Apple Bretonne Tartlets

Co będzie Pani piekła na święta? zapytuje mnie kobieta, która co sobotę sprzedaje jabłka pod moim blokiem. Zamiast radośnie zacząć wymieniać kolejne wypieki, czuję jak wzrasta we mnie zakłopotanie zmieszane ze smutkiem. Bo pewnie nic. Pojadę do mamy na tyle późno, że nie zdążę już z niczym…

Więc wyżywam się trochę wcześniej. Powstają między innymi te tarteletki. Prze pysz ne. Z kruchym, migdałowym ciastem, delikatną bezą i waniliowo – jabłkowym wnętrzem. Z polecenia moich ulubionych sprzedawców tym razem użyłam jabłek gatunku bojken. Nie są kwaśne, za to szalenie aromatyczne. Po upieczeniu mają dokładnie ten nieopisywalny smak, z którym kojarzy nam się słowo szarlotka.

 

 

3 łyżki płatków migdałowych

1 szklanka + 1 łyżeczka mąki

3 łyżki cukru pudru

szczypta soli

100 g zimnego masła

1 żółtko

1 łyżka lodowatej wody

1/2 laski wanilii

1/4 łyżeczki ekstraktu waniliowego (pominęłam, gdyż nie miałam)

 

Płatki migdałowe prażymy na suchej patelni na złoty kolor. Wsypujemy do młynka do kawy, dodajemy łyżeczkę mąki i mielimy. Na blacie mieszamy mąkę, sól, zmielone migdały i cukier. Dodajemy pokrojone w drobną kostkę masło. Siekamy do momentu, aż z masła pozostaną drobne grudki. W miseczce lekko mieszamy żółtko, wodę, wanilię i ekstrakt waniliowy. Miksturą polewamy składniki sypkie. Jak najszybciej mieszamy je z ciastem, lekko zagniatamy i formujemy kulę, którą następnie spłaszczamy w dysk. Owiamy folią i chłodzimy w lodówce przez godzinę.

Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim tarteletki (wystarczy na 8 sztuk), ewentualnie formę na tartę. Ciasto nakłuwamy i wkładamy na 30 minut do lodówki. Następnie rzykrywamy papierem do pieczenia i wysypujemy grochem lub kulkami ceramicznymi. Pieczemy przez 15 minut w 180 stopniach. Studzimy. W międzyczasie przygotowujemy pozostałe elementy ciasta.

 

4 średnie jabłka

1/4 szklanki drobnego cukru

1 łyżeczka soku z cytryny

1 łyżeczka mąki

ziarna z 1/2 laski wanilii

 

Jabłka obieramy i kroimy w drobną, równą kostkę o boku 0,5 cm. Mieszamy z sokiem z cytryny, z cukrem i odstawiamy na 30 minut. Wyrzucamy na sitko i odsączamy sok, które puściły jabłka. Dodajemy nasiona z wanilii, i mąkę, odstawiamy na bok. Przystępujemy do robienia kremu waniliowego:


3 żółtka (białka zostawiamy na potem)

1/4 szklanki cukru pudru

ziarna z 1/2 laski wanilii

50 g miękkiego masła

1/4 szklanki mąki

 

Mikserem ucieramy żółtka z cukrem i ziarnami wanilii na białą, puszystą masę. Dodajemy mąkę, masło i ucieramy jeszcze przez chwilę. Ostawiamy na bok. Robimy bezę migdałową:

 

3 białka

1/2 szklanki drobnego cukru

2 szklanki prażonych płatków migdałowych

 

Białka ubijamy na sztywno. Dodajemy cukier, ubijamy jeszcze chwilę aż piana zesztywnieje, a cukier się rozpuści. Do piany dodajemy płatki migdałowe, mieszamy ręką, aby dokładnie się ze sobą połączyły.

Na spodzie każdej tarteletki umieszczamy łyżkę kremu waniliowego. Na kremie (najlepiej zrobić to łyżką do lodów) układamy równą porcję nadzienia jabłkowego. Jabłka pokrywamy migdałową bezą. Wkładamy do piekarnika i pieczemy w 180 stopniach przez 30 minut. Po wyciągnięciu z piekarnika studzimy przez chwilę w foremkach, następnie wyciągamy i pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia. Smaaa cznee goo! :))

 

PS. Jak zapewnie zauważyliście, mój blog dorobił się nowego bannera. Jest on dziełem mojej bardzo uzdolnionej koleżanki Magdy, której z tego miejsca bardzo, ale to bardzo dziękuję!! :)

 

 

 

 

 

 

Rugelach, czyli koszerne rogaliki

Kiedy pytam mojego męża co mu upiec często słyszę: rogaliki. To prawdziwy rogalikowy potwór. Dać mu trzy torby – wsunie od razu. Nie tyjąc ni grama. Ot sprawiedliwość… :)

 



200 g masła w temperaturze pokojowej

225 g serka śmietankowego *

2 kopiaste łyżki cukru pudru

1/2 łyżeczki esencji waniliowej

2 i 1/4 szklanki mąki **

1/2 szklanki powideł śliwkowych ***

 

Masło ucieramy z serkiem kremowym mikserem przez ok. 2 minuty. Kiedy dobrze się połączą ze sobą dodajemy cukier, wanilię, sól. Przez chwilę ucieramy po czy dodajemy połowę mąki. Mieszamy do momentu aż składniki się połączą po czym dodajemy pozostałą mąkę.

Wyrzucamy ciasto na lekko posypany mąką blat. Umączonymi rękami szybko i lekko zagniatamy ciasto. Dzielimy je na trzy części, po czym każdą formujemy w kulę i spłaszczamy aby utrzymać dysk. Każdą porcję ciasta owijamy folią spożywczą i umieszczamy w lodówce na przynajmniej 2 godziny. W międzyczasie przygotowujemy nadzienie:

 

1/4 szklanki orzechów włoskich

1 łyżka drobnego cukru

1 łyżeczka brązowego cukru

1/2 łyżeczki kakao

1/2 łyżeczki cynamonu

 

Orzechy siekamy drobniuteńko. Można je zmielić w młynku, ale ja wolę czuć drobne kawałki. Mieszamy je z resztą pozostałych składników. Odstawiamy na bok.

Schłodzone ciasto wyciągamy z lodówki. Każdą z porcji ciasta rozwałkowujemy na lekko umączonym blacie na okrąg o średnicy 30 cm. Na cieście rozsmarowujemy 2 łyżeczki powideł pozostawiając 2 centymetrowy margines na brzegu ciasta oraz ok. 2,5 cm na środku ( to tak jakby w środku ciasta pozostawić wolny okrąg o średnicy 5 cm). Powidła posypujemy 2 łyżeczkami sypkiego nadzienia.

Okrąg kroimy na ćwiartki, a każdą z nich na 3 części. Zwijamy rogaliki, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 180 stopniach przez 30 minut. Studzimy, posypujemy cukrem pudrem. Nie wiadomo kiedy dwie blachy tych kruchych pyszności przechodzą do historii.

 

* użyłam serka firmy Delfico. Można także użyć serka Philadelphia, ewentualnie kwaśnej śmietany, ale wtedy trzeba dosypać nieco więcej mąki

** użyłam szklanki o pojemności 250 ml

** w oryginalnym przepisie pochodzącym z książki Sarabeth’s Bakery autorka sugeruje użycie konfitury malinowej lub morelowej