Opowieści rabarbarowe.

Jednym z moich ulubionych zajęć domowych jest leżenie na kanapie i oglądanie Nigelli. Opatrzność kiedyś sprawiła, że będąc w hipermarkecie zajrzałam do kosza z przecenionymi DVD, a tam spoczywały wszystkie serie DVD z Nigellą w cenie 20 zeta od sztuki. Oczywiście, że kupiłam wszystkie. Od tego czasu, w słabszych dniach zalegam na kanapie a Nigella mi gotuje. Podczas jednej z takich sesji, moją szczególną uwagę zwrócił na siebie krem rabarbarowy podawany w przepięknych naczynkach. Więc kiedy podczas jdnej z wizyt na Hali Mirowskiej zobaczyłam, że rabrabar już jest – kupiłam i zrobiłam. Choć trochę inaczej, to jednak w duchu bardzo lansowanych przez Nigellę warstwowców :)

 

 

1 kg rabarbaru

0,5 litra śmietany przynajmniej 30%

1 op. herbatników owsianych digestive

0,5 kilograma truskawek

4 łyżeczki octu balsamicznego

1 laska wanilii

0,5 szklanki cukru

2 opakowania cukru waniliowego

 

Zaczynamy od rabarbaru. Delikwenta płuczemy i kroimy na małe kawałeczki a następnie wkładamy do naczynia żaroodpornego. Ułożony rabarbar posypujemy cukrem waniliowym i dorzucamy do niego laskę wanilii z usuniętymi wcześniej ziarenkami, które także lądują na rabarbarze. Owijamy naczynie folią aluminiową i wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około godzinę. W tym czasie rabrabar zmięknie, puści soki i przeniknie waniliową słodyczą.

Podczas gdy rabarbar dochodzi w piekarniku, my zajmujemy się pozostałymi warstwami naszego deseru.

Truskawki kroimy na ćwiartki, posypujemy zaledwie trzemama łyżkami cukru i oblewamy czterema łyżkami octu balsamicznego. Całość mieszamy, aby cukier i ocet balsamiczny pokryły truskawki i odstawiamy – najlepiej do lodówki.

To już chyba ten czas – wyciągamy rarbar z piekarnika, odchylamy folię i w nozdrza bucha nam słodko-kwaśno-waniliowy zapach. Bierzemy upieczone kawałki na sitko (ale broń borze nie wylewamy sosu) i widelcem ucieramy je w jednolitą masę pozwalając, aby sok skapywał do naczynka, w którym piekł się rabarbar. Kiedy nasz rabarbarowy krem już trochę ostygnie, łączymy go deliktanie z bitą śmietaną ubitą z czterema łyżkami cukru i w zasadzie możemy przystępować do układania deseru.

W kieliszkach kolejno ukłądamy: warstwę z pokruszonych herbatników, warstwę rabarbarową, a całość wieńczymy balsamicznymi truskawkami. Wisienką na torcie jest skropienie deseru sosem, który powstał z odparowanego sosu rabarbaroweg – naczynie do pieczenia stawiamy na gazie, możemy je trochę dosłodzić – jak kto lubi – i chwile je gotujemy, do uzyskania gładkiej, gęstawej konsystencji.

Dobra i efektowna rzecz, choć mój rabarbar po upieczeniu nie był tak czerwoniutki jak ten Nigelli. Ale wiecie jak to jest, telewizja kłamie :)))

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>