Bajgiel z pesto. Zrób to SAM.

Jadłam kiedyś śniadanie w 6/12, obok mojego stolika siedziała managerka i przeprowadzała rozmowę ze starszym Panem odnośnie jego pracy w nowym miejscu. Bardzo podobał mi się to tej rozmowy, rzeczowy ale też pełen troski o komfort potencjalnego przyszłego pracownika. Półtora miesiąca potem otworzył się SAM Kameralny Kompleks Gastronomiczny.

Akurat wtedy przypadał nasz wyjazd do Pragi, więc z nieskrywaną zazdrością czytałam wpisy na zaprzyjaźnionych blogach o najlepszym pieczywie i bajglach w mieście. Wiedziałam, że jak tylko przyjadę do Warszawy, swe kroki jako pierwsze skieruję tam. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. I przy niedawnej wizycie w stolicy wraz z Nakarmioną Starecką (jeżeli nie znacie jeszcze jej bardzo fajnego bloga, odwiedźcie go czym prędzej – kilk) w końcu wylądowałam na Powiślu.

Tak jak w przypadku 6/12 oferta śniadaniowa SAMu powala. Śniadanie odmienia się tam przez wszystkie możliwe przypadki. Są owsianki, muesli, jajecznice, jajka, bajgle. Wszystko wyrabiane i wypiekane na miejscu, z najwyższą dbałością o składniki. Kultowymi stały się już malutkie drożdżówki przyrządzane z ciasta chałkowego. No i te bajgle. Niech mnie kule biją, jeżeli bajgiel z grillowanymi warzywami i domowym pesto nie był najlepszym, jaki jadłam w życiu.

SAMowy bajgiel na nowo przypomniał mi o tych pysznych bułkach. Kiedy wróciłam do Pragi skierowałam swoje kroki prosto do Bohemian Bagel a potem do warzywniaka, gdzie kupiłam trochę warzyw. W domu złożyłam swoją wersję bajgla. Wyszła bardzo pyszna, ale co bajgel wypiekany w SAMie, to bajgiel wypiekany w SAMie. W przyszłym tygodniu bajgle spróbuję upiec własnoręcznie, fascynuje mnie sposób ich wyrabiania, zwłaszcza etap z gotowaniem surowego ciasta w wodzie. Ale to w przyszłym tygodniu…

Oczywiście zrobienie kanapki to żadna filizofia. Przekroić na pół, posmarować pesto, dołożyć zgrillowane warzywa ;) Ale, po pierwsze inspiracji nigdy dosyć, a po drugie – zrobić domowe pesto to też sztuka. Zawsze pesto robiłam według swojej fantazji. Wychodziło smaczne, troszkę inne niż to sprzedawane w sklepowych słoiczkach. Zawsze zastanawiałam się, czemu to moje jest takie ostre, ale teraz już wiem. Wertując książkę Ferrana Adrii The family meal, w której znajdziemy przepisy pochodzące z obiadów spożywanych przez team kucharzy nieistniejącej już restauracji El Buli natknęłam się na ciekawą technikę przyrządzenia pesto. Jak zwykle okazało się, że diabeł tkwi w szczegółach: otóż bazylie i czosnek przed zmieleniem blanszuje się we wrzątku. I naprawdę zmienia to smak. Pesto staje się jakby łagodniejsze, pozbawione tych ostrych nut i o wiele bardziej przypomina to pesto ze słoiczka. A słoiczek pesto w domu zawsze warto mieć. Jeżeli nie przekona Was dzisiaj do tego dzisiejsza kanapka, to może przepis, który pojawi się na blogu jutro ;)

100 g świeżej bazylii

1 duży ząbek czosnku

20 g orzeszków piniowych

150 ml oliwy

70 g sera parmezanu

Bazylię (łącznie z gałązkami) wrzuć do wrzątku na pięć sekund. Wyjmij łyżką cedzakową i pozostaw do ostygnięcia. Następnie odciśnij ręką nadmiar wody. Czosnek przekrój na pół, zalej wodą i doprowadź do wrzenia. Następnie przełóż na sitko i zalej zimną wodą. Potem razem z bazylią posiekaj niedbale i przełóż do miski. Dodaj orzeszki piniowe i oliwę i zmiksuj blenderem. Parmezan zetrzyj na tartce o najmniejszych oczkach. Dodaj do zmiksowanej bazylii i wszystko wymieszaj łyżką. Na koniec dopraw pesto solą.

Jeżeli chcesz zjeść pysznego bajgla, to zaopatrz się w: bakłażana, cukinię, marchewkę, szparagi. Bakłażana potnij na plastry, cukinię i marchewkę na cieniutkie plastry przy pomocy obieraczki do warzyw. Grilluj na łyżce oleju najpierw bakłażana, a potem dodaj warzywa i zwiększ ogień. Smaż krótką chwilę, aż lekko się przypalą.  Bajgla posmaruj grubą warstwą pesto, ułóż na nim zgrillowane warzywa. Możesz dodać pomidora i rukolę. Smacznego!


Weekend w Warszawie

Nie mogłam nie zobaczyć jak moje miasto zmienia się na czas Euro. Toteż w ubiegły czwartek spakowałam się i po dziewięciu ekscytujących odcinkach serialu Breaking Bad byłam już pod strefą kibica. Pierwsze kroki skierowałam do Bagno Food & Wine, żeby wraz z przyjaciółką wznieść toast za nadciągający weekend.  To ciekawe być gościem we własnym mieście. W te trzy dni zafundowałam sobie moją ukochaną Warszawę w pigułce. Wędrując po ulubionych miejscach, odwiedzając nowe, które powstały tuż przed moim wyjazdem. Spotykać się ze znajomymi, krzyczeć przy sytuacjach podbramkowych, zarywać noce, wypełniać dnie do ostatniej sekundy. A po trzech dniach wracać przez kolejne 9 odcinków tego samego serialu z uśmiechem na ustach. To był niezapomniany weekend. Takiego samego życzę i Wam!

A po jeszcze więcej zdjęć z tego weekendu, ale nie tylko, zapraszam na: W czeszkach po Pradze

Kulinarny Objekt pożądania…

Nowy Objekt Kulinarny objawił się w pół drogi między Muzeum Powstania a Al. Solidarności. Działa dopiero od dwóch tygodni, a ja sobie w brodę pluje że tak późno powstał, akurat jak wyjeżdżam. 10 minut spacerkiem ode mnie można zjeść pyszne jedzenie, które powstaje pod partyturą wytatuowanego blond szefa kuchni, który wcześniej doświadczenie zdobywał m.in. w Szpilce czy Jazz Bistro. W menu proste, bardzo bardzo smaczne jedzenie: sałaty, makarony, pasty. My poszłyśmy w mięsa: zarówno mój stek z sosie gorgonzola jak i hamburger towarzyszki okazały się być niezłym odjazdem. Cała reszta, którą zazdrośnie obserwowałyśmy na talerzach sąsiadów również prezentowała się znakomicie. Do tego to bardzo ładne miejsce, zaprojektowane z pomysłem i dowcipem. Wielkie brawa!!!

Objekt Kulinarny

ul. Towarowa 35

www (klik)

Za polecenie dziękuję Where’s The Food