Rzecz o risotto i trefnym szafranie…

Niczym zahipnotyzowana wpatrywałam się w patelnię wyczekując, aż spora szczypta szafranu, który dodałam przed chwilą do ryżu zacznie barwić tenże na żółto. Byłam bardzo podekscytowana – miało to być moje pierwsze risotto milanese, czytaj risotto z szafranem. Mieszałam, mieszałam, ale ryż jak był biały, tak był biały. Pełna niepokoju wzięłam do ręki duże pudełko szafranu, który z Izraela przywiozła mi moja mama. Zaczęłam się wczytywać w etykietę, aż nagle zapaliła mi się czerwona lampka. Baaaartek, sprawdź proszę w internecie czy safflower to to samo co szafran! Odpowiedź potwierdziła moje przypuszczenia – sprytni sprzedawcy wcisnęli turystom trefny towar. Safflower, inaczej krokosz barwierski to może i krokus, ale nie ten, z którego pozyskuje się najdroższą przyprawę świata. Bywa nazywany bastard saffron, jest dużo tańszy i tak naprawdę niewiele wspólnego ma ze swoim szlachetnym kuzynem. Barwi na żółto bardzo delikatnie, a uprawia się go głownie dla nasion, z których robi się olej oraz kwiatów, które chętnie kupują turyści myśląc, że właśnie zrobili interes życia kupując tyle szafranu za tak niewiele…

Szybko wyłączyłam gaz pod zaczątkiem risotto i czem prędzej pobiegłam do pobliskiego sklepu z żywnością turecką, bo kojarzyłam, że na lodówce leżało kilka pudełeczek z napewnoprawdzim szafranem. Niestety, sklep wyjątkowo był zamknięty, a ja dobre pięć minut spędziłam na świdrowaniu wzrokiem leżącej dwa metry dalej przyprawy i mruczniu pod nosem zaklęć, które sprawiłyby że szafran przyfrunąłby do mnie i przeniknął przez szybę. Słaba ze mnie czarownica, toteż pognałam dalej – do uroczego hindusa na ulicy Bielańskiej. Niestety, zgodnie z prawami Murphy’ego, ostatnie pudełko szafranu zostało sprzedane wczoraj, a nowe może przyjechać dopiero jutro. Opuściłam sklep z nosem na kwintę i udałam się do najbliższego spożywczego, w którym przerobiłam risotto na takie z gruszką i serem pleśniowym. Parę kroków po wyjściu ze sklepu stwierdziłam jednak, że to nie są smaki na które mam ochotę i wróciłam, żeby kupić coś lżejszego – suszone morele i kozi serek. Już zbliżałam się do kasy, kiedy zdałam sobie sprawę, że przecież szafran może być w tym sklepie. Był. Ostatnie pudełeczko. Czekało na mnie.

 

200 g ryżu arborio

1,5 l gorącego bulionu

100 ml białego wina

1 szalotka

1 ząbek czosnku

2 szczypty szafranu

2 łyżki masła

1 łyżka oliwy

3 łyżki startego parmezanu

 

Na patelni roztop łyżeczkę masła, dodaj łyżeczkę oliwy. Szalotkę i czosnek posiekaj bardzo drobno i zeszklij na patelni. Dodaj ryż i smaż przez chwilę, aż ten stanie się przeźroczysty. Dodaj białe wino, poczekaj aż całkowicie odparuje. Teraz dodaj szafran i dwie chochelki gorącego bulionu. Mieszaj nieustannie do momentu, aż ryż wchłonie cały płyn. Powtarzaj czynność do wyczerpania bulionu pamiętając, aby risotto ciągle mieszać i  dodawać bulion dopiero wtedy, gdy poprzedni płyn zostanie w całości zaabsorbowany przez ryż. Na sam koniec do risotto dodaj 3 łyżki startego parmezanu i łyżkę masła. Wymieszaj, pozostaw pod przykryciem na 5 minut i podawaj natychmiast. Jedząc risotto staraj się nie myśleć o tych wszystkich kanciarzach, którzy perfidnie odbierają ludziom możliwość cieszenia się prawdziwym smakiem i kolorem prawdziwego szafranu.

 

 



 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>