Jesienne placki ziemniaczane

Ten weekend był ciepły, kolorowy i pełen wrażeń. Najpierw koncert Mc Hammera, wycieczka po ogrodach na dachach wieżowców, festiwal country, zachód słońca nad oceanem, święto ulicy Castro i kolacja w doborowym towarzystwie. Wrzesień i październik to podobno najpiękniejsze miesiące w San Francisco. Jest bardzo słonecznie, ale nie upalnie. Ciężko mi jednak myśleć o lecie, kiedy na straganach widzę figi, dynie i brukselki. Dla mnie to raczej bardzo złota jesień. Moja ulubiona pora roku.

W mojej kuchni też zrobiło się jakby już trochę jesiennie. W lodówce niekończące się zapasy szałwii, na stoliku kopczyk z dyń, pomidorów i papryk, w szafce stale dyżurują ziemniaki, choć one akurat zawsze muszą być pod ręką. Zrobiłam z nich ostatnio genialne placki, od których po prostu nie mogłam się oderwać. Do ziemniaków starłam korzeń pietruszki i dużo parmezanu. Całość doprawiłam czosnkiem i drobno posiekaną szałwią. Usmażyłam też kurki, ale tak naprawdę placki są tak dobre same w sobie, że nie potrzebują nic więcej oprócz słusznej łyżki gęstej, kwaśnej śmietany.

A w ogóle, to ciągle zapominam Was oficjalnie zaprosić na mojego nowego bloga – Awesome duude. Wrzucam tam zdjęcia wszystkiego, co wpada mi tutaj w oko. Po tym weekendzie wylądowało tam kilka ciekawych materiałów, więc jest co oglądać. Lojalnie uprzedzam – są golasy ;)

4 ziemniaki

1 pietruszka

6 łyżek startego parmezanu

6 listków szałwii

2 ząbki czosnku

ok 4 płaskich łyżek mąki

1 jajko

1/2 łyżeczki czarnego pieprzu

sól pieprz

olej

kwaśna śmietana

Ziemniaki i pietruszkę zetrzyj na tartce o grubych oczkach. Dodaj parmezan, posiekaną szałwię i czosnek. Wbij jajko i wymieszaj dobrze z ziemniakami. Dodaj mąkę, czarny pieprz i zamieszaj raz jeszcze. Jeżeli Twoje ziemniaki były wyjątkowo wodniste, możesz dodać troszkę więcej mąki.

Na patelnię wlej tyle oleju, aby przykrył w całości dno patelni. Na rozgrzany tłuszcz nakładaj porcje ciasta wielkości łyżki stołowej. Delikatnie je wyrównaj. Smaż na złoto z każdej strony. Usmażone placki połóż na ręczniku kuchennym, aby odsączyć nadmiar tłuszczu. Dopiero wtedy posól.

Podawaj natychmiast. Koniecznie z gęstą śmietaną.

Soli, soli, soli. I kaparów i masła brązowego trochę.

Wyjątkowo nie gniewam się, kiedy na początku miesiąca 07:30 budzi mnie telefon od kuriera, że będzie u mnie między 13-14. Uzbrajam się w cierpliwość i czekam na swojego świętego mikołaja. O wyznaczonej godzinie przejmuję brązowe pudełko i spieszę rozpakować prezenty. Moja wishlista na amazonie jest bardzo długa. Co miesiąc znikają z niej dwie, trzy pozycje, przybywa kolejnych pięć. Niekończąca się opowieść. Najbardziej lubię książki z dużą ilością fotografii. Ostatnią – The clatter of forks and spoons (aut. Richard Corrigan)* kupiłam tylko dla tego, gdyż urzekło mnie zdjęcie okładki przedstawiające sztućce w zlewie. Takie zdjęcia podobają mi się najbardziej – pozornie niewystylizowane, których piękno wynika z potrawy a nie bibelotów dookoła niej. Zastane tu i teraz, lekko niedoskonałe, niesamowicie klimatyczne.

2 filety z soli

25 g masła

łyżka kaparów

natka z pietruszki

1 cytryna

oliwa z oliwek

Patelnie pokrywamy cieniutką warstwą oliwy. Pół cytryny filetujemy, z pozostałej połówki wyciskamy sok. Na rozgrzanym tłuszu umieszczamy rybę. Zostawiamy ją na 4 minuty bez poruszania. Po tym czasie ostrożnie przekładamy rybę na drugą stronę. Dodajemy połowę masła. Smażymy przez kolejne 4 minuty.

Po upływie 4 minut zsuwamy rybę z patelni, przykrywamy aby nie straciła ciepła. Do pozostałych na patelni soków dodajemy pozostałe masło i podgrzewamy wszystko do momentu aż zacznie intensywnie pachenić i zrobi się lekko brązowe. Kiedy wyraźnie się zarumieni się wlewamy sok z cytryny (uwaga, będzie pryskać). Sosem polewamy rybę, posypujemy posiekanymi kaparami i pietruszką. Zdobimy filetami z cytryny. Jedząc rybę myślimy o tych wszystkich ksiażkach, które czekają na nas gdzieś w internecie.

* przepis pochodzi ze wspomnianej książki The Clatter of Forks and Spoons, autor używa lokalnej odmiany soli, całej świeżej ryby, nie mrożonych filetów. Ale… na bezświeżorybiu i mrożony filet ryba. Jakby nie było – smakuje toto wybornie.