych używa się włoskich. Myślałam, że walnuts to laskowce :) Myślę, że ta drobna zmiana ciastu w żaden sposób nie zaszkodziła :)

 

 

Akcja boćwina, pt.2.

Gołąbki mamy opisane. To teraz sałatka, która zmobilizowała mnie do zakupu boćwiny, a w zasadzie botwiny :) Sałatka pyszna – łagodna kaszka przechodzi orzechowym smakiem oleju sezamowego a do tego orzeźwia cytrynowym dodatkiem. Przepis znalazłam na blogu Beaty, sos sojowego (nie miałam w domu) zastąpiłam octem balsamicznym i też dało radę :)

 

quinoa botwinka

1 pęczek botwinki

200 g quinoa

1 pęczek cebulki dymki

2 łyżki octu balsamicznego

2 łyżki miodu

2 łyżki oleju sezamowego

3 ząbki czosnku

otarta skóra i sok z 1 cytryny

garść orzechów nerkowca

 

Quinoa gotujemy według wskazań na opakowaniu.

Białą część cebulki (szczypiorek odstawiamy na bok), drobno posiekany czosnek i liście botwinki podsmażamy lekko na oleju sezamowym.

W miseczce mieszamy sok z cytryny, ocet (sos sojowy), otartą skórkę z miodem. Szczypiorek siekamy.

Podduszone warzywa mieszamy z kaszą quinoa, sosem i szczypiorkiem i orzechami. Gotową sałatkę posypujemy nerkowcami i szczypiorem.

Sałatka dobra jest na świeżo, ale jeszcze lepsza jest następnego dnia, kiedy wszystkie smaki się przegryzą.