Słodka strona Gdańska cz.2 – Cafe Factotum

Lubię spacery w samotności. Łazić gdzie nogi poniosą, z muzyką na uszach zatrzymywać się na chwilę albo i dłużej, robić zdjęcia, jeść ciastka, nie spieszyć się, nie tłumaczyć, nie rozmawiać. Chodzić dookoła miejsc, do których idzie się w pierwszej kolejności. Niespodziewanie skręcać pod wpływem impulsu, odkrywać zakamarki i trafiać do magicznych miejsc. Takich jak Cafe Factotum.



Charles Bukowski nigdy nie był moim ulubieńcem. Czytając „Factotum” miałam wrażenie, że to uboższa i bardziej pijaczkowata wersja Henry’ego Millera, choć nie wiem, czy należy ich stawiać w jednym rzędzie. Z drugiej strony nie dałam za bardzo Bukowskiemu szansy. Odłożywszy przeczytaną w jednej trzeciej książkę nigdy do niej nie powróciłam. Kiedy więc zobaczyłam szyld Cafe Factotum nie przeszedł mnie dreszcz myśli o swoim ulubionym pisarzu, ale skusiła obietnica tego wszytkiego z czym synonimizuje się nazwisko Bukowski. Wiecie: alkohol, hedonizm, te sprawy… :)

 



 





Po przestąpieniu drzwi na dzień dobry zwalił mnie z nóg wystrój wnętrza. Przy czarnych ścianach libertyńskie kanapy w stylu francuskim, na podłodze szachownica, szykowne żyrandole, a na ścianach maszyny do pisania – namalowane i takie prawdziwe. W pierwszej sali antresolka, gdzie kawa na pewno smakuje o poziom lepiej, a w drugiej, nieco mniejszej – przytulność, gablotka ze starymi książkami i niebywałe światło zderzające się z całym mrokiem miejsca. Nigdy nie byłam w aż tak klimatycznym miejscu, pięknym, eleganckim, ale , co ważne, nieprzytłaczającym. W którym czuję się tak, że mogłabym tam przesiedzieć kilka godzin, siorbać kawkę i choćby tylko patrzeć w okno. 

 

 







 

 

 

W menu Cafe Factotum  (najfajniejszym menu na świecie, sprawdźcie na ich stronie czemu ) oferuje szeroki wybór espresso, kaw, herbat, napojów bezalkoholowych.  Są dwa ciastka – czekoladowe (widziałam na stoliku obok – prezentowało się świetnie)  i przepyszny waniliowy sernik w stylu amerykańskim (wiem co mówię – próbowałam). Kawy nie pijam, ale to miejsce tak mnie chwyciło, że postanowiłam jej popróbować choćbym potem miała nie przespać trzech kolejnych nocy.  Przemiły Pan, który, jak mi powiedział pracuje w tym miejscu od roku i bardzo to lubi, przyrządził mi Espresso Bukowski – z cukrem i likierem cointreau, espresso con panna – przykryte chmurką bitej śmietany i przepyszne cappuccino z serduszkiem :)

 

 



 





Pięknie mi się tam spędzało czas. Najchętniej bym tam została, ulokowała się w jednym z tych foteli i zaczytywała buńczuczną literaturą – w tym miejscu miałabym szczegolną ochotę przeprosić się z Charlsem. Ale czas mnie gonił i musiałam z żalem Factotum opuścić. Czas mi się skurczył dramatycznie od tej posiadówki, a przede mną była jeszcze przecież PiKawa (to tylko dla tego nie spróbowałam ciasta czekoladowego :) Wiem, że na pewno tam wrócę. Bo teraz, gdy mnie ktoś zapyta o ulubioną kawiarnię, bez zastanowienia odpowiem – Factotum na Świętego Ducha. W Warszawie takowej, niestety, nie posiadam.

 

Cafe Factotum

ul. Świętego Ducha 6/8

http://www.cafefactotum.pl/

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>