Knedle na wszystkie smutki

Wrzesień miał być jak z bajki. Najpierw ponad dwa tygodnie w Wietnamie na dziewczyńskim kulinarnym tripie, potem szybka przepierka znoszonych ubrań w domu i następnego dnia do Meksyku na wakacje z mężem. W głowie pomieścić mi się nie mogło tyle dobroci. Na ten Wietnam, mam wrażenie, czekałam od pierwszego momentu, kiedy nabrałam zupy pho w usta. Płynne przejście z mojej jednej ulubionej kuchni do drugiej wydawało mi się jeszcze bardziej nierealne, no ale skoro tak się to ułożyło…

A jednak guzik ze wszystkiego wyszło, bo my sobie a życie sobie. Dwa dni przed wylotem do Wietnamu okazało się, że nigdzie nie polecę. Moja amerykańska wiza, która miała być gotowa na dwa tygodnie wcześniej  zawisła gdzieś w urzędzie zawieszając tym samym mój wyjazd. Bo jak polecę, to już mnie nie wpuszczą z powrotem. A nie chciałabym jak Tom Hanks, w terminalu, na zawsze…

Poleciało dużo łez, no ale co zrobić. Na szczęście wiem jak sobie radzić z podłym nastrojem. Nie od dziś wiadomo, że jedzenie bywa najlepszym antydepresantem. Na początku rzuciłam się w wir kolorowych sałatek,  aby przegoniły czarne chmury znad marsowego czoła. Potem wylądowałam w Wietnamskiej restauracji, do której obiecałam przychodzić codziennie przez najbliższe dwa tygodnie, aby chociaż w ten sposób liznąć trochę dalekiego Wietnamu. A potem za sprawą przypadkowo zakupionych węgierek postanowiłam spełnić swoje marzenie o serowych knedlach, których zakosztowałam kiedyś u Basi Makagigi. Bo czy jedząc cieplutkie knedle polane śmietanką nie jest nam najlepiej na świecie?

Te knedle to tak jakby czeskie leniwe nadziewane owocami. Swoje kluchy robię bardziej na wyczucie i staram się, aby ciasto było jak najbardziej luźne jak się da, dzięki czemu ich tekstura jest bardziej lekka nich kluchowata. Tym razem jednak trzymałam się ściśle przepisu Basi, bo jadłam je takimi i były iście vyborne! Tylko od jednej rzeczy nie mogłam się powstrzymać – ta dziurka po pestce aż prosiła się o to, żeby coś w nią wcisnąć. Wyjęłam więc z lodówki masło i utarłam je z dużą ilością cukru, a potem włożyłam odrobinę tego do śliwek, żeby przy krojeniu jeszcze ciepłych knedli wypływał z nich maślano – cukrowy syrop. Jak food porn, to food porn ;)

_mg_2137-2

Knedle ze śliwkami (około 12 sztuk), za Basią

250 g twarogu

150 g mąki

1 łyżka roztopionego masła

1 jajko, rozkłócone

szczypta soli

12 śliwek węgierek

1,5 łyżki masła i 2 łyżki cukru (na nadzienie do śliwek)

Twaróg rozdrobnij, dodaj masło, jajko i dobrze wszystko przemieszaj. Dodaj mąkę i i szybko zagnieć ciasto (staraj się jednak nie dodawać więcej mąki, żeby knedle nie wyszły za twarde). Odstaw ciasto na dwadzieścia minut. W tym czasie wypestkuj śliwki, a ich środek nadziej odrobiną masła rozgniecionego z cukrem. Podziel ciasto na 12 części, każdą z nich uformuj w kulę a następnie rozpłaszcz. Ułóż na środku śliwkę, a następnie zlep dokładnie ciasto, aby nic z knedla nie wypłynęło w trakcie gotowania.

Tak przygotowane knedle gotuj we osolonym wrzątku. Knedle są gotowe kiedy wypłyna na powierzchnię, zajmie im to około 9 minut. Ja dla pewności gotuję je jeszcze przez dwie minutki. Dziś podałam je sobie z kwaśną śmietaną, cukrem i bułką tartą usmażoną na maśle. No sami przyznacie, że to przecież nie może nie pomóc ;)

3 thoughts on “Knedle na wszystkie smutki

  1. Jezu ale wypas, robie:) Knedle mogłabym jeść 24/7

  2. jesuuuuu. czekałam na wpis!
    przykro mi z powodu Wietnamu, pocieszeniem niech będą knedle i Meksyk ;>
    już może zapomniałaś, ale mamy w Polsce takie powiedzenie ‚co wiza odwlecze, to nie uciecze’ ];>

  3. Hej,
    A jakie owoce oprócz śliwek nadają się do nadziewania knedli?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>