Piwne faworki Pani Ciarkowskiej

Skąd u licha bolą mnie barki? – zastanawiałam się ostatnio przez pół dnia. Sport wykluczyłam natychmiast, za to moja hipochondria podpowiadała mi początek ciężkiego zapalenia płuc. Zagadka rozwikłała się w momencie, w których chwyciłam za wałek, aby rozwałkować ciasto na pierogi. Ból zaatakował ze zdwojoną siłą. No tak, przecież poprzedniego dnia zaciekle wałkowałam faworki. Ultra – cienko, żeby nie wyszły „gluny”. Tak jak przykazała Pani Ciarkowska, mama mojej przyjaciółki, od której dostałam przepis. I za który z tego miejsca raz jeszcze dziękuję.

O ile mam doskonały przepis na pączki od mojej mamy, to na faworki jakoś tak nie bardzo. Receptura, którą podarowała mi Pani Ciarkowska była dla mnie ciekawa, ponieważ zamiast zwyczajowej kwaśnej śmietany do ciasta dodaje się piwo. Faworki wychodzą niebywale kruche, o pięknej złotej barwie. Prze pysz ne.

 



10 żółtek

1 piwo

2 łyżki cukru pudru

1 łyżka masła

0,5 kilograma mąki

1 l oleju lub 7 kostek smalcu

 

Na blacie stawiamy obok siebie dwie szklanki. W jednej umieszczamy żółtka (białka mrozimy, choćby na bezę), do drugiej wlewamy piwo do wysokości żółtek w szklance obok. Żółtka i piwo wlewamy do miski. Dodajemy cukier puder, masło oraz mąkę i zagniatamy ciasto.

Ciasto układamy na blacie. Puszczamy muzykę techno i wzywamy do kuchni wszystkich domowników. Każdy musi zadać ciastu 20 ciosów wałkiem i przekazać wałek następnej osobie. I tak przez przynajmniej 10 minut. Kiedy ciasto rozpłaszczy się do postaci dość cienkiego placka, składamy je na pół i tłuczemy dalej.  Chodzi o to, aby wtłoczyć w nie jak najwięcej powietrza, które po usmażeniu zaowocuje piękną bombelkowatą strukturą. Sami zobaczycie, jak z kolejnymi razami ciasto stanie się niebywale gładkie, jak pupcia niemowlaka. Pamiętam, że byłam kiedyś na imprezie, na której robione były faworki. Etap tłuczenia ciasta przybrał wymiar konkursu męskości – kolejni mężczyźni brali sobie za punkt honoru, aby utłuc ciasto mocniej niż poprzednik. Cóż to były za faworki…

Zmaltertowane ciasto musi dojść do siebie. Przykryjmy je ściereczką, lub owińmy folią i schowajmy do lodówki na przynajmniej pół godziny. Po takim odpoczynku będzie się dużo lepiej wałkowało. Potem podzielmy je na cztery części. Każdą z nich rozwałkujmy najcieniej jak to możliwe. Jeżeli przez ciasto jest widoczny blat to znak, że jesteśmy u celu. Potem ciasto tniemy na paski o szerokości 3 centymetrów, robimy w środku nacięcie, zawijamy faworki i smażymy na złoto na dobrze rozgrzanym tłuszczu przez 1 – 2 minuty z każdej strony. Jeżeli chcemy, aby faworki były bardziej dietetyczne usmażmy je na oleju zamiast na smalcu :) Potrzebny będzie litr.

Jeżeli rozwałkowaliście ciasto bardzo cieniutko, a nie korzystaliście z pomocy maszynki do makaronu – zakwasy nazajutrz macie jak w banku. Weźcie zatem do ręki puszkę z piwem, które nie trafiło do ciasta i wypijcie do dna. Podobno doskonale neutralizuje kwas mlekowy w mięśniach :)

 

 

 

 

One thought on “Piwne faworki Pani Ciarkowskiej

  1. Ewa - kuchareczka

    Kilkakrotnie robiłam faworki piwne i nigdy nie wybijałam wałkiem, gdyż piwo, jako napój gazowany, a na dodatek na bazie drożdży, powoduje spulchnienie ciasta. Tradycyjne faworki, niestety, trzeba wybijać. Jednak Twoją recepturę wezmę pod uwagę; podzielę ciasto na dwie części – jedną wyklepię a drugiej nie i porównam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>