Od Monini dla Monini

Rozkoszując się zapachem bulgoczącej na najmniejszym gazie przyszłej zupy pho, zastanawiałam się co by tu zjeść na obiad, kiedy nagle zadzwonił domofon. To listonosz przyniósł mi przesyłkę od firmy Monini, która poprosiła mnie o przetestowanie paru swoich produktów.

Na propozycję przystałam bardzo chętnie, jako że do produktów Monini żywię bardzo pozytywne uczucia. W nie tak dawnych czasach, kiedy codziennie gotując dla innych zużywałam do smażenia, dressingów, marynat hektolitry oliwy praktycznie ciągle używałam tej Monini. Produkty tej marki wypadają bardzo korzystnie w zestawieniu ceny do jakości, a przez to, że są bardzo popularne można je dostać w nawet najmniejszym osiedlowym warzywniaku.

W paczce znalazły się następujące rzeczy, które dzięki temu że przyszły w porze obiadu zdążyłam już przetestować. W pudełku były także trzy saszetki z octem balsamicznym, ale że bardzo psuły mi kompozycje musiały zostać usunięte ;)

Oliwa Extra Vergine Gran Fruttato – to oliwa wyciskana z nie do końca dojrzałych oliwek, powstająca w wyniku zmieszania oliw najwyższej jakości. Do jej wyrobu używa się większej ilości oliwek niż do oliwy tradycyjnej, gdyż z oliwek niedojrzałych otrzymuję się mniejszą ilość oliwy. Wg mnie to oliwa do rozsądnego gospodarowania. Jest bardzo wyrazista, nieco gorzkawa w smaku. Nie wiem czy moczyłabym w niej bagietkę, ale na pewno chętnie będę ją dodawać do sałatek, gdyż naprawdę wystarczy parę kropel, aby było czuć jej silny aromat.

Oliwa Extra Vergine Classico w sprayu – coś co zawsze chciałam mieć, ale nigdy ostatecznie nie trafiło do mojego koszyka. Osoby na diecie będą zachwycone, że dwoma naciśnięciami pompki mogą mieć zwilżoną sałatę. Ja widzę w tym inny potencjał. Do lekkiego spryskiwania patelni pod te wszystkie steki, burgery i kotleciki, które będę na niej smażyła. Wielka szkoda, że buteleczka się nie odkręca i nie można jej uzupełnić oliwą, kiedy ta nam się skończy. Oliwą Monini, naturalnie ;)

Lemoniny – to buteleczka z sokiem z sycylijskich cytryn. W składzie przeczytamy, że oprócz niego zawiera olejki aromatyczne pochodzące ze skórek. Wszyscy ortodoksi na pewno nigdy w życiu nie użyliby czegoś takiego. Ja nie mam z tym problemu. W mojej lodówce zawsze znajdował się buteleczka wyciskanego soku z limonek, który można było kupić w warszawskich hipermarketach. Tak na wszelki wypadek, kiedy zaczynasz coś gotować, przepis mówi: dodaj łyżkę soku z limonki, a ty nie masz limonki w lodówce a do sklepu za cholerę nie chce ci się iść. W takim wypadku taka buteleczka jest zbawienna i dobrze ją mieć gdzieś tam z tyłu lodówki. Oczywiście stanowi dobry dodatek do drinków, czy wody z mięta, zawsze wtedy kiedy ostatnie cytryny wyszły.

W pudełku znalazł się rzeczony olej balsamiczny – nie zdążyłam sprawdzić jak smakuje, myślę że wykorzystam go przy najbliższej produkcji konfitury cebulowej. Oprócz software’u znalazł się jeszcze hardware w postaci silikonowego pędzelka (wciśnięty między sianko, oliwę w sprayu) – będę nim malować bułeczki i różne pieczenie.

Tytułem testu to by było na tyle. Już jutro na blogu przepis z użyciem wszystkich buteleczek od firmy Monini. Dziękuję za uwagę :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>