O Koszykach, Kubiku, Yellow Dogu, Tikka Masali i ziemniakach

Warszawa kwitnie. Co krok zatrzymuję się przy nowych miejscach otwartych przez ludzi którym się chce, którzy podróżują, podpatrują, a potem wdrażają swoje pomysły i obserwacje.  Nie sposób odwiedzić wszystkich miejsc, ale cieszy sama świadomość, że miasto żyje, pulsuje i emanuje dobrą energią. Lubię to!

W poszukiwaniu składników do sesji trafiłam jakiś czas temu na Koszyki – to niedawno otwarty miejski bazar codzienny umieszczony w historycznej hali przy ulicy Koszykowej, w której w czasach studenckich kupowałam książki po 4 zł za sztukę. Teraz z hali została zaledwie fasada, w której na dwóch gniazdka uwili sprzedawcy dobrego jedzenia. Samo miejsce epatuje dystyngowanym postindustrialnym klimatem, co jedni mogą odebrać jako walor, drudzy jako przeszkodę. Brakuje mi klimatu trochę jak z Hali Mirowskiej, ale też nie ma co porównywać tych dwóch miejsc.

Nie da się ukryć – na Koszykach można wydać każdą kwotę pieniędzy. Po prawej Dobra Kiszka ze świetnymi wyrobami mięsnymi, po lewej zaś greckie skarby – polecam wielkie zielone oliwki nadziane migdałem, oraz miód tymiankowy, który w Kuchniach Świata jest dokładnie dwa razy droższy. Ale najlepiej od razu pójść prosto pod ścianę do stoiska o nazwie Kubik, które nazwę zawdzięcza nazwisku właściciela, który swój kramik prowadzi osobiście. Kupimy tam śródziemnomorskie specjały – niewoskowane pomarańcze, cytryny i najlepsze avocado w mieście. Wszystko prościutko z samiućkiej Sycylii. Są też wina w bardzo dobrych cenach, octy balsamiczne, świeże makarony i prawdziwy hit – łuskane pistacje, mieniące się fluorescencyjną wręcz zielenią przełamaną fioletem skórki. Jakże inne od tych przeprażonych, które markety sprzedają z wielkich worów. W Kubiku chciałoby się kupić wszystko, zwłaszcza że właściciel aksamitnym głosem opowiada z pietyzmem i pasją o swoich produktach. Tym razem nie mogłam nabyć zbyt wiele, ale już odkładam na prawdziwe Kubikowe szaleństwo – te pistacje na pewno będą moje, ocet balsamiczny też muszę uzupełnić, choćby po to, aby polewać nim TO awokado. No i może jeszcze zaopiekuję się kilkoma słoiczkami domowych past i sosów, które Pan Mateusz sprowadza z Krakowa z restauracji Yellow Dog.

Yellow Dog – kolejna historia :) Jedna z lepszych krakowskich knajp serwująca kuchnię azjatycką. Ich stoisko było prawdziwym hitem ostatniego Urban Marketu. Spróbowałam ich sernika z herbatą matcha i odjechałam. Niestety nie kupiłam wtedy nic, ale z zazdrością obserwowałam jakie pyszności zbudowane na zółtej paście serwował Kuchcik Nakarmionej Stareckiej. Nie chciałam być gorsza, więc też taką pastę sobie sprawiłam. Padło na tikka masalę.

Stała i stała w tej lodówce, aż wczoraj znalazłam na nią sposób. Postanowiłam zamarynować w niej ziemniaki. Zamarynować ziemniaki, skąd pomysł? Niestety nie mój, chciałabym na to wpaść sama. Usłyszałam o tym patencie od mojego kolegi Karola, który opowiadał o tym, jak to w Hiszpanii ziemniaki marynuje się w pimentonie, a następnie smaży. No i jak się nad tym zastanowiłam, to faktycznie ziemniak wydaje się być idealnym ciałem chłonącym różne aromaty. I wiecie co, to naprawdę działa. Poprzez zamarynowanie ziemniak zyskuje nowe życie. Wczoraj przeżyłam najlepsze pieczone ziemniaczki ever. Zamarynowane uprzednio w paście tikka masala z Yellow Doga od Kubika na Koszykach ;)

500 g obranych ziemniaków

4 łyżki pasty tikka masala

2 ząbki czosnku

2 łyżki oliwy

garść rukoli

sól, pieprz

Ziemniaki pokrój w drobną kostkę. Przełóż od miski – dodaj pastę tikka masala oraz drobno posiekany czosnek oraz oliwę. Wymieszaj wszystko dokładnie tak, aby ziemniaki dokładnie pokryły się pastą. Miskę owiń folią i schowaj do lodówki na przynajmniej 2 godziny (im dłużej tym dla ziemniaków lepiej).

Zamarynowane ziemniaki piecz w 200 stopniach przez ok 40 minut, raz na jakiś czas przemieszaj je, aby miały szansę równomiernie się zezłocić. Wyciągnij z piekarnika, lekko przestudź, posól, popieprz, skrop łyżką oliwy, a następnie wymieszaj z rukolą.

Możesz zjeść je same, możesz je podać jako dodatek, możesz podać je z jajkiem w koszulce, którego wyciekające żółtko cudownie oblepi złote i chrupiące ziemniaczki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>