Pulled pork

Pulled pork, czyli wieprzowina, która roztapia się w ustach. Aby osiągnąć taki stan skupienia mięso musi spędzić przynajmniej 9 upojnych godzin w piekarniku, w którym temperatura nie przekracza 100 stopni Celsjusza. Po wyjęciu, kiedy trochę odetchnie, staje się uległe i wystarczy lekko dotknąć go widelcem, aby rozpadło się w mięsne wiórki.

Zanim zrobiłam my own pulled pork obejrzałam wiele filmików na youtube, które pokazują jak się z nim obejść. Przeważnie łopatkę wieprzową marynuje się w papryce, a przed pieczeniem pokrywa grubą skorupką z przypraw. Ja swojemu kawałkowi mięsa zafundowałam tylko kilkugodzinną kąpiel w azjatyckiej marynacie. To, jaki smak przybierze mięso zależy tak naprawdę tylko od Was. Równie dobrze można je tylko posolić i popieprzyć, a smak po upieczeniu dopełnić dodatkami. Najważniejsze to nie ulec pokusie przyoszczędzenia na prądzie i nie skrócić czasu pieczenia.

Mój pulled pork nie powstałby nigdy gdyby nie… Kapusta, który po raz pierwszy wprowadził do mojej świadomości, że coś takiego istnieje i jest to super fajne i koniecznie trzeba tego spróbować.  Meat Love, gdzie po raz pierwszy poczułam, że mięso może zachować się jak lód. Bogdan, który swoimi pytaniami zmotywował mnie do tego, aby przyjżeć się bliżej temu, jak to się robi. Magda, Konrad, Piotrek i Bzyk, bo gdyby nie ich wizyta zapewne jeszcze przez długo nie miałabym motywacji, ale przede wszystkim rynku zbytu dla wielkiego kawału upieczonego mięcha.

I na koniec pozwolę sobie jeszcze zadedykować ten post Nakarmionej Stareckiej, Adze Kozak i innym ofiarom niesławnego kelnera z tunelami w uszach. A także wszystkim innym, którzy mają gdzieś, że ich rachunek za prąd może być tego miesiąca nieco wyższy ;)

1 kg łopatki wieprzowej w jednym kawałku

1 chilli

3 gwiazdki anyżu

2 łyżki oleju sezamowego

3 łyżki sosu sojowego

2 ząbki czosnku

2 gałązki świeżego zielonego pieprzu (opcjonalnie)

W misce umieść mięso. Anyż podpraż przez chwilę na suchej patelni, chilli, czonsek i zielony pieprz posiekaj na drobne kawałki i  dodaj do mięsa wraz ze wszystkimi innymi składnikami. Obróć mięso parę razy, aby pokryło się marynatą z każdej strony. Miskę owiń szczelnie folią spożywczą i wsadź do lodówki na kilka godzin, a najlepiej cały dzień.

Po tym czasie przełóż mięso do blaszki, wierzch przykryj folią aluminiową i wstaw do piekarnika nagrzanego do 90 stopni. Piecz 12 godzin. Następnie wyjmij blaszkę i pozostaw na godzinę do przestygnięcia. Weź do ręki dwa widelce i rozdrobnij je na cienkie włókna, oddzielające się od siebie pod najmniejszym naciskiem. Podawaj ze świeżym chlebem, konfiturą cebulową i czym tylko sobie chcesz.

Boska szałwia i roladki

Szałwia to w tym roku moje ulubione zioło. Jest mało wymagająca – mam wrażanie, że im częściej się o niej zapomina, tym chętniej wypuszcza kolejne listki. Jako jedyna też dzielnie obroniła się przed mszycami, które zdziesiątkowały w tym roku moją balkonową uprawę (próbowałam „ludowych” metod, ale skończyło się na opryskach chemicznych). Gałęzie mojej szałwii uginają się wręcz pod ciężarem jędrnych liści. Oskubuję ją dość regularnie, a ona  – niczym róg obfitości – nawet przez chwilę nie wygląda goło.

Listki szałwii najchętniej podsmażam na maśle – stają się wówczas chrupkie i bardzo pieprzne. I w zasadzie wystarczy tylko wmieszać trochę makaronu aby spowstało intrygujące i pyszne danie. Szałwia to także najlepsza przyjaciółka wątróbki i cielęciny, ale nie tylko – zdziwiona byłam ile przepisów na jej użycie proponuje włoska księga „The Silver Spoon”. Nie wiem czy to z niej właśnie pochodzą te roladki, czy może z innej, bo poniższy przepis  to rekonstrukcja wspomnienia pewnego zdjęcia, którego – jak to często bywa – w potrzebie odnaleźć nie mogłam.

 

1 pierś z kurczaka

4 plastry boczku

12 listków szałwii

3 ząbki czosnku

2 łyżki masła, 2 łyżki oliwy

sól, pieprz

 

Pierś z kurczaka kroimy na 4 podłużne plastry, które następnie lekko rozbijamy, solimy i pieprzymy. Mięso układamy na plastrze boczku, kładziemy na nim 2 listki szałwii oraz 3 plasterki czosnku. Tak przygotowane mięso zawijamy i spinamy wykałaczką. Masło topimy na oliwie i smażymy roladki po 2 – 3 minuty z każdej strony do momentu aż boczek się zezłoci. I w zasadzie to tyle, no chyba że jeszcze podsmażymy parę listków szałwii na maśle i udekorujemy nimi roladki. Smacznego!