Czarna sałatka z bakłażana i fasoli

czarna sałatka z bakłażana i fasoli

Miniony długi weekend był cudowny i to nie tylko dla tego, że temperatura w słońcu wynosiła dwadzieścia kilka stopni. Mówiono mi wcześniej o tej styczniowej anomalii, ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Zresztą nie tylko ja – tak suchej zimy nie pamiętają nawet najstarsi kalifornijczycy, co z jednej strony wprawia wszystkich w ekstazę, z drugiej strony budzi niepokój. Ja zdecydowanie nie należę do tej grupy. Zimno i śnieg to dwie rzeczy, za którymi absolutnie nie tęsknię, więc przyjmuję na siebie tyle słońca ile tylko się da, ze stoickim wręcz spokojem.

W sobotę podziwialiśmy panoramę San Francisco z dość wysokiej góry Tamalpais. Dopiero droga powrotna uświadomiła mi, jak stroma była nasza trasa. Wróciwszy do domu padłam jak kawka, obudziłam się dopiero na wieczór, by usmażyć pączki, które rosły w lodówce wtedy, kiedy my wspinaliśmy się na górski szczyt. Robiłam je z myślą o niedzielnym spotkaniu z mieszkającą w San Jose koleżanką Agatą i jej mężem, o których z pewnością nie raz jeszcze tutaj usłyszycie. Z Agatą spotkałyśmy się po raz pierwszy dwa miesiące temu i jeszcze tego samego wieczora wylądowałyśmy ze sobą w łóżku. Umieścił nas tam mój małżonek, po tym, jak dostał cynk, że należy nas odebrać z wieczorka polonijnego ;) Agata jest super pozytywną osobą, pięknie maluje, wypieka chleby i nie znam nikogo, kto piękniej potrafiłby udekorować pierniczki. No i ma jeszcze jedną cechę, która strasznie mi imponuje – zna się na lokalnym jedzeniu jak mało kto. To z jej polecenia trafiłam do wielu bardzo ciekawych i wyjątkowych miejsc, bo Agacie wystarczy tylko rzucić hasło, a wysypie z rękawa milion propozycji. Ponieważ idę za nią jak ślepa, potulnie przyjęłam propozycję spotkania się w małym miasteczku o nazwie Pescadero, które leży w połowie drogi między San Francisco a San Jose.  Zaczęliśmy na koziej farmie, gdzie kupiliśmy różne sery, do nich słynny lokalny chleb z karczochami, a w międzyczasie wstąpiliśmy na taco, które New York Times umieściło swego czasu na liście najlepszych tacos w kraju! Uposażeni w tak zacne zakupy udaliśmy się na przepiękną plażę, gdzie na kamieniach wyżłobionych przez wyjątkowo pobudzony tego dnia ocean, piknikowaliśmy niemal do zachodu słońca.

Po takiej dawce wrażeń lubię się zaszyć w domu i nie wyściubiać z niego nosa nawet na centymetr. Dla tego wolny poniedziałek przeznaczyliśmy na sprawy domowe, które nie wymagają wychodzenia na zewnątrz. Zagrożenie opuszczenia pieleszy pojawiło się w porze obiadu, na szczęście szybko minęło. Bo podwiędniętego bakłażana z koszyka postanowiłam usmażyć a następnie połączyć z czarną fasolą z puszki. Pomostem do tych różnych smaków miała być kolendra i limonka, którą zarówno bakłażan jak i fasola kochają. A ja z marszu pokochałam tę sałatkę. Zjadłam ją z przyjemnością i z lekko opieczoną tortillą,  po czym szybko wróciłam na kanapę, aby móc się oddać reszcie poniedziałkowego lenistwa.

czarna sałatka z bakłażana i fasoli

Czarna sałatka z bakłażana i fasoli

1 średni bakłażan

1 puszka czarnej fasoli

1/2 czerwonej cebuli

1 limonka

1/2 pęczka kolendry

3 łyżki oliwy

1.2 łyżki oleju sezamowego (opcjonalnie)

sól, pieprz

Fasolę odsącz na sicie i przepłucz wodą. Na patelnię wlej oliwę (oraz olej sezamowy), a kiedy tłuszcz się rozgrzeje dodaj pokrojonego w drobną kostkę bakłażana. Smaż go na dużym ogniu, raz po raz mieszając, aby zmiękł i ładnie się zezłocił

Usmażonego bakłażana dodaj do fasoli. Wciśnij sok z limonki, drobno posiekaną cebulę i kolendrę. Wszystko dobrze wymieszaj i dopraw solą i pieprzem wg smaku. Podawaj ze świeżym chlebem, lub lekko opieczoną tortillą.

Smacznego!

czarna sałatka z bakłażana i fasoli

Bakłażan w sosie pomidorowym

bakłażan w sosie pomidorowym

Zastanawiałam się, co sobie zrobić na obiad. Zajrzałam do pustej lodówki i już miałam wychodzić, aby zjeść coś niedaleko. Ale w dolnej szufladzie odnalazłam puszkę krojonych pomidorów, a w koszyku leżał lekko zwiędnięty bakłażan. Bardzo się ucieszyłam z tego odkrycia, bo dawno nie robiłam bakłażana w sosie pomidorowym. Jest to super łatwe, szybkie i pyszne danie, które nieustannie powraca w mojej kuchni, więc fajnie, że mogę się nim z Wami w końcu podzielić.

Pomidory w puszce są super i zawsze warto mieć je w lodówce. Osobiście wolę pomidory już pokrojone i zawsze się wściekam, kiedy nieopatrznie kupię puszkę pomidorów w całości. Użeram się z nimi potem na patelni, próbując rozdrobnić je drewnianą łyżką, ale jest to niewygodne, frustrujące i zawsze kończy się pochlapaną kuchenką. Tymczasem pokrojone pomidory elegancko, jednym ruchem wlewamy do podsmażonych na oliwie czosnku i cebuli, podgotowujemy, dobrze doprawiamy i przepyszny sos gotowy. Bardzo lubię dodać do niego dobrze przesmażonego bakłażana, którego przypalony smak fajnie koresponduje z lekko kwaśnymi pomidorami. Średnio odparowany sos będzie doskonały do makaronu (koniecznie pamiętajcie, aby na końcu dodać do niego pokrojoną w drobną kostkę mozzarellę i listki świeżej bazylii). Ale jeżeli potrzymacie go na ogniu nieco dłużej, to sos pomidorowy przemieni się w taki jakby chowder – wyodrębnią się z niego wyraźne kawałki pomidorów i bakłażana. W takiej postaci lubię jeść go najbardziej. Posypany grubo pokruszonym serem feta, z kromką świeżego chleba, ryżem, choć świetnie sprawdzi się też jako nadzienie wytrawnych naleśników.

bakłażan w sosie pomidorowym

Bakłażan w sosie pomidorowym  (porcja na 2 osoby)

2 puszki krojonych pomidorów (ok 800 g)

1 duży bakłażan

1 średnia cebula

2 ząbki czosnku

3 + 4 łyżki oliwy

1 łyżeczka cukru

1 łyżka suszonego oregano

ser feta

sól, pieprz

Bakłażana pokrój w drobną kostkę. Na patelni bardzo dobrze rozgrzej trzy łyżki oliwy. Dodaj bakłażana, lekko go posól i smaż na dużym ogniu przez kilka minut, raz po raz mieszając do momentu, aż bakłażan troszkę się przypali i zmięknie. Przesyp bakłażana na talerz i odstaw na bok.

Na patelnię wlej pozostałą oliwę. Dodaj drobno posiekaną cebulę, czosnek i smaż chwilę, aż cebula się zeszkli. Dodaj pomidory z puszki i smaż sos na patelni przez kilka minut. Dodaj usmażonego bakłażana, cukier i oregano. Dobrze wszystko wymieszaj. Smaż do momentu, aż większość płynów odparuje. Na sam koniec dopraw sos solą i pieprzem.

Podawaj natychmiast. Z kromką świeżego chleba i pokruszonym serem feta.

Smacznego!

bakłażan w sosie pomidorowym

My own Master Chef

Będąc ostatnio w Warszawie pewnej niedzieli, kiedy to nie miałam siły na nic więcej niż tępe wpatrywanie w ekran komputera, obejrzałam wszystkie odcinki kontrowersyjnego show Master Chef Polska. Ponieważ jestem bardzo podatna na wszelką manipulację emocjonalną przez cały pierwszy odcinek szloch wzruszenia radością i historiami uczestników przeplatał się nawzajem z salwami śmiechu z zabawnych bohaterów, nieudanych potraw i komentarzy jury. Po całej burzy, która rozszarpała program na strzępy zanim jeszcze trafił na ekranie muszę stwierdzić, że moim zdaniem Master Chef wyszedł całkiem obronną ręką. Jest parę słabych elementów, ale gdy najmłodsza z jury nie wygłasza teatralnie scenariuszowych komentarzy program ogląda się całkiem przyjemnie. Zaskoczona jestem tym, jak naturalnie wysunął się na prowadzenie Michael Morand, dominując niespodziewanie Panią Przewodniczącą Magdę Gessler. Wielką sympatię wzbudzają niemal wszyscy uczestnicy. Cieszę się, że nie widać po nich zauważalnego w innych edycjach wyścigu szczurów i żadna postać nie wydaje się na tyle antypatyczna, aby trzymać kciuki za to, żeby wyleciała jak najszybciej. Bez względu na to, kto wygra, kibicuję wszystkim pozostałym uczestnikom i cieszę się, że mogą przeżyć taką przygodę.

Niedawno w domu przeżyłam swoją prywatną edycję Master Chefa, kiedy oczyszczona rano lodówka do wymyślenia dania obiadowego dała mi następujące składniki: mozzarellę buffalę na granicy terminu przydatności, jednego bakłażana, pięć pomidorków koktajlowych,jedną figę, kawałek pora i główkę czosnku. W lodówce stał cały słoik tahiny, ale tym razem bakłażana postanowiłam przygotować w stylu włoskim. Co z tego wyszło, widzicie na zdjęciach. Wydaje mi się, że w tym odcinku mogę się czuć całkiem bezpieczna ;)

1 duży bakłażan

2 ząbki czosnku

1 duża kula mozzarella buffala

15 cm kawałek pora

1 figa

kilka pomidorków koktajlowych

oliwa

4 łyżki octu balsamicznego

1 łyżka cukru

Bakłażana natnij głęboko w kratkę uważając, by nie przeciąć skóry. W nacięcia powkładaj ząbki czosnku. Posmaruj go oliwą, ułóż na blaszce i zapiekaj przez 40 minut w 200 stopniach. W międzyczasie rozgrzej na patelni 3 łyżki oliwy i podsmaż na niej przepołowione pomidorki koktajlowe. Dorzuć po chwili pora, delikatnie posól i smaż tylko chwilę, aż nieco zmięknie. Zdejmij z ognia i odstaw na bok. W garnuszku umieść ocet i cukier. Doprowadź do wrzenia i redukuj ocet do uzyskania gęstego syropu.

Na upieczonym bakłażanie ułóż kawałki mozzarelli buffala, całość dopełnij porem, pomidorkami, porem i świeżą figą. Tak przygotowanego bakłażana wstaw na pięć minut do piekarnika aby mozzarella lekko się podtopiła, a składniki ociepliły. Gotowego bakłażana skrop redukcją balsamiczną. Całość możesz posypać świeżym porem i skropić delikatnie oliwą. Podawaj natychmiast. Smacznego!

 

 

 

 

Pierwszy raz z sobą

Mimo, że praktycznie przez cały tydzień kręcę się wokół kuchni, to kiedy przychodzi wolne zamiast leżeć na kanapie znowu ląduję tam właśnie. Już parę dni wcześniej wiem co powstanie w weekend i nic nie jest mnie w stanie powstrzymać przed zrealizowaniem planu. Poszukiwania makaronu soba zajęły mi pół dnia. Jak na złość wszędzie się akurat skończył,  więc brodząc po kolanach w kałużach zaliczałam kolejne nieco bardziej uposażone sklepy aby móc zrealizować następną fantazję z ksiażki Plenty (aut. Yotam Ottolenghi). Kiedy siatka zapełniła się ostatnim niezbędnym składnikiem uspokojona i przemoczona wrócam do domu i wypakowuję zakupy. Oczywiście, że zapomniałam kupić czerwonej cebuli, a mango jakby stwardniało w trakcie podróży. Trudno.

 

 

120 ml octu ryżowego

40 g cukru

1 czerwone chilli

2 ząbki czosnku

1 limonka

250 g makaronu soba

2 bakłażany

220 g oleju słonecznikowego

1 dojrzałe mango

2 garście bazylii

1 czerwona cebula

1 garść bazylii tajskiej

2 garście kolendry

 

Do rondelka wlewamy ocet ryżowy, dodajemy cukier. Podgrzewamy na małym ogniu do momentu, w którym cały cukier się rozpuści. Do  dressingu dodajemy posiekaną papryczkę i czosnek. Zestawiamy z ognia, studzimy, dodajemy startą skórkę i wyciśnięty sok z jednej limonki. Odstawiamy na bok.

Bakłażany kroimy na dość sporą kostkę. Smażymy partiami na dobrze rozgrzanej patelni z olejem słonecznikowym na złoty kolor. Następnie układamy na sitku, solimy i odstawiamy, aby mogły się odsączyć.

Makaron soba gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Ugotowany przelewamy zimną wodą, układamy na ściereczce lub ręczniku papierowym aby dośc dobrze obsechł. Następnie umieszczamy w dość dużej misce, zalewamy dressingiem z octu ryżowego. Dodajemy bakłażan i mango (pokrojone w centymetrowe kostki), cebulę i połowę posiekanych zioł. Delikatnie wsyzstko łączymy, owijamy naczynie folią i wstawiamy do lodówki na 1,2 godziny.

Makaron jeszcze raz posypujemy ziołami. Jemy, jemy, jemy, jemy. Mamy w ustach wszystkie smaki świata. Gdyby mango było nieco bardziej dojrzałe możnaby było mówić o doznaniu absolutu :)