„Tort, że ja pier….”

Taki z ośmioma tabliczkami czekolady w środku. Przy krojeniu którego grzęźnie nóż. Ciężki, dosadny, bardzo słodki, a jednak wytrawny. Ponieważ od święta, to bez żadnych limitów. Znajduje się w nim wszystko to, co sama bym chciała dostać w torcie.

A Twój tort na zamówienie? Z czego by się składał?

 

 

Ciasto*:

225 g gorzkiej czekolady

65 g kakao

175 g masła

4 jajka

300 g cukru

175 g mąki

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

235 ml maślanki

 

Czekoladę kruszymy na drobne kawałeczki i umieszczamy w misce z kakaem. Masło topimy i jeszcze gorące wylewamy na czekoladę. Mieszamy do uzyskanie lśniącej i gładkiej masy. Jajka ubijamy lekko z cukrem i dodajemy do czekolady. Mieszamy.

Mąkę, sól i proszek do pieczenia mieszamy razem i przesiewamy dwukrotnie w czystej misce. Dodajemy 1/3 składników sypkich do masy czekoladowo jajecznej. Mieszamy, a następnie wlewamy 1/3 maślanki i znowu mieszamy. Powtarzamy czynność dwukrotnie. Otrzymaną masę przelewamy do tortownicy (24 cm) i pieczemy przez 45 minut lub do momentu, w których patyczek wsadzony w ciasto wyjedzie suchy. U mnie trwało to 1,5 godziny. Upieczone ciasto pozostawiamy do ostygnięcia, a w tym czasie zabieramy się za zrobienie pralinymusu z czekolady i mascarpone.

200 g migdałów

1 filiżanka cukru

Migdały prażymy, czyli wysypujemy je na blaszkę i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni na 12 minut. Cukier wsypujemy do garnka. Podgrzewamy go na średnim ogniu do momentu aż się roztopi i zamieni w złoty karmel. Nie mieszamy cukru w międzyczasie! Uprażone migdały wsypujemy do gorącego karmelu i mieszamy do momentu aż migdały się nim oblepią. Pralinę wyrzucamy na papier do pieczenia i pozostawiamy do ostygnięcia, a kiedy ostygnie umieszczamy w blenderze i mielimy na okruchy. To teraz do musu przystąp.

2 tabliczki gorzkiej czekolady

250 g serka mascarpone

3 jajka

Czekoladę topimy w kąpieli wodnej. Żółtka oddzielamy od białek. Żółtka dodajemy do roztopionej, lekko przestudzonej czekolady. Dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy serek mascarpone, mieszamy. Białka ubijamy na sztywno i delikatnie łączymy z masą czekoladową. Możemy teraz złożyć tort.

 

 

Ciasto czekoladowe kroimy w trzy blaty. W obręczy od tortu umieszczamy pierwszy z nich. Wysypujemy na niego połowę praliny. Na pralinie rozsmarowujemy połowę musu czekoladowego. Na musie umieszczamy drugi blat ciasta, a na nim pralinę, a następnie mus czekoladowy, na nim ostatni blat ciasta.

Tortownicę owijamy folią i wkładamy na całą noc do lodówki. Serce tortu jest gotowe, nazajutrz pozostaje nam je tylko przyzdobić.

Tort wyjęłam z obręczy i z każdej strony wysmarowałam dżemem malinowym. Kiedy dżem wsiąknął obficie pokryłam tort masą czekoladową:

200 g kremówki

300 g gorzkiej czekolady

1 łyżka esencji waniliowej

75 g miękkiego masła

Czekoladę siekamy na drobne kawałeczki i umieszczamy w misce. Kremówkę doprowadzamy do wrzenia. Gorącą śmietaną zalewamy czekoladę i pozostawiamy na minutę. Umieszczamy trzepaczkę balonową na środku czekolady zalanej śmietaną i minimalnymi okrężnymi ruchami zaczynamy łączyć składniki. Do uzyskanej gęstej i lśniącej czekoladowej masy dodajemy masło i esencję waniliową. Ucieramy wszystko, chłodzimy w lodówce przez chwilę, smarujemy tort i ponownie wkładamy do lodówki. Przynajmniej na godzinkę.

A potem obdarowujemy solenizanta i wszyscy są zadowoleni :)

*przepis na ciasto czekoladowe pochodzi z książki „Tea with Bea”

 





 

 

 

 

 

Mus czekoladowy nie dla dzieciaków

Niewiele przepisów znam jeszcze na pamięc. Ciąglę robię coś nowego i rzadko się powtarzam. Ale mus czekoladowy mogę zrobić w nocy o północy i to z zamkniętymi oczami. I zawsze wyjdzie. Robię go często, za każdym razem nieco inaczej. Ostatnio lubię karmić go kardamonem i innymi aromatycznymi dodatkami. Na przykład miodem wrzosowym, który jest umiarkowanie słodki, wręcz lekko gorzkawy, ale ten zapach… Mus wychodzi lekko pijany (mimo, że ma tylko kieliszek esencji waniliowej) i dość wytrawny – zdecydowanie jest to pozycja dla dorosłych, dzieci mogą się nieco krzywić i nie do końca zrozumieć o co w nim chodzi :) Ja go uwielbiam. Gotowy mus wlewam go do miseczki z czekoladowego kruchego ciasta, albo po prostu do szklaneczek lub filiżanek. A kiedy go podaję, to lubię patrzć jak ludziom mrużą się z zadowolenia oczy, w których widać pytanie co u licha jest w tym musie, że smakuje tak intrygująco doskonale :)

 

100 g bardzo dobrej, gorzkiej czekolady

3 jaja (żółtka + białka)

2 łyżki masła

200 g śmietany kremówki

40 ml esencji waniliowej

1/2 łyżeczki mielonego kardamonu

1/2 łyżeczki mielonego pieprzu

1 łyżeczka kawy instant

2 solidne łyżki miodu wrzosowego

 

Masło kroimy w małe kosteczki, czekoladę łamiemy na małe kawałki. Składniki umieszczamy w misce, którą kładziemy na garnku z gotującą się wodą. Topimy składniki w kąpieli wodnej. Odstawiamy do lekkiego ostygnięcia.

Do czekolady dodajemy żółtka. Energicznie mieszamy, aby żółtka się nie ścięły. Dodajemy miód, przyprawy, esencję waniliową rozmieszaną z kawą. Mieszamy szpatułą do połączenia składników.

W oddzielnych naczyniach ubijamy śmietanę i białka. Do musu dodajemy najpierw śmietanę, dobrze mieszamy ją z czekoladową masą. Potem dodajemy pianę z białek. Na początku dobrze jest dodać łyżkę lub dwie, aby zmiękczyć masę, a potem delikatnie wmieszać resztę. Mieszamy dopóty masa zyska jednolity kolor.

Przekładamy do miseczek/pucharków/tartaletek z kruchego ciasta. Chłodzimy kilka godzin, a najlepiej całą noc. Czas sprzyja naszemu musowi i pozwala przegryźć się wszystkim smakom i aromatom, więc nie spieszcie się :)