Meksykańskie abc: fasola w sosie czekoladowym

Za sprawą kuchni meksykańskiej, z którą ostatnio obcuję nader często fasola znowu zaczęła regularnie gościć w moim życiu. Z meksykańskiego super marketu Mi Pueblo zawsze przywozimy torbę fasoli, którą zazwyczaj przyrządzam w sosie pomidorowym. Obydwoje uwielbiamy fasolkę po bretońsku, ale odkąd mój mąż unika jedzenia mięsa, musiałam na nią znaleźć inny sposób. Kompromisowy, żeby zadowolił przeciwnie zorientowane na mięso gusta.

Złotym środkiem okazała się wędzona papryka: pimenton lub chipotle. Jeżeli macie sklep, w którym znajduje się półka z przyprawami hiszpańskimi lub meksykańskimi – na pewno tam będzie. Papryka hiszpańska jest łagodna w smaku, natomiast chipotle hodują chyba w piekle, dla tego trzeba z nią bardzo uważać. Dodatek nawet małej łyżeczki papryki cudownie symuluje smak wędzonych żeberek. Nie będę Wam wmawiać, że kawałki marchewki będą smakowały jak boczek, ale wierzcie mi, że ta przyprawa naprawdę daje radę i fajnie oszukuje zmysły.

W momencie w którym zaczynam gotować fasolę zaczynam robić również sos pomidorowy. Doprawiam go kuminem, szczyptą cynamonu i wspomnianą papryką. Kiedy pięknie zgęstnieje dodaję sowitą łyżkę kakao. W oka mgnieniu smak sosu się pogłębia, a czekoladowa nuta cudownie uzupełnia kwaśne pomidory i kremową fasolkę.

Ten sos można zjeść z ryżem, pajdą chleba lub kukurydzianą tortillą. Kiedy jest jeszcze ciepły, można posypać go startym, żółtym serem. I koniecznie z kilkoma listkami kolendry.

_MG_1990

Fasolka w sosie czekoladowym (porcja na 2 dni dla 2 osób)

200 g fasoli czarnej, pinto lub drobnej białej (przed ugotowaniem)

4 średnie marchewki

1 duża cebula

2 ząbki czosnku

3 łyżki oliwy

800 g pomidorów w puszce

1 łyżeczka ziaren kuminu

1/2 łyżeczki cynamonu

2 łyżki koncentratu pomidorowego

1 łyżka cukru

1 kopiasta łyżka kakao

1 płaska łyżka wędzonej papryki pimenton + 1 łyżeczka płatków chilli (lub 1 posiekana papryczka chipotle, wtedy bez chilli)

sól

Fasolę zalewamy obficie wodą i odstawiamy na kilka godzin, aby napęczniała. Gotujemy do miękkości, następnie odsączamy, dobrze płuczemy i odstawiamy na bok.

Cebulę i czosnek siekamy dobrze. Marchewki obieramy i kroimy w drobną kostkę. Na patelni podgrzewamy oliwę, dodajemy kumin, cynamon, chilli i wędzoną paprykę. Dobrze mieszamy, aby smaki rozpuściły się w tłuszczu. Smażymy przez minutę po czym dodajemy cebulę i czosnek. Kiedy się zeszklą dodajemy marchewkę i smażymy przez kilka minut, aby lekko zmiękła. Dodajemy pomidory z puszki,  i wszystko dokładnie mieszamy. Skręcamy gaz i gotujemy pomidory przez ok. 20 minut. Kiedy sos lekko zgęstnieje (kiedy zgęstnieje za bardzo można wlać troszkę wody), dodajemy przecier pomidorowy, cukier, kakao, a następnie dodajemy fasolę. Wszystko dobrze mieszamy i gotujemy kolejne 10 minut. Doprawiamy solą do smaku.

Smacznego!

_MG_1993

Po francusku, cz.1 – zawijańce serowe

Gdyby ktoś zapytał mnie kiedyś o wyznacznik kuchni francuskiej, bez chwili wahania odpowiedziałabym: umiłowanie do masła. Ciasto francuskie to główny owoc tej miłości, choć możnaby wymieniać te przykłady w nieskończoność (moim ulubionym jest kostka masła owinięta drożdżowym ciastem chlebowym – kiedyś, po tym jak potwierdze badaniami niski poziom cholesterolu – zrobię to). Poczęcie w warunkach domowych ciasta francuskiego może nie należy do trudnych, ale na pewno czasochłonnych – niemal ze stoperem w ręku trzeba siedzieć i odmierzać czas do wwałkowania porcji masła a następnie przekładania go między lodówką a zamrażarką. A ponieważ efekt naszej pracy niekoniecznie bardzo musi się listkować, więc lepiej skoczyć do pobliskiego sklepu i zakupić gotowca. Potem można go wykorzystać w sposób łatwy i przyjemny – zarówno dla podniebienia i oka. Panie i Panowie, przed wami ultra szybkie i mega smaczne francuskie zawijańce serowe, pochodzące z bloga nad blogami mojewypieki.blox.pl

 

serowe zawijańce

 

2 op. ciasta francuskiego

kawałek sera

papryka, sól

jajko, mleko

 

Do zrobienia tego ciasta musimy być dobrze przygotowani – ciasto francuskie najlepiej lubi chlod, a każda minuta spędzona w ciepłym powietrzu odejmuje mu troszeczkę walorów. Dla tego najlepiej będzie przygotować sobie wszystko a potem rach-ciach i zawijańce mogą się wypiekać.

Oznacza to tyle, że: pare łyżek mleka roztrzepujemy z całym jajkiem, ser lub różne gatunki sera trzemy na tartce – najlepiej na drobne wiórki. i zostawiamy na talerzyku. Sól i papryka czekają w gotowości na ławce rezerwowej.

Kiedy mamy już to wszystko, wyciągamy z zamrażarki ciasto i układamy je na blacie wysypanym mąką. Pędzelkiem, który zakosiliśmy mężowi smarujemy ciasto masą mleczno – jajeczną. Rozsmarowujemy dokładnie i dość obficie – aby stworzyć klejącą się bazę dla sera, którego pół porcji rozkładamy równomiernie na ciasto i posypujemy obficie papryką, trochę mniej obficie solą.

Na tak przygotowaną warstwę szybciutko kładziemy drugie arkusz ciasta francuskiego i dociskamy żeby się skleiły. Powtarzamy procedurę – smarujemy ciasto mlekiem z jajkiem, posypujemy serem i papryką i solą.

Powstałe ciasto kroimy na paski o szerokości 2,5 cm. a następnie zawijamy je w sprężynki i ukłądamy na blasze wyściełanej papierem do pieczenia. Kiedy wszystkie leżą obok siebie – odstępy pomiędzy nie muszą być duże wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 20 minut w 180 stopniach.

U mnie zostały zjedzone niezależnie – wilgotne, delikatne, serowe. Ale widzę je jako dodatek do barszczu albo innej zupy, a też kilka innych wariantów farszowych przychodzi mi do głowy. Jeszcze się spotkam z tym przepisem… Jestem pewna… :)