Pęczakoburgery z dynią i jarmużem

 

_MG_6554

Z dynią w tym sezonie zaczęłam stosunkowo późno. Ale wystarczyła pierwsza transza pieczonego puree, żeby wpaść w dyniowy trans. Nie ma zmiłuj – domowe puree (żadne tam z puszki) zawsze w lodówce być musi. Kiedy widzę, że zawartość słoiczka w lodówce niebezpiecznie zbliża się do dna natychmiast reaguję zakupem i pieczeniem nowej. W zeszłym roku namiętnie przerabiałam hokkaido. W tym roku nie widzę ich często. Jest za to urodzaj piżmówki i to ją kupuję przynajmniej raz w tygodniu.

Ta dynia to jest niesamowita. Niby delikatna i mdława, ale jak jest to trudno oprzeć się dodaniu jej praktycznie do wszystkiego. Co roku zdumiewa mnie pomysłowość innych, ile rzeczy są wstanie wyczarować na nowo. Sama dostrzegam, że nie ma czegoś takiego jak dyniowa rutyna. Jej delikatny smak jest w stanie wzbogacić każdą potrawę. Czasami jest bardziej barwnikiem, czasami tylko fakturą.

A dziś dynia będzie spoiwem nowych burgerów z pęczaku. Każdy gatunek dyni piecze się inaczej, niektóre odmiany są bardziej wodniste od innych. Dla tego bardzo ważne, abyście użyli dobrze wypieczonego puree z dyni piżmowej lub hokkaido (ćwiartki dyni pieczone przez ok. 30 minut w 220 stopniach). Jego dość zwarta konsystencja sprawi, że burgery nie będą wymagały użycia przez nas jajka. Ponieważ moją nową miłością jest jarmuż, damy go trochę do środka. Bardziej dla koloru i zdrowia, więc nie frustrujcie się, jeżeli nie macie go pod ręką. Dodajcie szczypiorek, albo pietruszkę. Całość zaserwujemy w dyniowej bułeczce z czarnym sezamem. Dyniowe pęczakoburgery możecie ozdobić jakimi tylko chcecie warzywami, ja jednak polecam przepyszną sałatkę z jarmużu, pesymony i fety, na którą przepis podałam Wam wczoraj.

_MG_6505

Dyniowe bułeczki ( ok 10 szt)

3 szklanki mąki pszennej

1 szklanka mąki pszennej razowej

60 g masła

1 szklanka letniego mleka

1/2 szklanki puree dyniowego

1 jajko

1 łyżka drożdży instant

1 łyżka cukru

1 łyżeczka soli

1 jajko + 2 łyżki mleka (do posmarowania)

czarny sezam (do posypania)

Mąkę zmieszaj w misce z drożdżami i cukrem. W garnuszku rozpuść masło, zgaś ogień, wlej mleko, dodaj puree dyniowe. Zamieszaj wszystko dokładnie i dodaj do maki. Wbij jajko, przemieszaj ciasto łyżką, aby płyny połączyły się z mąką. Dodaj sól i jeszcze raz dobrze zamieszaj. Wyrzuć je na lekko umączony blat i zagnieć na gładkie i elastyczne ciasto. Przełóż je do naoliwionej miski, naczynie przykryj folią. Pozostaw ciasto do wyrośnięcia na ok  godzinę.

Po tym czasie odgazuj ciasto i podziel na dziesięć części. Z każdego kawałka ciasta uformuj okrągła bułkę. Bułki układaj na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w sporych odległościach. Pozostaw do wyrośnięcia na ok 40 minut. Każdą bułkę posmaruj jajkiem roztrzepanym z mlekiem,  posyp sezamem i natnij. Piecz w piekarniku nagrzanym do 180 stopni na złoty kolor, przez ok 25 – 30 minut. Po upieczeniu wystudź.

_MG_6544Pęczakoburgery z dynią i jarmużem (ok. 6 sporych szt.)

1 szklanka pęczaku

4 łyżki puree z dyni piżmowej

3 małe liście jarmużu

1 ząbek czosnku

1/2  średniej, czerwonej cebuli

sól, pieprz

jajko + bułka tarta (do panierowania)

Pęczak umieść w garnku i zalej 2,5 szklankami wody. Posól wodę i wstaw na ogień. Doprowadź wodę do wrzenia, a następnie skręć gaz na mały ogień i gotuj kaszę pod przykryciem przez ok 15 – 20 minut. Pęczak musi troszkę zmięknąć, jednak powinien zachować swoją jędrność. Kiedy kasza wchłonie prawie całą wodę wyłącz gaz i pozostaw kaszę pod przykryciem na około 10 minut.

W misce umieść puree dyniowe. Dodaj drobno posiekany jarmuż, cebulę i czosnek. Dodaj lekko przestudzoną kaszę i wszystko dobrze wymieszaj. Dopraw solą i słuszną dawką czarnego pieprzu. Masa powinna być na tyle gęsta, że z łatwością powinno dać się z niej formować burgery. Na łyżkę stołową nabieraj kopiaste porcje masy i formuj z nich burgery. Ułóż je na talerzu i wstaw do lodówki na ok. 30 minut, aby stężały. Następnie możesz je lekko opanierować w jajku lub bułce tartej, lub po prostu usmażyć na złoto z dwóch stron.

Podawaj natychmiast w towarzystwie świeżej bułki i ulubionych dodatków lub sałatki z jarmużu i persymony.

Smacznego!

 _MG_6551

Komu w drogę, temu burgery z quinoa i batatów w razowej bułce

Znaleźliśmy mieszkanie. W San Francisco :) Wielkości jednego piętra wiktoriańskiego domu. Jest puste, dość jasne, lekko vintage ;) Pokój z dużym oknem, kuchnia bez zmywarki, sypialnia z oknami na ścianę domu obok. Kiedy do niego weszłam, poczułam że to to. Przedwczoraj, kiedy mieliśmy  przekroczyć je wspólnie po raz pierwszy byłam bardzo zdenerwowana. Czy na pewno fajne, czy nie upiększyłam go w myślach, czy decyzja nie była zbyt pochopna, może powinnam była jeszcze zobaczyć kilka innych, czy spodoba się Bartkowi…

Jest naprawdę ok. Ściany mogły by być bardziej gładkie i bielsze, sprzęty w kuchni mogły by być nowsze, łazienka może troszkę większa i w nieco innym miejscu. W kuchni za to jest mała spiżarka, a z sypialni wychodzi się na drewniane schody pożarowe, na których już widzę siebie z kubkiem kawy, książką lub gazetą. Przed domem latają motyle, pod ogrodzeniem rośnie rozmaryn, a za domem jest podwórko zagracone mnóstwem rupieci. Będzie tam mój mini ogród ze skrzynek. Póki co oprócz małej kuchni (w której jednak zmieści się kanapa) nic tam nie ma, ale ja już oczyma wyobraźni widzę, jak mieszkanie ożywa i staje się naszym domem. Myślę, że będzie nam w nim bardzo dobrze.

Zawieźliśmy nasze walizki i pudła z książkami. Wprowadzimy się pewnie za dwa dni, kiedy kupimy przynajmniej łóżko. Stepuje już w oczekiwaniu, bo choć nasz hotel jest spoko, to jednak zupełnie inaczej być już „na swoim”. Zaplanowane mam już wszystko, znam większość sklepów w okolicy, znalazłam nawet prawdziwego rzeźnika ;) Ale i tak pierwsze co zrobię, to pojadę do sklepu z arabską żywnością. Kupię słój tahiny, flakoniki z wodą różaną, pomarańczową i ogromny wór cieciorki, której w zwykłych sklepach próżno szukać. A potem niech się dzieje cała reszta ;)

Tymczasem w hotelu robię nam ostatni tutaj obiad. W przedpotopowym piekarniku piekę pyszne razowe bułeczki z prażonym słonecznikiem, a do nich robię burgery ze słodkich ziemniaków i quinoa. Bataty robią tutaj za klej dla komosy i różnych dodatków. Myślę sobie, że fajnie w ich miejscu sprawdziłaby się również dynia hokkaido. To burgery bez jajek, więc są dość miękkie, ale nie sprawiają żadnych trudności przy formowaniu. Burgery same w sobie są dość delikatne, ale mają wyrazisty smak. Idealnie dopełnia go plaster sera feta i pomidory z cebulką, które można podać obok, w postaci sałatki.

Przygotuj bułki:

3/4 szklanki mąki pszennej razowej

3/4 szklanki mąki pszennej typ 550

2/3 szklanki letniej wody

1 płaska łyżeczka drożdży instant

1 łyżeczka soli

1 łyżka cukru

1 jajko + 1 żółtko

1 jajko (do posmarowania)

1/3 szklanki uprażonego słonecznika

W misce zmieszaj ze sobą mąkę pszenną, mąkę razową, drożdże i cukier. W środku zrób wgłębienie i wlej w nie wodę, wbij jajko i żółtko. Za pomocą łyżki wymieszaj ciasto, dodaj sól i uprażone pestki słonecznika. Wyrzuć ciasto na umączony blat i wyrób gładkie i elastyczne ciasto. Będzie troszkę się lepiło i będzie dość luźne, ale staraj się nie podsypywać za dużo mąki. Ciasto uformuj w kulę i przełóż do miski. Pozostaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około godzinę, aby mogło podwoić swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto podziel na sześć części. Uformuj z nich okrągłe bułki. Ułóż je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i pozostaw do ponownego wyrośnięcia na 45 minut. Wyrośnięte bułki posmaruj roztrzepanym jajkiem i posyp raz jeszcze pokruszonymi ziarnami słonecznika. Piecz na złoty kolor przez ok. 20 – 25 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Przygotuj burgery:

1 duży batat

3/4 kubka quinoa

1/2 pęczka drobnego szczypiorku

2 łyżki oliwy

1/2 średniej cebulki

2 ząbki czosnku

8 listków szałwii

1/2 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki czarnego pieprzu

Batata pokrój na ćwiartki, połóż na blaszce, skrop oliwą i upiecz przez 30 minut w temperaturze 200 stopni. Quinoa ugotuj na sypko (!) w posolonej wodzie wg instrukcji na opakowaniu. Na patelni rozgrzej oliwę i dodaj drobno pokrojoną cebulkę. Kiedy cebulka lekko się zeszkli wrzuć posiekaną szałwię i czosnek. Smaż jeszcze chwilę do momentu aż szałwia się skurczy i stanie się chrupka. Zestaw patelnię z gazu.

Upieczonego batata pozbaw skórki. Włóż go do blendera, dodaj przesmażoną cebulkę, sól, pieprz i zmiksuj wszystko na gładką masę. Dodaj do niej ugotowane quinoa i drobno posiekany szczypiorek. Wymieszaj wszystko dokładnie do otrzymania jednolitej masy. Możesz schować ją na chwilę do lodówki, aby stężała, będzie się wówczas lepiej formować.

Z podanej masy formuj kotlety. Obtocz je delikatnie w mące z jednej i z drugiej strony. Smaż na rozgrzanym oleju, na złoto z obu stron. Możesz je podać od razu, doskonale smakują już przestudzone. Ich smak podkreśli najlepiej plaster sera feta, pomidora i słodkiej cebuli.

Smacznego!

 

Bez bułki burgera nie będzie

Czy padliście ofiarą burgeromanii? Ja nie zamierzam zaprzeczać :) Burgery, mam wrażenie, staną się wkrótce naszym daniem narodowym. Gdzie nie spojrzeć tam nowe miejscówki, niedługo ich ilość prześcignie pewnie sushi – bary. I o ile miejskie kotlety smakują wybornie, to domowe w niczym im nie ustępują. Z tego co wiem mięso nie nastręcza nam więcej problemów, zwłaszcza jeżeli jest świeże i nie za chude. Puryści nawet go nie solą. Wrzucają na grill i po kilku minutach kotlet może lądować w bule. No właśnie…

Jak twierdzi jeden z właścicieli kultowego warszawskiego Burger Baru od którego tak naprawdę się zaczęło, buła w burgerze jest równie ważna co mięso. Trudno się nie zgodzić. W trakcie swoich burgerowych poszukiwań jadłam różne interpretacje słowa buła. Raz były to grillowane gotowce, które można było zredukować do kulki wielkości orzecha włoskiego. Kiedy indziej było to znowu tłuste oliwne i bardzo drożdżowe ciasto, z którego w tym samym lokalu podawali calzone. Jaka powinna być bułka idealna? Najmilej wspominam tę z ulicy Puławskiej, ale kiedy byłam tam ostatnio nie smakowała jak kiedyś. Za mało słodka, jakaś bez smaku…

Bułki, na które dzisiaj poznacie przepis są naprawdę smaczne. Pochodzi z książki The Fabulous Bake Brothers i jest bardzo łatwy w przygotowaniu. Bułki wychodzą miękkie, sprężyste i doskonale komponują się ze średnio – wysmażonym mięsem. Mając ten przepis spokojnie na chwilę można zapomnieć o wizytach w pobliskich burger barach.

500 g mąki typ 550

250 g mleka

100 g wody

25 g zakwasu żytniego (opcjonalnie)

25 g smalcu (lub masła)

25 g cukru (dałam łyżkę więcej)

10 g soli

5 g drożdży instant

1 jajko + 2 łyżki mleka

Ze wszystkich składników zagnieć ciasto. Gdyby jego konsystencja była zbyt gęsta, dodaj łyżkę wody. Wyrabiaj mikserem przez 7 minut, lub ręcznie przez minut 15. Ciasto pozostaw do wyrośnięcia na godzinę. Następnie odgazuj, podziel na 9 – 10 części. Uformuj z nich bułeczki, które następnie spłaszcz ręką. Ciasto pozostaw do wyrośnięcia na godzinę w ciepłym miejscu. Przed włożeniem do piekarnika posmaruj jajkiem roztrzepanym z mlekiem oraz posyp sezamem. Piecz w 180 stopniach przez 25 minut.

W trakcie kiedy bułki stygną obmyślaj co włożysz do ich środka. Ja postąpiłam klasycznie – siebie uraczyłam ćwierćfunciakiem, roślinożernego męża jajkiem sadzonym. Obowiązkowe frytki do tego. Na pozostałe eksperymenty zostały mi jeszcze 4 sztuki, które spoczywają w zamrażarce. Będę informować co z nich wyniknie. A tymczasem życzę Wam owocnych wypieków :)