O powrotach i bruschettach

Powroty zawsze wyglądają tak samo. Kiedy po długiej nieobecności wracam do domu, jeszcze dobrze nie położę plecaka na podłodze, a już biegnę do lodówki by wyjąć z niej zakwas. Kiedy będę wypakowywać swoje rzeczy ten się ociepli, a ja go czule dokarmię na noc. Następnego dnia rano zagniotę ciasto, wieczorem upiekę chleb.

Są takie podróże, które kręcą się wokół jedzenia. Ale są też takie, gdzie jedzenie bada się ostrożnie, bo kuchnia jest tak inna. Je się wtedy powściągliwiej, rozsądniej, szuka smaków bezpiecznych, znanych już choć trochę. W takich chwilach najbardziej tęsknię za swoją kuchnią i kiedy wracam do domu swoje tęskne fantazje mam spisane na karteczce w myślach. Po powrocie z Japonii, w której prawdziwego pieczywa nie jadłam ani razu, większość z nich rążyła wokół zgrillowanej pajdy chleba na zakwasie. Taki też sobie upiekłam niezwłocznie po przyjeździe. Z mąki żytniej, pszennej i pszennej razowej. Wyszedł mi piękny, rustykalny bochen, na którego kromkach przez kolejne dni zmieniały się tylko dodatki.

2 kromki chleba na zakwasie

1 krwista pomarańcza

1 łyżka miodu

4 plastry sera halloumi

1 łyżka oliwy

świeża kolendra

Chleb podpiecz w piekarniku z dwóch stron na złoty kolor. Na patelni rozgrzej łyżkę oliwy. Usmaż na niej plastry sera halloumi. Kiedy ładnie się przypieką z obydwu stron ściągnij je i odłóż na bok. Na gorącą patelnię wrzuć plastry pomarańczy i dodaj miód. Smaż przez chwilę, aż owoce puszczą sok, który na patelni lekko zgęstnieje. Na kromce chleba ułóż plastry halloumi i pomarańczy. Skrop oliwą, posyp świeżą kolendrą.

2 kromki chleba na zakwasie

1 burak

ser feta

natka z pietruszki

Buraki owiń w folię aluminiową, wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na ok. 40 minut. Wyjmij je z folii, wystudź, obierz ze skórki i pokrój w grubą kostkę. Chleb podpiecz w piekarniku z dwóch stron na złoty kolor. Na chleb pokrusz ser feta, na nim ułóż kostki buraka. Posyp świeżą pietruszką.

Smacznego!

Bruschetty z pieczoną papryką

Dni w Warszawie zaczynają się o szóstej rano, kończą nie rzadko po północy. Nie ma w nich czasu na nudę, wyciskam z doby ile tylko jest możliwe. Lawiruję między obowiązkami, życiem towarzyskim a czasem dla siebie, który trwa mniej więcej tyle, ile długość zjedzenia kanapki i wypicia porannej kawy. Lubię jednak tę rozmaitość i nie ukrywam, że w takich okresach czuję, że żyję.

Przez ostatnie dni trochę pracowałam, więc sobotni wieczór poświęciłam na odreagowanie bardziej wyzwań, niż stresów. Krążąc po Warszawie zaliczyłam trzy towarzyskie spotkania: jedno kolacyjne, drugie drinkowe, trzecie taneczne. Wobec tego całą niedzielę snułam się po mieszkaniu w piżamie krążąc między kuchnią a kanapą. Bo czy tu, czy tu – relaksuje się równie dobrze, a po tygodniowej przerwie od garów dość mocno zatęskniłam do gotowania.

Do Warszawy przywiozłam swój biały zakwas, więc przedwczoraj piekłyśmy z opiekującą się naszym mieszkaniem Izą chleb. Ale wyszedł dobry – tym razem do środka trafił karmelizowany por i czosnek, dynia prażona na maśle i orzechy włoskie. Dziś na śniadanie pokroiłam go w grube kromki i kiedy ten złocił się w piekarniku nad ogniem z kuchenki gazowej opiekłam dorodną paprykę. Papryka bezpośrednio zanurzana w ogniu szybko czernieje, nabiera lekko dymnego smaku, ale jednocześnie nie traci jędrności jak ta pieczona w piekarniku. Dodałam do niej posiekanego pomidora, dużo świeżej bazylii. Lepszego początku dnia nie mogłam nam zgotować :)

1 duża czerwona papryka

1 średni pomidor

4 grube kromki chleba

1 ząbek czosnku

3 łyżki oliwy

1 łyżeczka białego octu winnego

pieprz, sól

bazylia

Czerwoną paprykę nadziej na widelec. Włącz gaz i zacznij ją na nim opiekać obracając co chwila, aby równomiernie mogła się przypalić. Kiedy większość skóry będzie czarna, ściągnij ją, oczyść, a paprykę pokrój na drobną kostkę. Dodaj posiekanego pomidora i czosnek, ocet winny i listki bazylii. Przemieszaj dokładnie, dopraw solą i pieprzem. Tak przygotowaną sałatką zasyp opieczony chleb. Poczekaj chwilę, aż jego miąższ wchłonie część soków. Teraz możesz zaczynać. Smacznego



Sezamowa bruschetta z jajkiem w koszulce i avocado

Z chlebów Tartine (klik), które ostatnio namiętnie piekę najbardziej smakował mi ten prażonym sezamem. Dwie szklanki sezamu wystarczy podpiec w piekarniku na złoto, a następnie dodać do ciasta chlebowego po pierwszym złożeniu. W trakcie długiej fermentacji chleb na wskroś przenika sezamowym aromatem, a prażone ziarna dodają fantastycznej tekstury puszystemu miąższowi.

Obecność sezamu jest tak mocno zaznaczona, że chleb może stanowić nieanonimową podstawę większej kompozycji smakowej. Połączyć się ze swoim ulubionym kumplem avocado. Jajko w koszulce oprócz niewątpliwej wartości wizualnej i smakowej sprawia, że bruschetta przestaje być tylko przekąską, stając się pożywnym obiadem.

2 grube kromki chleba sezamowego

1 ząbek czosnku

1 avocado

1 łyżka oliwy

1 limonka

garść kolendry

2 jajka

kilka pomidorków koktajlowych

kilka listków rukoli

sól, pieprz

Pieczywo opiecz w piekarniku lub tosterze, następnie natrzyj czosnkiem. Avocado pokrój w drobną kostkę. Dodaj sok z limonki, jedną łyżkę z oliwy i posiekaną kolendrę. Dobrze wymieszaj. Ułóż na podpieczonym chlebie.

W garnku zagotuj wodę, wlej 2 łyżeczki octu winnego. Jajko wbij do szklanki. Zamieszaj wodę w garnku i kiedy powstanie wirek wlej do garnka jajko ze szklanki. Gotuj 1,5 minuty. Wyjmij łyżką cedzakową, kiedy troszkę odparuje przełóż połóż je na kromce chleba. Powtórz czynność z następnym jajkiem.

Kanapki udekoruj pomidorkami koktajlowymi i listkami rukoli. Oprósz solą i pieprzem. Spożywaj natychmiast, uważając na wylewające się strumieniami żółtko ;)