Och jak bardzo kremowa zupa cebulova

Mówcie co chcecie, ale cebula to jest to. Raz chrupka, raz miękka, raz słodka, raz ostra. Jest na nią tysiąc sposobów, a każdy jest gwarancją niepowtarzalnego smaku. Obecnie najbardziej lubię cebulę karmelizowaną z dodatkiem octu balsamicznego, ale pamiętam te czasy, kiedy kontrolę nademną przejmowała cebulowa słabość – kroiłam ją wtedy na cienkie piórka, lekko skrapiałam octem winnym, soliłam, pieprzyłam, leciutko cukrzyłam i mieszałam z kwaśną śmietaną – jadłam to jako dodatek, albo i nie. Bardzo lubię też czerwoną cebulę zamarynowaną w soku z cytryny lub pomarańczy – zmienia wtedy smak i staje się niesamowitym dodatkiem do słodko – słonych sałatek. I pomyśleć, że w całej swojej cebulowej miłości nigdy własnoręcznie nie wyprodukowałam gara zupy cebulowej! Ostatnio jednak wertując znakomitą i kultową wręcz francuską biblię kulinarną „I know how to cook” natknęłam się na pewien przepis. Pewnie wszyscy korzystacie z niego od lat, mnie natomiast dziewiczo zachwycił. Moją wątrobę trochę mniej, ale już niech nie przesadza…

0,5 kg cebuli

0,5 litra mleka

1 l ulubionego bulionu

50 g masła

50 g mąki

1 żółtko

sól, pieprz, gałka muszkatułowa

 

W garnku topimy 30 g masła. Dodajemy posiekaną cebulę i gotujemy wszystko przez 10 minut raz na jakiś czas mieszając. Cebulę posypujemy mąką i dokładnie wszystko mieszamy. Do garnka wlewamy gorące mleko, dodajemy sól i pieprz. Zmniejszamy gaz do minimum i pozwalamy naszej mieszance gęstnieć przez kolejne 20 minut. Możemy raz na jakiś czas zamieszać, żeby nie dopuścić do przypalenia.

To nie przelewki. Z naszej cebuli w między czasie zrobił się obrzydliwie wręcz kremowy beszamel. Rozrzedzamy go nieco wlewając bulion (użyłam wołowo-wieprzowego, który został mi z produkcji pasztetu świątecznego – spokojnie, w międzyczasie leżał w zamrażarce. Dzisiaj myślę, że dodałabym coś bardziej delikatnego, bardziej wywar drobiowo – warzywny). Całość mieszamy do uzykania jednolitej faktury i gotujemy przez następne 10 minut.

Żółtko mieszamy z pozostałymi 20 g masła. Książka radzi umieścić je na spodzie wazy i wlać na to zupę, mieszając wszystko raz za razem. Nie planowałam podać swojej zupy w wazie, więc po prostu jajeczno – maślaną emulsją jak to się fachowo mówi zaciągnęłam zupę w garnku.

Z garnka zaś zupę umieściłam w termosiku, a kiedy wybiła pora obiadu przelałam jego zawartość do kubka. Z lnianej torby wyciągnęłam kromkę świeżego, śladowo ciepłego, domowego chleba z siemieniem lnianym. Z każdym łykiem swoje myśli kierowała ku tym wszystkim biednym ludziom, którzy z jakiś zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów cebulę mają w poważaniu. Pozdrawiam.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>