Olej nie tylko od święta

 Nie do pomyślenia było, aby tradycyjna wigilia naszych babć mogła obyć się bez niego. Potrawom świątecznym dodaje jedynego w rodzaju smaku. Karp, śledzie, bigos, pierogi, wszystko musiało być albo na nim usmażone, albo suto nim okraszone. Oleje świąteczne do dziś sprzedaje się na małych bazarkach. Zazwyczaj w trójcy: rzepakowy, lniany, konopny. Tłoczone są w małych, tradycyjnych olejarniach. I tak się składa, że późną jesienią tego roku, miałam przyjemność być w jednej z nich i podejrzeć, jak to się robi.

Tajniki olejarstwa odkrywa przede mną Pan Tadeusz Kołodziej, głównodowodzący Olejarni Staropolskiej, która mieści się w roztoczańskiej wsi Zadnoga. Tłoczeniem oleju zajmuje się od kilkunastu lat, a jego manufaktura mieści się w małym budynku gospodarczym wielkości garażu. Maszyny, które posiada Pan Tadeusz olej wycisnąć potrafią z każdych ziaren: słonecznika, dyni, konopi, musi ich być nie mniej niż 50 kilo. Ja zobaczę jak olej wyciska się z naszego polskiego olejowego skarbu: rzepaku.

Gloryfikujemy oliwę z oliwek, ale nie doceniamy oleju tłoczonego na zimno z nasion rzepaku, zwanego zresztą „oliwą północy”. To wina wciąż słabego PR – u tego drugiego. Zanim więc przejdziemy na „taśmę produkcyjną” kilka tłustych faktów. Tłoczony na zimno uważany jest za najzdrowszy z olejów roślinnych, spośród wszystkich posiada najmniejszą ilość tłuszczów nasyconych, ale też największą ilość kwasów nienasyconych. Temperatura dymienia to ok. 170 stopni czyli tyle, ile powinna wynosić idealna temperatura smażenia. Jest bogaty w witaminę E oraz prowitaminę A, regulujące poziom cholesterolu we krwi. Jego spożywanie zalecane jest od małego, jest bardzo pożądany w diecie kobiet w ciąży.

Jak to się robi? Wszystko oczywiście zaczyna się od nasion rzepaku. Nie z każdych nasion jednak otrzymamy dobry olej. Ziarno powinno pochodzić z nasłonecznionych upraw, gdyż to właśnie słońce koncentruje w nich olej. Na początku ziarno wsypuje się do maszyny, która „łamie” i rozdrabnia ziarna.

Rozdrobnione ziarna wędrują następnie do maszyny, która lekko je podgrzewa, aby uwolnić w nich olej. Temperatura, która nie przekracza 40 stopni pozwala zachować niemal wszystkie dobrodziejstwa zawarte w nasionach, kosztem ilości uzyskanego oleju. Dla porównania, w produkcji przemysłowej ziarna podgrzewa się do 80 stopni, co pozwala wycisnąć ziarna w 90 procentach.

 Ostatni etap to tłoczenie. Ziarna przenosi się do specjalnej prasy, która wyciska olej. Wyciśnięty olej filtruje się, a następnie przelewa do szklanych butelek. Pozostałe sprasowane do postaci dysku resztki ziaren zwane makuchem, stanowią wspaniałą paszę dla zwierząt. Wszystko zostaje w przyrodzie :)

I to cała magia. Olej dystrybuowany jest w lokalnej mikro – skali. Sprzedaje się go głównie na małych bazarkach. Co bardziej przedsiębiorcze olejarnie sprzedają swój olej przez internet. Utarty przydomek oleju -  świąteczny -  wynika z tego, że w dawnych czasach był dużo droższy od tego sprzedawanego w sklepach i stanowił świąteczny rarytas. Dzisiaj ta różnica, jeżeli porównamy go choćby z jakąkolwiek oliwą z oliwek nie jest już tak duża. Warto się więc zorientować, czy w okolicy nie macie jakiejś tradycyjnej olejarni. Jakby co, namiary na Pana Tadeusza macie poniżej ;)



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>