Zdrowa granola z kaszą gryczaną i jaglaną

W połowie zeszłego tygodnia mój mąż zakomunikował mi, że wziął dwa dni urlopu i jedziemy na długi weekend do Los Angeles. Dokładnie miesiąc temu odwiedziliśmy to miasto po raz pierwszy, ale dosłownie na jeden dzień, więc strasznie się ucieszyłam z wizji tej wycieczki. Tym bardziej, że postanowiliśmy pojechać tam trasą wzdłuż wybrzeża – dwa razy dłuższą niż tradycyjnie autostradą, za to z widokami zapierającymi dech w piersiach. Dwa dni minęły nam dość szybko i intensywnie. Los Angeles to miasto przeogromne. Nie jest nawet w połowie tak malownicze jak San Francisco, ale ma kilka mocnych punktów. Część głównych atrakcji turystycznych odpadła nam po pierwszej wizycie, więc teraz mogliśmy zagłębić się bardziej w teren i spróbować ugryźć LA z nieco innej strony. Już wkrótce zaproszę Was na wycieczkę po Mieście Aniołów, jako że postanowiłam wrócić do tradycji bieżących opisów ze swoich podróży. W zeszłym roku tyle się działo, że dosłownie poległam pod ilością materiałów, a że czas zdecydownie działa na niekorzyść wszelkich relacji lepiej spisywać wspomnienia na gorąco.

W Los Angeles nie biegałam, bo nasz motel znajdował się w dość nieciekawej okolicy i nie chciałam trafić w jakiś ciemny zaułek. W rekordowym tempie wspięliśmy się za to pod słynne białe litery napisu HOLLYWOOD, więc w sumie na jedno wyszło. W ogóle to chciałam Wam bardzo podziekować za komentarze pod ostatnim wpisem. Dobre rady odnośnie biegania nie na czczo wzięłam sobie natychmiast głęboko do serca i jeszcze tego samego wieczora wypiekłam sobie nową granolę. Faktycznie dała mi ona niezłego kopa, bo tego samego dnia wytrzymałam w biegu ponad pięćdziesiąt minut zaliczając nowy życiowy rekord siedmiu kilometrów.

Przepisów na granolę było tutaj bez liku, ale za każdym razem kiedy ją piekę nie mogę się powstrzymać przed testowaniem nowych dodatków. Dawno temu podpatrzyłam na blogu My New Roots, że Sarah do swojej granoli dodała niepaloną kaszę gryczaną. Ostatnio dość często kiełkuję różne nasiona, więc miałam takową w spiżarce. Sypnęłam jej trochę, a że obok leżała otwarta torebka z jaglanką, dodałam i jej. Bez gotowania, surowe nasiona, które w trakcie pieczenia cudownie się podprażyły nadając granoli niezwykłej chrupkości i dyskretnego smaku.

_MG_3468

Zdrowa granola z kaszą gryczaną i jaglaną (1 duży słoik)

1 szklanka płatków owsianych górskich

1/4 szklanki białej kaszy gryczanej (niepalonej)

1/4 szklanki kaszy jaglanej

1/4 szklanki pestek z dyni

1/4 szklanki orzechów laskowych

2 łyżki oliwy + 2/3 szklanki soku pomarańczowego (jabłkowego lub mleka roślinnego) + 2 solidne łyżki miodu

W miseczce wymieszaj oliwę, sok pomarańczowy i miód. W misce umieść wszystkie składniki sypkie i zalej je wcześniej przygotowanym płynem. Wszystko dobrze wymieszaj, aby wszystkie płątki i nasiona miały okazję się zwilżyć. Przesyp wszystko na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i włóż do piekarnika nagrzanego do 160 stopni (bez termoobiegu). Pieczemy przez dwadzieścia minut, po czym dokładnie wymieszaj granolę. Wstaw na kolejne 10 minut i znowu dobrze przemieszaj. Powtarzaj mieszanie w kilkuminutowych odstępach do momentu, aż granola równomiernie się zezłoci. Pozostaw ją do ostygnięcia, raz na jakiś czas mieszając, aby stała się idealnie sypka. Po upieczeniu przesyp do szczelnego pojemnika. Smacznego!

_MG_3491

Pizza na hasło jesień

Gotowanie na hasło. Powiedzmy, że… Jesień! Zajrzyj do szafek, zajrzyj do lodówki. Masz jakieś warzywa? A może owoce? W tej grze nie ma zasad, a jedynym ograniczeniem jest powierzchnia ciasta. To, ile odcieni jesieni zmieścisz na nim zależy tylko od Ciebie.

Może masz w lodówce kilka kurek, albo podgrzybków? Nie masz sosu pomidorowego? To nic – śmietana zmieszana z tymiankiem zastąpi go bez żalu. O, jakiś dziwny ser. Marmurkowy z piwa porter. Nikt nie chce go jeść, leży bidula w kącie. Ale może jednak się przyda, ociupinka, między strzępy mozzarelli. Malutka dynia, biała, kupiona dla ozdoby. Ciężko się kroi w cienkie plasterki. Dosłownie kilka laskowych i dwa ząbki, przecięte na pół. A gdzieś między tym wszystkim szałwia. Bez niej jesień nie może się obejść.

Taka była moja. Pizza na hasło jesień. A Tobie co wyszło? ;)

jesienna pizza

jesienna pizza  jesienna pizza

jesienna pizza

jesienna pizza

jesienna pizza

Szarlotka orzechowa.

Poszukiwania szarlotki idealnej na ten sezon skończyły się zanim w zasadzie na dobre się zaczęły. Po doskonałej szarlotce Pani Waleckiej wymyśliłam sobie jeszcze jedną. Tym razem prażone migdały zastąpiłam prażonymi orzechami włoskimi, które zmieliwszy dodałam do ciasta. Wyszło wyjątkowo delikatne i kruche. Razem z jabłkami i cieniutką warstwą bezy stworzyło aromatyczną całość, która dojrzewając z każdym dniem staje się coraz lepsza. Zakochałam się w tej szarlotce na tyle, że upiekłam je trzy razy z rzędu. Musicie mi wierzyć na słowo, ale w moim świecie miliona nowych pomysłów do wypróbowani zdarza się to niezwykle rzadko :)

Szarlotka orzechowa

1 szklanka orzechów włoskich

1,5 szklanki mąki

150 g masła

2/3 łyżeczki proszku do pieczenia

100 g cukru pudru

3 żółtka

Orzechy upraż na suchej patelni. Daj im się zezłocić, a nawet lekko przypalić. Zmiel w blenderze na drobny pył i pozostaw do ostygnięcia. Mąkę przemieszaj z cukrem pudrem, proszkiem do pieczenia i zmielonymi orzechami. Dodaj masło, posiekaj je ze składnikami sypkimi, a kiedy kawałki masła będą nie większe niż ziarnka grochu dodaj żółtka i szybko zagnieć ciasto. Podziel je na dwie części: 1/3 uformuj w kulę, owiń folią i schowaj do zamrażarki. Pozostałym ciastem wylep tortownicę (24 cm) do mniej więcej połowy wysokości. Ciasto nakłuj widelcem i schowaj do lodówki na przynajmniej 2 godziny (lub zamrażarki na ok 30 minut). Ciasto równie dobrze możesz przygotować dzień wcześniej. Kiedy ciasto się chłodzi przygotuj jabłka:

6 dużych jabłek

100 g rodzynek

3 łyżki masła

1 łyżeczka cynamonu

2 łyżki miodu

Jabłka obierz ze skórki i pokrój na plasterki. W rondlu rozpuść masło, dodaj jabłka i rodzynki. Duś chwilę na wysokim ogniu, potem skręć do połowy, dodaj miód. Duś do momentu aż wyparuje cały sok, który puszczą jabłka, a te zamienią się w mus. Jabłka zestaw z ognia i pozostaw do ostygnięcia.

Przestudzone jabłka wyłóż na wcześniej przygotowany spód. Rozłóż równomiernie, przygotuj bezę.

3 białka

3 łyżki cukru waniliowego

Białka ubij na sztywno. Pod koniec dodaj cukier i ubijaj tak długo, aż się rozpuści, a piana stanie się gęsta i sztywna. Rozprowadź bezę równomiernie na warstwie jabłek. Wyjmij pozostałą część ciasta z zamrażarki i zetrzyj na bezę.

Ciasto piecz w 175 stopniach przez ok. 45 minut. Ostudź, posyp cukrem pudrem i pokrój na duże kawałki. Smacznego!

 

God bless America! Snickers brownies.

Kompletowanie składników na pewne przepisy czasami trwa niezwykle długo. Czytasz książkę i wiesz że coś chcesz zrobić. Potem o tym zapominasz. Kiedy jednak przechadzasz się po sklepie i widzisz rzadko spotykane mini – marshmallows nagle sobie przypominasz, że przecież masz wobec nich konkretne plany. Kupujesz i odkładasz do szafki. Potem znowu mija dużo czasu. Niespodziewanie robisz domowe masło orzechowe i okazuje się, że najważniejsze składniki masz już w domu. Cała reszta to kwestia szybkiej wizyty w osiedlowym spożywczaku. W swojej lodówce mam serki philadelphia na sernik nowojorski, puree z mango do mango lassi, pomidory w puszce na butter chicken, anchois na sałatkę cezara,  ser kozi do tarty z kurczakiem. Czekają spokojnie na swoją kolej. Tak jak te brownies, które powstały po niemal pół roku od momentu, kiedy ujrzałam je w książce Baked in America. Oto one.

Nawet nie zakalcowate. Ciągliwe, mordoklejne. To pewnie przez topiące się w trakcie pieczenia pianki, a przy okazji masę czekolady i orzeszków dla których ciasto typu brownies stanowi tylko spoiwo. Jest to wypiek z gatunku absolutnie niemoralnych, tuczących i zgubnych. Słodki, słony, grzechuwarty. Czekoladowy i orzechowy. Karmelowy!! Uzależniający. God bless America!

 

 

225 g mąki

3/4 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody

1/2 łyżeczki soli

175 g masła orzechowego

115 g masła

225 g cukru

225 g cukru brązowego (dałam muscovado)

3 jaja

1 łyżeczka esencji waniliowej

250 gorzkiej czekolady

50 g mini – marshmallows

125 g słonych orzeszków

 

W małej misce wymieszaj mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą i solą. Odstaw na bok. W większej misce umieść masło orzechowe, masło oraz dwa rodzaje cukru. Utrzyj wszytko na gładko mikserem na średnich obrotach. Dodaj jajka. Każde wbij osobno upewniając się, że dobrze połączyło się z masą nim dodasz następne. Dodaj esencję waniliową. Zmniejsz obroty na najniższe i wsyp składniki sypkie. Utrzyj wszystko na gładką masę. Wyłącz mikser. Wsyp do miski orzeszki, pianki oraz posiekaną na drobne kawałki czekoladę i wmieszaj je w ciasto przy pomocy łyżki. Ciasto przełóż do prostokątnej formy (30 x 23 cm) wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz przez 40 minut w temperaturze 180 stopni.

Upieczone ciasto pozostaw do ostygnięcia(jeżeli masz cierpliwość możesz je schłodzić przez noc w lodówce, osobiście polecam). Przygotuj polewę polewę karmelową:

225 g cukru

120 ml wody

120 ml śmietanki kremówki

60 g masła

60 g słonych orzeszków

sól

Umieść w garnuszku wodę i cukier. Zamieszaj, aby cukier mniej więcej połączył się wodą. Postaw garnuszek na średnim ogniu. Od tego momentu masz zakaz wkładania łyżki do mikstury. Jedyny sposób, w jaki możesz przemieszać płyn to okrężne ruchy garnkiem. Doprowadź syrop do wrzenia a następnie pozostaw go na ogniu do momentu, aż nabierze głęboko – bursztynowego odcienia. Musisz się uzbroić w cierpliwość – zajmie to ok. 15 – 20 minut, przy czym bardzo ważne jest, abyś pod koniec ciągle zerkał na karmel – kiedy zacznie zmieniać kolor tylko chwila dzieli go od przypalenia. Kiedy karmel osiągnie pożądany kolor ściągnij garnuszek z ognia. Wlej do garnka trochę śmietanki. Odsuń się (będzie bardzo parować) i energicznie zamieszaj, po czym dodaj resztę śmietany i również zamieszaj. Dodaj masło. Pozwól mu, aby się roztopiło w gorącej masie. Ja dodałam jeszcze szczyptę soli

Teraz musisz poczekać, aż karmel wystygnie. Tężejącym sosem polewamy brownies, a następnie posypujemy posiekanymi drobniutko orzeszkami (zmieliłam je w blenderze, a całość posypałam jeszcze fleur de sel). Wiem, że jesteś u kresu wytrzymałości, ale wsadź ciasto na chwilę do lodówki, aby karmel zastygł i nie rozlewał się w czasie krojenia. Ja nie potrafiłam, ale wierzę, że Tobie się uda. Czy jesteś gotowy na to, co za chwilę wyciągniesz z lodówki?