Szarlotka waniliowo – migdałowa

szarlotka migdałowo - waniliowa

A upieczesz mi jakieś ciasto? Jakieś takie proste. Murzynka, albo szarlotkę. O,szarlotkę. Tylko taką zwykłą. Bez rabarbaru, rozmarynu lub innych udziwnień. Na szczęście termin „zwykła szarlotka” też daje pewne pole do popisu. Do kruchego z najlepszego masła mielone migdały, laska wanilii do jabłek i ciasta.  I wszyscy bardzo, ale to bardzo zadowoleni.

szarlotka migdałowo - waniliowa

Szarlotka waniliowo – migdałowa (1 blaszka)

1,5 szklanki mąki

1 szklanka mielonych migdałów

250 g masła

3 żółtka + 1 żółtko (do posmarowania wierzchu szarlotki)

100 g cukru pudru

1/2 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 laska wanilii

2,5 kg bardzo twardych jabłek (u mnie odmiana fuji) + 2 łyżki masła+ 2 łyżki cukru

Mąkę zmieszaj ze zmielonymi migdałami, cukrem pudrem, solą, proszkiem do pieczenia i nasionkami z połowy laski wanilii. Dodaj masło pokrojone w kostkę i posiekaj je z mąką, ewentualnie rozetrzyj palcami tak, aby dobrze połączyło się z mąką. Dodaj żółtka i szybko zagnieć ciasto. Podziel je na dwie części, każdą owiń w folię spożywczą, spłaszcz do postaci dysku i schowaj do lodówki na przynajmniej pół godziny.

Jabłka obierz ze skórki i pokrój w drobną kostkę. W garnku rozpuść 2 łyżki masła, dodaj jabłka i ziarenka z połowy wanilii . Smaż na średnim ogniu przez ok 15 minut, aż jabłka wyraźnie zmiękną. Odstaw na bok.

Blaszkę (prostokątną 20×30 cm)  wyłóż papierem do pieczenia. Wyciągnij jedną porcję ciasta i rozwałkuj na prostokąt o wielkości blachy. Tak samo postąp z drugą porcją ciasta, najlepiej przed pieczeniem, dzięki czemu będziesz mógł wyrównać ją w blasze. Blaszkę wyłóż jedną porcją papieru do pieczenia, dobrze ją ponakłuwaj i podpiecz przez 15 minut w 180 stopniach. Następnie wyłóż jabłka na podpieczone ciasto, równomiernie je rozprowadź, wyrównaj i przykryj drugą porcją ciasta. Wierzch również ponakłuwaj, a następnie posmaruj roztrzepanym jajkiem. Piecz przez 20 – 25 minut, do momentu aż wierzch ciasta pięknie się zezłoci. Upieczone ciasto wyjmij z piekarnika, przestudź i posyp cukrem pudrem, kiedy będzie jeszcze lekko ciepłe.

Smacznego!

szarlotka migdałowo - waniliowa

szarlotka migdałowo - waniliowa

Almond joy tart

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy z amazonowego kartonu wyciągnęłam książkę „Baked: exploration” przejrzałam ją i odłożyłam na półkę. Widząc długie na całą stronę listy składników pomyślałam sobie, że to chyba wyższa szkoła jazdy i te przepisy są po prostu nie dla mnie. Zresztą cały dystyngowany layout książki wzmagał poczucie niedostępnej wykwintności nie do odtworzenia w domu. Ale potem zaczęłam tę książkę czytać nieco wnikliwiej i okazało się, że obłędne słodycze z wysmakowanych fotografii nie takie straszne, jak je sobie namalowałam. W przeciągu realizacji zaledwie dwóch przepisów zakochałam się we wszystkim, co zaproponowali Panowie z Baked w swojej książce i tak naprawdę robiłabym wszystko po kolei. Co w zasadzie czynię konsekwentnie.

Tartaletki są boskie. Jak mogą nie być skoro składowe smaku to czekolada w trzech odsłonach, rum i kokos? A właśnie: masy z białej czekolady i kokosu wyszło mi bardzo dużo. Nie upchnęłam jej w całości do 6ciu miseczek z ciasta. Niewiele myśląc dorobiłam ciasta i czekoladowego ganache (ale przepis podaję oryginalny). Od nadmiaru takich cudeniek głowa na pewno nie boli.

 

 

Spód (na 6 foremek 10 cm):

1 duże jajko

1/4 szklanki migdałów + 6 sztuk do dekoracji

1/4 szklanki cukru

1 i 1/3 szklanki mąki

1/4 łyżeczki soli

100 g masła

 

Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni. Na blachę wyściełaną papierem do pieczenia wysypujemy migdały, prażymy przez 12 minut a następnie mielimy. W misce mieszamy zmielone migdały, mąkę, cukier i sól. Dodajemy masło, które siekamy z mąką. Na sam koniec dodajemy lekko rozbite jajko i szybko zagniatamy ciasto. Formujemy je w kulę, spłaszczamy i wkładamy do lodówki na conajmniej godzinę, a najlepiej na całą noc. Ciasto wałkujemy, wykłądamy nim formy i wkładamy do zamrażalnika na 20 minut. Nastepnie nakłuwamy widelcem, przykrywamy papierem do pieczenia, posypujemy fasolą i pieczemy przez 15 minut w 180 stopniach. Potem ściągamy przykrycie i dopiekamy ciasto przez nastepne 10 minut. Studzimy.

 

Krem kokosowy:

216 g białek czekolady

250 ml śmietany kremówki

220 g wiórków kokosowych

1 łyżeczka rumu

Śmietankę zagotowujemy. Czekoladę łamiemy na drobne kawałki, umieszczamy w garnuszku. Gorącą śmietanką zalewamy czekoladę. Nie ruszamy jej przez 30 sekund. Po tym czasie mieszamy delikatnie masę do momentu aż uzyska jednolitą, kremową konsystencję. Wstawiamy do lodówki na przynajminej 4 godziny, najlepiej na całą noc.

Po upływie tego czasu, na chwilę przed „składaniem” babeczek ganache ubijamy mikserem. Leciutko, aby nieco je spulchnić. Dodajemy wiórki kokosowe, i łyżeczkę rumyu. Delikatnie wszystko mieszamy do połączenia skłaników. Odstawiamy.

 

Polewa:

50 g gorzkiej czekolady

50 g mlecznej czekolady

125 ml śmietany kremówki

6 migdałów

Śmietankę zagotowujemy. Zalewamy nią połamaną czekoladę. Mieszamy. Ostawiamy do lekkiego ostygnięcia na kilka minut.

Tartaletki wypełniamy masą kokosową, polewamy ganache, zdobimy uprażonym migdałem. Albo dwoma, albo trzema. Doszłam do pięciu.

 

Ps. Te białe okruszki w czekoladzie to wynik niedokładnego wymieszania gęstej i płynnej kremówki :)

 

 

O tarcie pomarańczowo – migdałowej i nienawiści do kruchego ciasta

Nienawidzę ciasta kruchego. Ciasto kruche mnie stresuje. Zawsze jak doń przystępuję oblewają mnie zimne poty. W myślach już widzę tę bitwę z czasem i ciepłem. Nigdy nie pojmę jak udaje się ludziom zagnieść ciasto i uformować je w kulę przy pomocy jednego żółtka. Ja zawsze kapituluję i dodaję wody, ale ta co leci z kranu nigdy nie jest lodowata – kolejny powód do zmartwienia. Potem zagniatanie – nie ma mowy o  gładkiej masie – moja kula to zawsze zbiór mnieszych lub większych okruchów, które bezskutecznie maltretuje (na pewno zbyt długo jak na standardy kruchego ciasta) swoimi rozgrzanymi nerwem dłońmi. Przez pół godziny ciasto studzi się w lodówce, studzę się i ja. Potem wałkowanie – nigdy, ale to nigdy nie udało mi się rozwałkować ciasta na spójny płat, który nawinęłabym na wałek i elegancko wyściełała nim tartownicę. Kiedy wałkuję swoje ciasto już po dwóch razach widzę jak pięknie pęka i idzie w swoją stronę. Rwę je wtedy na strzępy i wyklejam nimi tortownice. Łatam dziury palcem i po raz kolejny poprzysięgam sobie, że to ostatni raz, kiedy biorę się za to ciasto. Ale potem widzę przepis na taką tartę migdałowo – pomarańczową ( w książce Around my french table, aut. Dorie Greenspan) i wiem, że znowu będę musiała przejść przez to piekło. Ale czego się nie robi by zrealizować taki przepis. Ta tarta to coś pysznego – wyrazista w smaku – podpieczone migdały i skarmelizowane kwaskowate pomarańcze, gdzieś z tyłu to upiorne maślane kruche ciasto. Chrupiąca z zewnątrz, kremowa w środku. Cudeńko. Poważny kandydat do detronizacji mazurka.

Ciasto*:

150 g mąki

50 g cukru

1 łyżeczka soli

1 żółtko

1/2 kostki masła

3 łyżki zimnej wody

Wypełnienie:

1/2 kostki masła

1/2 szklanki cukru

1/2 szklanki zmielonych migałów

1 duże jajko

1 łyżka mąki

1 łyżka ekstraktu waniliowego

1 łyżka skrobi kukurydzianej/ziemniaczanej

3 duże pomarańcze

 

Na conajmniej godzinę przed przystąpieniem do robienia ciasta (a najlepiej kilkanaście godzin przed) filetujemy pomarańcze jak na załączonym filmiku. Pomarańczowe segmenty osuszamy na ręczniku kuchennym.

Mąkę przesiewamy na blat, dodajemy do niej cukier, sól i masło, które siekamy na drobne kawałeczki. Dodajemy żółtko i zimną wodę. Zagniatamy ciasto i formujemy w kulę. Wkładamy do lodówki na conajmniej 30 minut. Ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim formę na tartę uprzednio posmarowaną masłem. Ciasto podpiekamy w 180 stopniach przez 20 minut. Aby ciasto się nie wybrzuszyło kładziemy nań kawałek papieru do pieczenia, na który wysypujemy groch lub fasolę.

W misce ucieramy miserem masło z cukrem na gładką i puszystą masę. Dodajemy kolejno migdały, mąkę pszenną i kukurydzianą nieustannie mieszając.  Na sam koniec wbijamy jajko i dodajemy esencję waniliową. Jeszcze raz mieszamy.

Na przestudzony kruchym spodzie umieszczamy masę migdałową. Na niej układamy pomarańcze. Dobrze zostawić między nimi nieco miejsca na masę migdałową, która w trakcie pieczenia urośnie i utworzy kruchą skorupkę. Ciasto pieczemy w 175 stopniach przez 50 – 60 minut.

Tartę podajemy lekko opruszoną cukrem pudrem, jak pisze autorka, łyżka lekko ubitej śmietany także jest mile widziana. Jedząc tartę nie myślimy o trudach związanych z przygotowaniem kruchego ciasta.

* to jest jedynie propozycja, każdy na pewno ma swój ulubiony przepis na słodkie ciasto kruche

Makaroniki migdałowe.

Wiem, wiem. Cały czas Nigella i Nigella :) No ale co ja na to poradze, że ona gotuje to tak atrakcyjnie, że od razu chce się wziąć te przepisy na warsztat… A że miałam w lodówce wodę różaną, którą kupiłam kiedyś w sklepie hinduskim – decyzja była tym prostsza. Makaroniki to cudne i proste ciasteczka. Najgorsze jest mielenie migdałów – ja robiłam to oldschoolową ruską maszynką po babci, ale potem to rachu ciachu i po strachu. Do tego smakują obłędnie, pachną ładnie, choć nie tak jak na etapie ich formowania, kiedy mamy ręce zwilżone wodą różaną która łączy się z kardamonem zawartym w ciasteczkach.

 

makaroniki

200 g startych migdałów

1 opakowanie migdałów zblanszowanych

2 białka

4 owoce kardamonu

200 g cukru

 

Starte migdały łączymy z cukrem, białkami i startymi owocami kardamonu. Kardamon można zmielić w młynku, ja natomiast starłam owoce w maszynce, którą mieliłam migdały. Można je też po prostu utrzeć w moździerzu, albo po prostu kupić kardamon mielony :) Ciasto wkładamy do lodówki na pół godziny, ażeby trochę stężało.

Z gotowego ciasta formujemy kulki dłońmi skropionymi wodą różaną. Boże jak to przyjemnie pachnie w połączeniu z kardamonem. Kulki układamy w niedużych odległościach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu każdej kuleczki układamy zblanszowany migdał i wgniatamy go delikatnie w ciasto. Makaroniki pieczemy około 15-20 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni, aż uzyskają ładny złoty kolor.

Prawda, że proste? Znowu nie wyszły mi dokładnie tak jak te nigelli – jej się bardziej rozlały, moje były bardziej pękate. Nie wiem, może to kwestia cukru. Następnym razem zmielę drobniej cukier, albo użyje cukru pudru. Zresztą, jakie to ma znaczenie. Wyszły przepyszne – z chrupiącą skórką i ciągnącym wnętrzem. Delikatne i aromatyczne. Pycha.

makaroniki 2