Hummus z oliwkami, chorizo i jajkiem w koszulce

Na śniadanie zjadłam bezę, obejrzałam dobry film, dużo wypoczywałam, nie wysunęłam nawet nosa za drzwi. Mówią, że jaki nowy rok, taki cały rok, więc nie ma co igrać z fortuną i trzeba przeżyć ten dzień modelowo. Ubiegły rok był wyjątkowo intensywny, aż czasami nie mogę uwierzyć, że pomieścił w sobie tyle rzeczy. Było w nim miejsce na podróże, bujne życie towarzyskie, nowe przyjaźnie, ciekawe projekty, przeprowadzkę i wiele, wiele innych rzeczy. Czasami tylko zdjęcia przypominają mi o niektórych momentach, które rozmyły się w tym wartkim strumieniu wydarzeń. Piękne chwile biorę głęboko do serca, złe wylewam do zlewu. Było dobrze, oby gorzej nie było. W tym roku liczę na większy spokój. Nie będzie to trudne, wszyscy są tak daleko. Ale znam też siebie i wiem, że siedzenie w jednym miejscu nie jest w moim stylu. Zobaczymy co to będzie, czas pokaże. Jestem dobrej myśli.

Sylwestra spędziliśmy w kameralnym gronie. Przygotowałam małe co nieco, żelazną klasykę. Tak już mam, że na hasło domówka kupuję czerwoną cebulę i worek z cieciorką. Z cebuli robię konfiturę, z cieciorki wielki słój hummusu. Bo choćbym chciała, to nigdy nie udaje mi się go zrobić mało.  Nawet jeśli zaczynam od jednej szklanki ugotowanej cieciorki, to i tak kończę z wielką michą, którą trzeba potem jeść przez tydzień. Bo na początku wychodzi za rzadki, potem znowuż za gęsty. I tak dolewając wody, oliwy na przemian z dosypywaniem cieciorki kończę z ilością hummusu godną imprezy masowej, nie zaś kameralnej.

Na szczęście od nadmiaru hummusu głowa mnie nie boli. Bo ja hummus kocham szalenie. Dawno wyrosłam z poziomu łyżki rozsmarowanej na kanapce i wkroczyłam w etap spożywania hummusu w ilościach miseczkowych. Kiedy mogę go czymś posypać i jeść niczym puree. Do hummusowej kolekcji trafia dzisiaj nowy wariant: z oliwkami, chorizo i jajkiem w koszulce. Czyli wszystkim tym, co zostało z posylwestrowego stołu i co razem utworzyło zaskakująco zgraną całość.

Zanim podam Wam przepis, chciałabym Wam życzyć udanego 2014. Żeby wiodło się Wam pomyślnie i żeby w ostatecznym rozrachunku minusy nigdy nie przesłoniły plusów. Żebyście byli romantyczni i w całym szaleństwie, które dzieje się dookoła nas znajdowali czas na chwile wytchnienia i zadumy, tylko dla siebie. Żebyście brali sprawy w swoje ręce i realizowali marzenia. Bo tak naprawdę to, jak potoczy się ten rok, zależy tylko od nas samych.

Hummus z oliwkami, chorizo i jajkiem w koszulce

Hummus z oliwkami, chorizo i jajkiem w koszulce

1 porcja hummusu (przepis)

5 cm kawałek chorizo

4 łyżki mieszanych oliwek

1 ząbek czosnku

1 łyżka oliwy

2 łyżki natki z pietruszki

1 jajko

Hummus umieść w miseczce i zrób w nim wgłębienie. Chorizo pokrój w drobną kostkę, oliwki i czosnek posiekaj drobno. Na patelni rozgrzej łyżkę oliwy. Dodaj chorizo i smaż przez chwilę. Kiedy z kiełbasy wytopi się trochę tłuszczu, dodaj posiekane oliwki i czosnek. Smaż jeszcze chwilę, pod sam koniec dodaj drobno posiekaną natkę,  a następnie przełóż na wcześniej przygotowany hummus.

W garnku zagotuj wodę, wlej 2 łyżeczki octu winnego. Jajko wbij do szklanki. Zamieszaj wodę w garnku i kiedy powstanie wirek wlej delikatnie do garnka jajko ze szklanki. Gotuj 1,5 minuty. Wyjmij łyżką cedzakową, i ułóż na oliwkach. Posyp świeżym pieprzem. Podawaj natychmiast, z kromką świeżego pieczywa.

Smacznego!

Hummus z oliwkami, chorizo i jajkiem w koszulce

 

Pomidory faszerowane ziołem i oliwką

Mój mąż rzucił mięso. Już wcześniej przebąkiwał, że w zasadzie to mógłby przejść na wegetarianizm, ale ostatnio poczytał trochę artykułów (m. in. ten ) i stwierdził, że nie będzie jadł mięsa z masowych hodowli, w których zwierzęta są maltretowane w imię naszej sytości. Rozumiem, szanuję. Ostatnio w ramach urozmaicenia jego wegetariańskiego jadłospisu na który składają się: warzywa na patelnię z makaronem, makaron z serem i makaron z jajkiem postanowiłam zrobić pomidorki faszerowane oliwkami i świeżymi ziołami. Inspiracja wypłynęła ponownie z niezastąpionej książki „Plenty” (aut. Y.Ottolenghi), a moje pomidorki rożnią się od oryginału jedynie drobnymi modyfikacjami (pominęłam kapary, zmieniłam zestaw ziół), które efektowi końcowemu na pewno nie zaszkodziły.

 

 

4 średnie pomidory

2 garście oliwek czarnych

1 garść oliwek zielonych

1/2 średniej cebuli

2 ząbki czosnku

2 solidne garście świeżych ziół (szałwia, tymianek, oregano, rozmaryn, bazylia, pietruszka)

4 łyżki panierki panko (ew. grubo startej suchej bułki)

Ścinamy wierzchy pomidorów, delikatnie wydrążamy miąższ. Pomidora lekko solimy w środku, układamy na sitku wydrążeniem do dołu. Odstawiamy na parę minut.

Cebulę i czosnek drobno siekamy, podsmażamy na oliwie na złoty kolor. Dodajemy dość drobno posiekane oliwki i dusimy wszystko przez parę minut. Zestawiamy patelnię z ognia, dodajemy drobno posiekane zioła i panierkę panko. Dokładnie mieszamy.

Wnętrze pomidorów odsączamy ręcznikiem papierowym i napełniamy farszem. Układamy w naczyniu żaroodpornym, polewamy oliwą. Pieczemy przez 40 minut w 180 stopniach. Podajemy z octem balsamicznym oliwą. W trakcie ich jedzenia myśl o przejściu na wegetarianizm jest wyjątkowo łatwa.

 



 

Oliwki i karczochy w chlebie i na chlebie – Olive Levain.

Wróciliśmy. Zanim zalaję Was falą budapesztańskich fotowspomnień przedstawię Wam przedwyjazdowy wypiek, o którego zrobieniu marzyłam od dawna. Pochodzi z książki Mistrza Hamelmana i nazywa się Olive Levain. Robi się go z białego zakwasu pszennego (instrukcja tutaj), do środka zaś dodaje mnóstwo oliwek, które oddają chlebowi cały swój boski aromat w trakcie długiego procesu wyrastania w lodówce. A na chleb też oliwki, tylko że zielone. Z karczochami i wszystkim innym, co w dobrym pesto znaleźć się powinno.

Na 12-16 godzin przed pieczeniem chleba:

W naczyniu mieszamy: 164 g mąki chlebowej, 204 g wody i 34 g białego zakwasu. Przykrywamy szczelnie i odstawiamy do momentu pieczenia chleba, na nie krócej niż 12 godzin.

Ok. 250 g odsączonych z wody oliwek układamy na ręczniku kuchennym i pozostawiamy do dalszego obeschnięcia. W międzyczasie można zmienić ręcznik, aby dobrze wchłonął wodę z oliwek.

Ciasto właściwe:

650 g mąki chlebowej

90 g mąki pszennej razowej

368 g wody

zaczyn (minus 34 g)*

14 g soli

226 g czarnych oliwek

Do miski dodajemy wszystkie składniki chleba za wyjątkiem oliwek. Mieszamy wszystko mikserem zaopatrzonym w haki do wyrabiania chleba przez 3 minuty na pierwszej prędkości. Przerzucamy mikser na drugi bieg i wyrabiamy chleb przez kolejne trzy minuty. Do ciasta dodajemy odsączone oliwkiKrótko wrabiamy je w ciasto na pierwszej prędkości miksera.

Ciasto formujemy w kulę i przekładamy do leciutko naoliwionej miski na 2,5 godziny. W międzyczasie składamy ciasto po 75 minutach, potem jeszcze dwa razy po 50 minutach.

Z ciasta formujemy jeden lub dwa bochenki i wkładamy do dobrze umączonego koszyczka do wyrastania chleba. Poleca się, aby ciasto wyrastało w lodówce. Mój chleb wyrastał w niej przez całą noc (ok 10 godzin), ale w niższej temperaturze może tam spędzić nawet 18 godzn. Chleb jest dobrze wyrośnięty, że przed włożeniem do piekarnika nie trzeba go nacinać – mi nie pękł nawet na milimetr :)

Chleb pieczemy w naparowanym piekarniku w 240 stopniach przez 40 – 45 minut. Odstawiamy do ostygnięcia. Chleb zyskuje maksimum swoich możliwości po kikunastu godzinach, musimy jednak wybrać czy bardziej zależy nam na chrupiącej skórce czy na obłędnym aromacie oliwek :))

 

 

A do chleba, niekoniecznie tego  – p(e,a)st(o,a) z karczochów i zielonych oliwek.

 

 

Słoiczek karczochów w oliwie (z oliwą), dwie solidne łyżki zielonych oliwek, garść bazylii, dwie łyżki parmezanu i pestek z dyni. Wyjątkowo bez czosnku. Bźźźźźźźźźźź, c’est voila! :)