Polvorones, czyli meksykańskie ciasteczka weselne

_MG_1532-2

Mój plan zakładał, że w swojej piekarni przepracuję najwyżej pół roku. Akurat tyle, aby nauczyć się obycia w twardym kuchennym świecie i zdobycia przepustki do dalszej drogi. Sześć miesięcy minęło dość szybko, a że w międzyczasie kupiłam bilet lotniczy do Polski, postanowiłam popracować jeden miesiąc dłużej, bo jak wiadomo każdy dodatkowy budżet na podróż jest mile widziany. Obecnie piszę już do Was z Polski, gdzie spędzę następnych kilka tygodni. A po powrocie do San Francisco… Na razie jedynym konkretnym planem jest kontynuowanie piekarskiej drogi. Bardzo chciałabym się nauczyć robić croissanty i innych wypieków z ciasta francuskiego i popracować z chlebem trochę bardziej w moim stylu, ale zobaczymy. Mam w perspektywie kilka ciekawych staży, także nudno na pewno nie będzie. Ale czy kiedykolwiek było? ;)

_MG_1544

W Marli nauczyłam się wielu rzeczy. Począwszy od konkretnej wiedzy piekarskiej, poprzez standardy pracy w gastronomii, kończąc na wiedzy kucharskiej i cukierniczej od kolegów z sąsiednich działów. Moi znajomi, którzy dowiadywali się, że idę pracować do piekarni pytali mnie czego ja się tam mogę nauczyć. Przysięgam, nie znam bardziej irytującego pytania. Ciekawość, chęć nauki i pokora to główne cnoty pracy w gastronomii, która nie dość że jest ciężka, to w dodatku mało płatna. To, że umiem modlić się nad jednym chlebem w domu nie znaczy, że umiałabym upiec tych chlebów kilkadziesiąt. W kuchni trzeba pracować żwawo, możliwie bezbłędnie i efektywnie, chleby mają spełniać konkretne oczekiwania i codziennie wyglądać tak samo przy zmieniających się warunkach zewnętrznych, które oddziaływują na ciasto i trzeba je poskromić. I doceniam wyrazy uznania w oczach moich znajomych, ale to że prowadzę bloga i umiem ugotować i upiec dla siebie jest tylko pewną predyspozycją do tej pracy, jednak pieczenie czy gotowanie domowe a profesjonalne to dwa odrębne światy. Kiedyś pokuszę się o wpis porównujący pieczenie w domu z pieczeniem w piekarni, mam wiele przemyśleń na ten temat, ale jeszcze nie teraz.

_MG_1599

Tymczasem kolejny przepis na ciasteczka, które codziennie wypiekałam w Marli i które bardzo sobie upodobał mój mąż. Delikatne i kruche, które dosłownie rozpadają się w ustach, dzięki czemu zawdzięczają swoją nazwę (polvo po meksykańsku oznacza pył). Mimo swojej nazwy, nie uświadczycie ich na meksykańskich weselach, natomiast nie będziecie mieli problemu ze znalezieniem ich w każdej meksykańskiej piekarni. Ja zrobiłam je na bazie orzechów włoskich, ale istnieją wersję z migdałami lub orzechami pecan. Wy wybierzcie ten wariant, który odpowiada temu, co na daną chwilę macie w swojej szafce.

_MG_1626

Polvorones (kilkanaście ciasteczek)

250 g miękkiego masła

1/2 szklanki cukru pudru + 1 szklanka (do obtoczenia ciasteczek)

1/2 łyżeczki esencji waniliowej

1/2 łyżeczki cynamonu

2 1/4 szklanki mąki

1/4 łyżeczki soli

3/4 szklanki posiekanych orzechów włoskich

Masło utrzyj z cukrem na puszystą masę. Dodaj wanilię, cynamon i ucieraj jeszcze chwileczkę. Wsyp przesianą mąkę i sól i kontynuuj ucieranie. Kiedy mąka połączy się masłem dodaj orzechy i miksuj jeszcze chwileczkę, tylko do momentu, aż orzechy znikną w cieście. Miskę  z ciastem owiń folią spożywczą i schowaj do lodówki na przynajmniej 30 minut.

Nagrzej piekarnik do 180 stopni. Przy pomocy łyżki lub gałkownicy nabieraj porcje ciasta wielkości orzecha włoskiego. Jeżeli nie masz specjalnej łyżki do ciasteczek, szybko i delikatnie zaokrąglij kawałek ciasta, ale nie rób tego za długo, gdyż ciasteczko nie będzie trzymało kształtu. Uformowane ciasteczka układaj na blasze w niedużych odstępach. Piecz przez około 10 minut, następnie obróć blaszkę i dopiekaj przez następne 5 – 8 minut, aż ciasteczka uzyskają ładny, lekko złoty kolor. Po upieczeniu daj ciasteczkom lekko przestygnąć. Kiedy przestaną być gorące, ale wciąż pozostaną ciepłe obtocz każde ciasteczko w cukrze pudrze. Ułóż je na blaszce i wsadź na kilka minut do zamrażarki. W tym czasie cukier puder lekko się roztopi, dzięki czemu druga warstwa przyklei się do nich na amen.

 _MG_1608

_MG_1621-2

 

11 thoughts on “Polvorones, czyli meksykańskie ciasteczka weselne

  1. Robiłam takie ciasteczka w wersji migdałowej, były pyszne. Czas sprawdzić wersję z orzechami włoskimi – szczególnie, że zwykle co roku dostaję ich cały worek :)

    Trzymam kciuki za Twoje dalsze doświadczenia z piekarniami :)

  2. oddalabym wszystko żeby usiąść u Ciebie w kuchni w kaciku i patrzeć jak pieczesz. Zrób jakieś szkolenie z pieczenia chleba

  3. Monika doskonałe Cię rozumiem jeśli chodzi o porównanie pracy w gastronomii do tej wykonywanej we własnej kuchni. Kilka lat temu zahaczyłam się na kilka miesięcy we francuskiej restauracji i myślałam, że to będzie pikuś, bo przecież umiem gotować. O jak się pomyliłam, praca była mega ciężka i pod względem ilości godzin, rodzaju pracy ( byłam na dziale cukierniczym ) a także ciężka psychicznie. Dodatkowo byłam jedyną kobietą na kuchni i praca z facetami była spoko, ale mimo wszystko musiałam być podwójnie silna:-). Wytrzymałam kilka miesięcy, odeszłam po tym jak zemdlałam w chłodni:-). Nie żałuję jednak, że mam ten rozdział w swoim życiu bo nauczyłam się bardzo dużo i nabrałam dystansu do samej siebie, znam swoje możliwości i robię to w czym jestem dobra bez narażania własnego zdrowia. Życzę Ci powodzenia i dalszego spełniania w tym co daje Ci szczęście.
    No a ciacha wyglądają bosko:-)

  4. Czekam na ten wpis porównujący pracę w domu i piekarni. Moja życiowa historia jest taka, że od sportu i domowych nauk o pieczeniu i gotowaniu poszłam jednak w sport. Ciągle sama doszukując się w sobie odpowiedniej drogi. Skończyłam AWF, ciągle coś piekłam, gotowałam, od 7 lat piekę chleby w domu. Znalazłam pracę jako instr. pływania. Pomyślałam sobie ok. coś po moim kierunku studiów. Ale ciągle pasja do kuchni była silniejsza, bo to nad książkami kulinarnymi wolałam siedzieć wertując i czytając przepisy. Spędzać godziny przed komputerem szukając inspiracji i wiedzy u innych. Teraz moja droga skierowała się na całkiem inne tory. Zaczęłam pracę w śniadaniownio-cukierni. Piekę tam chleby, słodkie i słone wypieki. Sprawia mi to radość i nic to, że czasami na 5 rano jadę do pracy. Czasami brakuje mi wiedzy jak poprowadzić logistycznie pracę naszej mikro piekarni, jakie rodzaje chleba najlepiej piec, jak zaplanować pracę kiedy są dni wolne i nie ma kto nastawić zaczynów na chleby….to dopiero pierwszy miesiąc. Ciężko nam ocenić ile chlebów upiec żeby się nie zmarnowały, a tak też bywa. Mam nadzieję, że powoli rozwiniemy
    skrzydła i gładko będziemy wchodzić żwawym krokiem w każdy nowy dzień pachnący i skrzypiący jak skórka chleba wyciągniętego z pieca:)

  5. Wpis przeczytałam z wielkim zaciekawieniem… I chociaż nie mogę pochwalić się takim doświadczeniem w profesjonalnej gastronomii (jednak moja zawodowa ścieżka biegnie daleko od jedzenia), to dorywcza praca w znanej sieci kawiarni dała mi pewne wyobrażenie o różnicach między „robię dla siebie, na bloga”, a „daję jeść ludziom”. Cieszę się, że w ogóle miałam okazje zderzyć moje wyobrażenia z rzeczywistością. Czekam na kolejne Twoje przemyślenia i porównania! Co do polvoronów – w Hiszpanii chyba robi się je często na smalcu. Mama do tej pory mi wypomina, jak potrafiłam jako dzieciak zamknąć się w pokoju i zjeść całą paczkę. Rodowici Hiszpanie robili wielkie oczy, że nic mi po nich nie było :)

  6. och jak bardzo ja czekam na te Twoją własną piekarnię w Polsce, bardzo! Póki co trzymam kciuki za dalsza naukę, niesamowite jak życie Ci się poukładało :)
    Ciasteczka będą na gwiazdkę. Całus :*

  7. Moniko, a jak praca nad książką?:)

Odpowiedz na „hannusiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>