Obłędny tort kawowy, nie dla kierowców.

Pierwszy raz zrobiłam ten tort na prezent. O godzinie 22:00 Solenizant umieścił go na stole razem z kilkunastoma widelcami obok. Postanowiliśmy nie kroić tortu na kawałki, tylko niczym hipisi zjeść go kolektywnie. Każdy brał widelec i nurzał go w torcie odrywając kawałek dla siebie. Uczta przybrała charakter mini orgii, a tort zapisał się w przestrzeni epickiej…

Drugi raz zrobiłam ten tort dla gości w mojej pracy. Z półtorej porcji. Piekł się ze 2 godziny, nie zdążył do końca wystygnąć kiedy przekładałam go malinami i masą maślaną, która nieco się stopiła. I w takim wydaniu – ciepłego, kleistego, ociekającego masłem brownie powodował pomruki rozkoszy i skłaniał do licznych dokładek.

Trzeci raz zrobiłam go na prezent dla mojej przyjaciółki Elki. Skróciłam czas pieczenia placka, krem maślany urozmaiciłam serkiem mascarpone a między warstwami ciasta wylądowały wiśnie w alkoholu. Ponownie wzbudził sensację. Podobno niektórzy ukradkiem wyjadali resztki z talerzyków innych, podobno śnił się niektórym po nocach…

 

 

 

225 g masła

4 szoty espresso (użyłam 200 ml bardzo mocnej kawy)

110 g kakao

200 g cukru

220 g cukru muscovado

2 jajka

75 ml burbona (dałam koniak)

280 g mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki soli

 

Masło topimy w garnuszku. Dodajemy kakao, kawę i mieszamy. Następnie dodajemy cukier biały, cukier brązowy i lekko roztrzepane jajka. Dokładnie wszystko łączymy. Na sam koniec wlewamy 25 ml alkoholu (ja dałam nieco  więcej) i esencję waniliową. Mieszamy, odstawiamy na bok.

Mąkę, proszek do pieczenia i sól mieszamy razem w oddzielnej misce i przesiewamy dwukrotnie. Do składników sypkich wlewamy wcześniej sporządzoną masę płynną. Dokładnie łączymy. Ciasto będzie dość rzadkie, nie przejmujemy się, takie ma być :)

Masę przelewamy do tortownicy (20 cm) i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 185 stopni. I teraz mam dwie możliwości: jeżeli chcemy, aby ciasto było muliste – pieczemy je przez 40 – 50 minut. Jeżeli boimy się takiej konsystencji (choć naprawdę nie ma czego) ciasto możemy popiec nieco dłużej, nawet 90 minut. Test patyczka w tym przypadku raczej się nie sprawdza. Ciasto wyrasta, pęka na wierzchu i na końcu lekko się zapada do środka. Taka jego natura.

Upieczonemu ciastu dajemy ochłonąć przez 10 minut, a następnie ściągamy z niego obręcz tortownicy. Sączymy pozostałym alkoholem (dałam dużo więcej niż 50 ml) i pozostawiamy do ostygnięcia na dwie godziny, a następnie kroimy w poprzek na trzy blaty (chociaż ciasto jest doskonałe same w sobie, można je jeść jako brownie). Przekładamy na przykład maślanym kremem kawowym:

 

350 g masła

750 g cukru pudru (użyłam 400g)

2 łyżeczki mleka

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

2 łyżeczki kawy instant

2 łyżeczki kakao

opcjonalnie 4 garście wiśni w alkoholu

 

Masło ucieramy z cukrem pudrem. Dodajemy mleko, esencję waniliową, kawę rozpuszczoną w łyżce wody i kakao. Miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Ewentualnie możemy zamiast połowy masła dać serek mascarpone. Masa będzie nieco lżejsza i bardziej śmietankowa.

Otrzymanym kremem przekładamy ciasto i zdobimy po wierzchu – można ciasto wysmarować kremem lub udekorować szprycą. Chłodzimy przynajmniej 4 godziny, najlepiej całą noc.

Po zjedzeniu ciasta lepiej nie pchać się za kółko. Zwłaszcza, jeżeli w masie maślanej wylądowały alkoholowe wiśnie :)

* przepis na ciasto jak i krem maślany pochodzi z książki „Tea with Bea”

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>