Szałwiowe kurki z korzennym humusem

Wypuściłam się wczoraj na pierwszy rekonesans mojej nowej dzielni. Western Addition nie cieszy się najlepszą sławą, ale jest tutaj naprawdę kolorowo i ciekawie. Zaledwie pięć minut w kapciach ode mnie znajduje się piekarnia z fajnym chlebem, która inauguruje cały korowód knajpek, barów i restauracyjek. Co trzy budynki wyrasta jakiś sklep z super zdrową żywnością, włącznie z delikatesami Bi – Rite, które pod swoją marką sprzedają również najlepsze lody w mieście San Francisco. Jeszcze nie próbowałam.

W sklepach tego typu dostaję szału. Wszystkiego jest dużo, wszystko jest zdrowe i do tego pięknie opakowane. Zawsze muszę sobie tłumaczyć, jak dziecku, że pomalutku, nie wszystko na raz, że w każdej chwili mogę tu wrócić. Ale kurkom nie mogłam się oprzeć, zwłaszcza po weekendzie, gdzie na facebooku byłam dosłownie bombardowana zdjęciami znajomych z wypełnionymi po brzegi koszykami. Jakby się wszyscy na raz zmówili. Tutaj grzyby podobno są całkiem niezłe i oprócz wtajemniczonych zbieraczy niewielu osobom chce się fatygować do lasu. Ja tam bym pojechała, ale dostałam od mamy zakaz łażenia po kniejach, bo amerykańskie kleszcze serwują podobno jedną z najgorszych odmian boreliozy…

Dla świętego spokoju mamy kupuję więc sobie dwie garście chanterelles (ładna nazwa) w sklepie. Przyjechały z okolic Portland, są ogromne i dokładnie oczyszczone (ha!). Do koszyka wrzucam też szałwię. Kurki przesmażam na maśle z trzema ząbkami czosnku i posiekaną szałwią. Połowę odkładam dla mojego męża. Wieczorem, kiedy wróci do domu ugotuję do nich makaron, który zmieszam z grzybami i dużą ilością świeżego parmezanu. A sobie kręcę humus. Chodził za mną ostatnio, taki domowy. Tym razem dorzucam do niego pieczony korzeń pietruszki, która dodaje mu korzennej słodyczy. Jeszcze ciepły hummus posypany kurkami z patelni i polany brązowym masłem wyjadam łyżką prosto z miseczki, zagryzając kromką pierwszego upieczonego w nowym domu chleba. Luksus.

1 szklanka ugotowanej cieciorki

1/3 szklanki wody z gotowania cieciorki

2 łyżki oliwy

1 upieczona pietruszka

2 ząbki czosnku

2 łyżeczki tahiny

sok z 1/2 cytryny

Wszystkie składniki oprócz wody umieść w misce lub misie blendera. Dodaj część wody z gotowania cieciorki i zmiksuj wszystko na gładką masę. Pozostałą wodą możesz wyregulować gęstość humusu, w zależności od  Twoich upodobań. Ja lubię, kiedy ten przypomina ziemniaczane puree lub lekko zmiękczone lody. Jest aksamitny, ale nie wodnisty. Przygotuj kurki:

2 łyżki masła + 2 łyżki masła

2 garści kurek

2 ząbki czosnku

6 listków szałwii

Masło rozpuść na patelni, dodaj niedbale posiekane kurki. Smaż chwilę, po czym dodaj czosnek pokrojony w drobne plasterki, oraz drobno posiekaną szałwię. Smaż jeszcze chwilę, aż kurki nabiorą złotego koloru.

Kurkami posyp wcześniej przygotowany humus. Możesz polać go jeszcze dodatkowymi łyżeczkami lekko przypalonego masła. Jeżeli chcesz chcesz nieco ożywić smak, posyp całość małą ilością drobniutko posiekanej pietruszki.

Smacznego!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>