Pisząc to zamykam pewien dział…

Pisząc to zamykam pewien dział. Po prawie roku, chyba jednym z najbardziej ekscytujących w moim życiu dziś dobiega końca moja praca w najlepszym studiu fotograficznym w mieście. Zazwyczaj swoje poprzednie prace kończyłam z nieskrywaną ulgą, manifestującą się uśmiechem od ucha do ucha. Dzisiaj zamiast się cieszyć bardziej ogarnia mnie nostalgia. Że to wszystko się kończy, bo Praga wzywa …

Do studia trafiłam, bo rozmiłowana w robieniu zdjęć chciałam się nauczyć wszystkiego, aby robić je coraz lepsze. Zrzucając bagaż poprzedniego doświadczenia i zaczynając totalnie od zera wstawałam rano, zmywałam podłogę, parzyłam kawę, pomagałam w rozkładaniu sprzętu. Przeznaczenia jednak nie da się oszukać. Z każdym dniem zamiast w studiu przyglądać się sesjom więcej czasu zaczęłam spędzać w kuchni wypiekając ciasta umilające ciężką pracę fotografów. A krótko potem ktoś postanowił mi zaufać i zapytał, czy nie mogłabym ugotować obiadu dla ekipy. Ugotowałam. Pamiętam jak dziś: przez pół dnia smażyłam naleśniki, w garnku bulgotała kremowa pomidorowa, na deser zrobiłam claffoutis. A potem był drugi obiad, trzeci, setny, niezliczony. Przez ubiegły rok byłam matką karmicielką. Ugotowałam hektolitry zup, usmażyłam dziesiątki kilo sznycelków, zużyłam tony makaronu, wypiekłam dziesiątki, jeśli nie setki ciast. Nie powiem, bywało ciężko i gorąco. Zwłaszcza, kiedy na obiad czekało ponad trzydzieści głodnych osób. Ale zawsze wszystko dobrze się kończyło, bo jedzenie, zwłaszcza świeże i domowe łagodzi obyczaje jak mało co.

Moich czterech najfajniejszychnaświecie szefów co chwila mnie pytało, czy ja ciągle chcę to robić, bo przecież przyszłam do nich zupełnie z innymi zamiarami. Nikt nie spodziewał się, że wyjdzie to co wyszło. Ani ja, ani oni. Zawsze odpowiadałam, że jest ok. Bo z perspektywy pracy w kuchni, robiąc to co kocham, mogłam podglądać pracę najlepszych, nierzadko moich prywatnych idoli. Patrzeć jak ustawiają światło, budują przestrzeń obrazu, jak wydobywają emocje z fotografowanych osób. Kiedy pytałam, zawsze otrzymywałam odpowiedź. To niebywale otwiera, każe ciągle poszukiwać i myśleć. A potem próbować to odtwarzać przy małym okienku, z blendą i lusterkiem kosmetycznym. Ta nauka nigdy się nie kończy. Zawsze można lepiej.

Dziś na obiad, tak jak za pierwszym razem, ugotuję pomidorową. Tylko może taką z mascarpone, kawałkami pomidorów, mnóstwem prażonych pestek i nasion, którą skrapia się pesto z zielonej pietruszki. Na drugie zrobię sałatkę ziemniaczaną, sałatę z rzodkiewką i śmietaną. Wyciągniemy grilla i przed studiem wysmażymy karkówkę. Na deser będzie beza. Z truskawkami marynowanymi w balsamico. W rankingu deserów zajmuje pierwsze miejsce. Bez zrobiłam tyle, że trudno mi to zliczyć. Z owocami świeżymi, duszonymi, kremami, śmietaną. Wariantów było co niemiara. Ostatnio często robiłam bezę czekoladową. I ona dzisiaj przed Wami.

 

Zanim zrobisz bezę, przygotuj truskawki:

500 g truskawek

2 łyżki cukru

3 łyżki octu balsamicznego

Z truskawek zetnij szypułki. Potnij je na ćwiartki, posyp cukrem, dodaj ocet. Przemieszaj. Owiń miseczkę folią i wstaw do lodówki na przynajmniej dwie godziny. Teraz możesz zająć się bezą:

6 białek

1 szklanka cukru

1 łyżeczka octu winnego

1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

3 łyżki kakao

Białka (w temperaturze pokojowej) ubij ze szczyptą soli. Pod sam koniec wsyp cukier i miksuj do momentu uzyskania sztywnej, lśniącej piany. Dodaj ocet winny, mąkę i zaledwie trzema ruchami miksera połącz je z pianą. Przesiej kakao i delikatnie zmieszaj z bezą za pomocą łyżki drewnianej.

Piekarnik nagrzej do 180 stopni. Blachę skrop kilkoma kroplami bezy, a następnie ułóż na niej papier, żeby dobrze się przykleił. Wyłóż pianę i uformuj ją w placek o średnicy ok. 23 cm (ewentualnie tak jak ja możesz zrobić kilka małych placuszków).  Wyrównaj bezę i wstaw do nagrzanego piekarnika na 10 minut. Potem zmniejsz temperaturę do 150 – 160 stopni i piecz jeszcze przez godzinę. Upieczoną bezę ostudź, udekoruj bitą śmietaną (ok 400ml) lekko osłodzoną cukrem waniliowym (1 łyżka). Na śmietanę wyłóż zamarynowane truskawki. Beza ociepla myśl. Po spożyciu dużego kawałka nieuchronna przeprowadzka zaczyna nabierać wyraźnie różowych barw.

Ps. Adasiu, bardzo, ale to bardzo Ci za wszystko dziękuję!! :))

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>