Makaron zapiekany pod serową kołderką

_MG_1361

To danie mogło powstać tylko przez przypadek. Na początku miało być spahetti amatriciana, ale okazało się, że w tajemniczych okolicznościach zaginął boczek, który kupiłam dwa dni wcześniej. Jeśli nie amatriciana, to możliwie najprostszy sos pomidorowy, okraszony łyżką ricotty, której pudełeczko stało w kącie lodówki. A potem pomyślałam, że przecież czasami wystarczy zmienić tylko formę podania, żeby znana przez nas potrawa nabrała nowego życia, a przy okazji i smaku. I w ten sposób powstała ta zapiekanka, gdzie makaron penne w naprawdę podstawowym sosie pomidorowym zapiekłam pod kołderką z ricotty wzbogaconej o inne sery, których resztki miałam w lodówce.

_MG_1272

Makaron w sosie pomidorowym zapiekany pod serową kołderką (2 małe porcje lub 1 duża)

1,5 szklanki makaronu penne

400 g pomidorów krojonych w puszce

1/2 średniej cebuli

2 ząbki czosnku

3 łyżki nasion słonecznika

1 łyżka octu blsamicznego

1 łyżka cukru

sól, pieprz

2 łyżki oliwy

3 kopiaste łyżki sera ricotta + 2 łyżki pokruszonej gorgonzoli + 1 posiekany ząbek czosnku + łyżeczka oregano

parmezan

Na patelni podgrzewamy oliwę. Cebulę i czosnek siekamy drobno, wrzucamy na patelnię i szklimy. Dodajemy pestki ze słonecznika i smażymy jeszcze chwilę. Dodajemy pomidory, dokładnie wszystko mieszamy. Zmniejszamy ogień i powoli dusimy sos, aż nabierze gęstej konsystencji. Dodajemy ocet balsamiczny, cukier i gotujemy jeszcze chwilę. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Makaron gotujemy w osolonej wodzie. Pod koniec gotowania odbieramy 1/4szklanki wody i wlewamy ją do sosu pomidorowego.  Makaron odcedzamy i wrzucamy do sosu, dokładnie mieszamy. Przekładamy do naczynia żaroodpornego. W miseczce mieszamy ricottę, gorgonzolę, czosnek i oregano. Lekko solimy do smaku. Rozsmarowujemy ricottę po wierzchu zapiekanki, całość posypujemy startym parmezanem. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i zapiekamy przez ok 20 minut na złoty kolor. Podajemy natychmiast.

Smacznego!

_MG_1313  _MG_1315

_MG_1338

 

Sos bolognese

North Beach, czyli Mała Italia San Francisco to moja ulubiona dzielnica i wracam do niej przy każdej możliwej okazji. Jej historia jest bardzo bogata, ale nie będę zagłębiać się w szczegóły (ciekawskich odsyłam do artykułu w wikipedii - klik). Wspomnę tylko, że to tu w latach pięćdziesiątych narodził się nurt bitników,  to tutaj powstawały filmy Francisa Forda Coppoli, to w tutejszych klubach nocnych debiutowała Barbara Streisand czy Bill Cosby, to tu na jednej ze ścian widnieje graffiti Banksy’ego. Atmosfera Norh Beach to wyjątkowa mieszanka tradycji i rozpusty, ale ja uwielbiam to miejsce, bo w przeciwieństwie do pozostałych części miasta, czas jakby się w niej zatrzymał. Próżno tu szukać hipsterskich kawiarni, czy designerskich butików. North Beach utkana jest z małych restauracji, sklepików, kawiarni i cukierni. Przy mozaikowych stolikach wystawionych na ulicę jowialni staruszkowie rozprawiają po włosku. Z drzwi obok dochodzi zapach świeżo parzonego espresso. W pobliskiej cukierni obok z gablotki zalotnie zerkają na przechodniów słodkie cannelloni. North Beach to prawdziwy raj dla smakoszy, a na dzisiejszej miejskiej wycieczce poznałam kilka kolejnych wyjątkowych miejsc do których już wiem, że będę wracać i wracać. Po ręcznie robione trufle, świeżo prażoną kawę, typowo włoskie ciasteczka,  obłędną czosnkową foccaccie czy prawdziwie włoskie gellato. Wracając do domu kupiłam trochę świeżego tagliatelle, jako że jest najlepszym makaronem do ragu bolognese. Spaghetti nie jest w stanie utrzymać na sobie treściwego mięsnego sosu i we Włoszech nikt nie poda go w towarzystwie sosu bolońskiego. Chyba, że na życzenie turystów.

pasta1

Co jeszcze wiem o sosie bolońskim? Trudno o jeden słuszny przepis. To takie danie jak rosół, czy bigos. Każda mamma ma na niego swój sposób. Jedna doleje trochę wina. Druga podleje śmietany lub mleka. Jeszcze inna doda kurze wątróbki. Moja wyrocznia w sprawach kuchni włoskiej, kultowa książka Silver Spoon podaje podstawową wersję: marchewka, pietruszka, por, cebula, mięso, włoski boczek pancetta i trochę przecieru pomidorowego. Na marginesie dodaje, że można wzbogacić sos o grzyby i przyprawy. Pamiętam jak kiedyś na domówkę kolega Piotr przyniósł wielki pojemnik sosu bolońskiego. Zarówno w życiu jak i w kuchni, Piotr jest prawdziwym facetem, a mięso to jego specjalność. Kiedy stał przy patelni i podgrzewał je niespiesznie, stałam przy nim i nabijałam się, że co to za bolognese, w którym pływa cynamon. Prawda jest taka, że potem wielokrotnie powracałam pamięcią do spaghetti które wtedy zrobił. Było genialne.

Więc kiedy w końcu dopadła mnie ochota na domowe bolognese laska cynamonu był pierwszą przyprawą, która do niego trafiła. Długo gotujące się ragu bolońskie pachnie niesamowicie samo z siebie, ale cynamon tylko pogłębia to doznanie. Wrzuciłam też dwa kawałki suszonych prawdziwków, aby oddały sosowi trochę ziemistego aromatu. Wlałam kieliszek wina, puszkę pomidorów, a na koniec zamiast śmietany -  łyżkę oregano i łyżkę masła. Do sosu bolońskiego dodajemy to, co akurat mamy w domu. Ale warto dać mu wszystko to, co najlepsze. Wtedy on odwdzięczy nam się tym samym.

sos boloński

Sos boloński (porcja na 4-6 osób)

500 g mięsa wołowego

3 łyżki oliwy

2 małe puszki krojonych pomidorów (lub 1 duża)

2 kawałki suszonych grzybów

1 cebula

2 ząbki czosnku

2 spore marchewki

2 pietruszki

kawałek pora

1 kieliszek czerwonego wina

2 łyżki przecieru pomidorowego

1 laska cynamonu

1 łyżeczka cukru

1 łyżka masła

1 łyżeczka oregano

sól, pieprz

parmezan

Cebulę, czosnek i pora posiekaj drobno, warzywa zetrzyj na tartce o najdrobniejszych oczkach. Na patelni podgrzej oliwę. Dodaj posiekaną cebulę, czosnek, pora, starte warzywa i smaż przez chwilę (ok 5 minut), a kiedy się zeszklą dodaj mięso. Smaż je przez kilka minut, starając się w międzyczasie możliwie jak najbardziej rozdrobnić. Kiedy mięso się usmaży i lekko zbrązowieje wlej czerwone wino. Kiedy prawie całe odparuje wlej pomidory z puszki, szklankę wody, grzyby i laskę cynamonu. Doprowadź sos do wrzenia, a następnie skręć ogień do minimum i duś najdłużej jak tylko możesz (przynajmniej godzinę, najlepiej dwie), raz na jakisz czas mieszając. Po tym czasie dodaj przecier pomidorowy, cukier, oregano. Dopraw solą i pieprzem. Sos powinien mieć gęstą, nie wodnistą konsystencję. Gotuj jeszcze chwilę, aż zacznie bulgotać i brudzić kuchenkę dookoła. To znak, że jest gotowy. Dodaj łyżkę masła i przemieszaj delikatnie.

Podawaj z grubym makaronem (tagliatelle, linguine, pappardelle lub penne), posypane świeżo startym parmezanem.

Smacznego!

sos boloński

sos boloński

sos boloński

Lazania z dynią i jarmużem

lazania z dynią i jarmużem

Mówią, że jeżeli chce się rozśmieszyć Pana Boga, należy mu opowiedzieć o swoich planach. Jakiś czas temu ogłosiłam, że zrobię sobie jarmużowy tydzień. Plan zakładał codziennie spożycie tego prze – zdrowego warzywa, w którego trzy pęczki obkupiłam się na swoim bazarku. Jak zwykle w przypadku takich publicznych deklaracji bywa, z jarmużowego tygodnia wyszły nici. W poniedziałek i wtorek nie chciało mi się gotować, w środę zjadłam na mieście, a w czwartek ledwo pamiętałam o swoim postanowieniu . W sobotę, niczym wyrzut sumienia, wyciągnęłam torbę kale z lodówki i za jednym razem zużyłam dwa pęczki . W końcu zbliżała się niedziela i trzeba było opróżnić zapasy przed następnymi zakupami na farmers’ market.

Wypadło na lazanię, w której warstwę z jarmużu przełożyłam warstwą z pure dyniowego wymieszanego z ricottą. Ponieważ ani sam jarmuż, ani tym bardziej dynia nie są mistrzami wyrazistości, same w sobie nie mają  też wystarczającej siły, aby rozmiękczyć makaron w trakcie pieczenia, należy im nieco pomóc. Jarmuż udusiłam z czosnkiem i cebulą i wymieszałam z sosem beszamelowym sowicie doprawionym gałką muszkatołową. Pure z dyni wymieszałam zaś ze świeżą ricottą i sporą dawką chilli. To jeszcze wciąż mało, każdą warstwę poczęstowałam sporą dawką koziego sera. Oprócz wartości kalorycznej, dodał on lazanii odpowiednio więcej smaku i charakteru. Mały kawałek tej zapiekanki potrafi zaspokoić najbardziej rozbuchany apetyt. Nie jest to może najbardziej dietetyczna potrawa świata, ale chcę wierzyć, że mimo wszystko jest nieco zdrowsza od wersji z mięsem ;)

lazania z dynią i jarmużemLazania z dynią i jarmużem (porcja na 6 osób)

600 g jarmużu

1/2 cebuli

3 ząbki czosnku

3 łyżki oliwy

1/4 łyżeczki soli

Jarmuż potnij na cienkie paski, cebulę i czosnek posiekaj drobno. Na patelni rozgrzej oliwę i zeszklij cebulę i czosnek. Dodaj jarmuż, sól, wlej trochę wody i podduś jarmuż, aby zmiękł, ale zachował nieco jędrności. Odstaw go na bok, przygotuj sos beszamelowy:

4 łyżki masła

3 łyżki mąki

700 ml mleka

gałka muszkatołowa, sól, pieprz

W garnku rozpuść masło, dodaj mąkę. Smaż tylko chwilę do momentu, aż mąka połączy się z masłem, ale nie zarumieni się. Nieustannie mieszając małymi porcjami wlewaj do zasmażki mleko. Wlewanie małych porcji pozwoli uniknąć powstania grudek. Kiedy wlejesz całe mleko nie przerywaj mieszania i podgrzewaj sos do momentu, aż zgęstnieje. Dopraw go solą, pieprzem i szczyptą świeżo startej gałki muszkatołowej. Odlej szklankę sosu, a całą resztę zmieszaj z uduszonym jarmużem. Przygotuj pozostałe składniki:

1/2 upieczonej dyni piżmowej

300 g sera ricotta

3/4 szklanki wody (lub bulionu)

1 opakowanie lazanii

200 g twardego, koziego sera

sól, pieprz, chilli

Upieczoną dynię rozgnieć widelcem. Dodaj ricottę, wodę (lub bulion) i zmieszaj wszystko razem. Sos będzie umiarkowanie gęsty, z wyraźnymi kawałkami dyni. Dopraw go solą, pieprzem i chilli.

Naczynie żaroodporne lub blaszkę (u mnie blaszka o wymiarach 20×30 cm) posmaruj oliwą. Ułóż na nim warstwę makaronu a na niej połowę przygotowanego jarmużu. Rozłóż go równomiernie, aby mniej więcej przykrył płaty makaronu. Zetrzyj na niego trochę sera koziego i przykryj makaronem. Te same czynności powtórz z połową sosu dyniowego. I znowu z jarmużem i znowu z dynią. Lasagne powinna mieć 4 warstwy przykryte makaronem, które na samym końcu możesz lekko docisnąć ręką.

Ostatnią warstwę makaronu posmaruj odłożonym sosem beszamelowym, zetrzyj na niego pozostały kozi ser. Piecz przez ok. godzinę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Gdyby ser zezłocił się szybciej, przykryj blaszkę kawałkiem folii aluminiowej i kontynuuj pieczenie. Po upieczeniu lekko przestudź i dopiero dziel na porcje.

Podawaj natychmiast. Pozostałą część zapiekanki możesz podzielić na jednoosobowe porcje i zamrozić.

Smacznego!

lazania z dynią i jarmużem

 

Cytrynowe linguine z duszoną cukinią i fetą

Odkąd przeprowadziliśmy się do Pragi, praktycznie nie jadam na mieście. Mam dużo czasu, który najchętniej spędzam w kuchni. Gotuję prosto i szybko, bo pomimo tego, że nie pracuję mam w trakcie dnia do zrobienia tyle rzeczy, że doba wydaje się być przykrótka.

Zrobienie tego makaronu z cukinią zabiera tyle czasu, co ugotowanie makaronu. To bardzo pyszne danie. Połączenie smaków kwaśnego i słonego doskonale orzeźwia. Nie wiem jak w Polsce, ale my tutaj ostatnio przechodziliśmy masakryczną falę upałów…

1 cukinia

2 ząbki czosnku

1 cytryna

pół pęczka pietruszki

1/2 kostki sera feta

szczypta płatków chilli

3 łyżki oliwy z oliwek

makaron (linguine lub spaghetti)

Cukinie przy pomocą obieraczki od warzyw potnij na cienkie paski. Oliwę rozgrzej na patelni, dodaj posiekany czosnek. Smaż przez chwilę, uważając by nie przypalić czosnku. Dodaj cukinię, smaż przez chwilę (2-3) aby zmiękła. Dodaj chilli, startą skórkę z jednej cytryny i sok wyciśnięty z połowy cytryny.

Na patelnię wrzuć ugotowany makaron, dodaj natkę z pietruszki. Wymieszaj wszystko dokładnie. Przełóż na talerz, posyp pokruszonym serem feta, natką z pietruszki i świeżo zmielonym pieprzem. Smacznego!