Niedziela nową sobotą. Klasyczne bruschetty.

_MG_8006

Życie piekarza jest takie trochę na odwrót. Prawie jak u Barei, że śniadanie jada się na kolację, bo jak inaczej nazywać te posiłki jedzone od trzeciej rano. Branża gastronomiczna to jakby odrębna czasoprzestrzeń. Dziwne godziny, praca w weekendy i w dni, kiedy wszyscy inni mają wolne. Ktoś musi wykarmić dzikie głodne tłumy rządne odświętnego branczu. To takie trochę też życie z dnia na dzień, bo grafik lubi się zmieniać. Na szczęście mój jest względnie stały od jakiegoś czasu, choć zdarzają się ekstra dni w zastępstwie kolegów. Przebieg tygodnia u każdego wygląda inaczej. Weekend to pojęcie względne, może wypaść w poniedziałek lub wtorek, więc nie zdziwcie się, gdy Wasz kolega w Środę będzie mruczał „thanks God it’s Friday”.

_MG_7997

Mój piątek wypada ostatnio w sobotę. To prawie jeden dzień ekstra do mojego długiego weekendu, ale nie liczy się, bo prawie w połowie go przesypiam i regeneruję siły. Niedziela to czas małych rytuałów – poranna kawa  i książka na ławeczce w The Mill (ostatnio biografia Beksińskich, fascynująca lektura, bardzo polecam), wizyta w ulubionych delikatesach, a potem bazarek: śliwki, winogrona, pomidory, bazylia. Wizyty na bazarku zawsze wprawiają mnie w euforię. Każde stoisko sprzedaje prawdziwe skarby w ilości odmian przyprawiających o zawrót głowy. Do tego lata nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wiele odmian posiada melon. Jak bardzo figi potrafią różnić się między sobą. Z każdej wyprawy przynoszę do domu jakieś odkrycia jak purslane (portulaka), czy nowy dziwny gatunek jabłek, który może będzie smakował w połowie tak dobrze, jak te nasze polskie. Jednak nie, choć lepiej niż granny Smith.

Gdy wracam do domu obładowana po łokcie, improwizuję nam szybkie, choć późne śniadanie. Jak najprościej, jak najszybciej. O tej porze roku mogłabym się żywić tylko bruschettami. Pomidory są tak słodkie, upały i susza wyraźnie im służą. Bliżej im do cukierków, niż warzyw. Odrobina oliwy, czosnku i pieprznej bazylii. Na kromce niesamowitego chleba, który dzień wcześniej podrzucił kolega. W miseczce kawałek Humboldt Fog – koziego sera o smaku równie poetyckim co nazwa. Potem chwila relaksu i wieczorem na plaże. O tak, kocham tą swoją niedzielną sobotę, zwłaszcza że po niej mam następne dwa dni bardzo zajętej laby :)

_MG_8051

Klasyczne bruschetty (3 porcje)

4 szklanki różnokolorowych pomidorków koktajlowych

2 ząbki czosnku

2 łyżeczki octu balsamicznego

2 łyżki oliwy

1 garść liści bazylii

 sól ,pieprz

6 kromek chleba

kozi ser

Pomidorki pokrój na duże kawałki, umieść w misce. Czosnek posiekaj drobniutko, dodaj do pomidorów razem z porwaną w rękach bazylią, oliwą i balsamico. Wymieszaj wszystko dobrze i dopraw solą i pieprzem. Odstaw na dziesięć minut, aby pomidory puściły sok. Podawaj natychmiast, na kromce opieczonego chleba w towarzystwie koziego sera lub parmezanu.

_MG_8040

_MG_8052

_MG_8058

8 thoughts on “Niedziela nową sobotą. Klasyczne bruschetty.

  1. Zdjęcia są tak cudowne, że od razu robię się głodna :D
    Jeśli chodzi o przepis to jak tylko jutro upiekę chleb, to z pewnością go wykorzystam :)
    MÓJ BLOG – KLIK

  2. Och, skąd znam te sobotę we wtorek. Pozdrawiam, również w branży gastronomicznej

  3. Marzy mi się przygoda z pracą w piekarni, zmiana czasoprzestrzeni, dnia, postrzegania świata. możliwość obserwacji zmian podczas rozrostu chleba, poczucia zapachów, odgłosu głuchego wypieczonego chleba, poznania tajników mieszania wody i mąki z których powstaje niezwykła prostota jakim jest chleb…

  4. Ach, Monia wiem jak to jest, gdy tydzień staje na głowie…. choć „piekarzyną” nie jestem……. od ośmiu lat niedziela wypada mi w poniedziałek… haha……
    a mając czas pracy nie „od -do”, tylko tak, jak sama sobie „ułożę”, więc jeśli się trafi tzw. weekend w środku tygodnia to wykorzystuję i wyciskam jak przysłowiową cytrynę…….hahaha………a typowych wakacji, takich 2 tyg. lub wyjazd na miesiąc by poleniuchować…. to…haha… nie miałam już 20 lat ?!
    Jest to trochę takie „wariackie” życie i wiele razy wściekam się sama na siebie i pytam mojego K: no dlaczego, dlaczego nie mamy tak jak inni, normalni ludzie? ……. ale potem wszystko wraca do „naszej” normy i jest OK. Przez tyle lat to nawet pokochałam to nasze „stanie na głowie” … i jak sobie myślę, to całkiem mi z tym dobrze….. hihi…jest oryginalnie…
    ….a co do kolegi, co wzdycha na piątek ……..powiem Ci, że piątek to….
    „POETS DAY” = Piss Off Early, Tomorrow Saturday……… i nie ważne kiedy ta sobota wypada w tygodniu………haha……….
    pozdrawiam, Ursa, kapsztad
    p.s. uwielbiam bruschetty, dla mnie klasykiem jest opieczona, otarta czosnkiem i polana świeżą oliwą…….. a obok chrupiące zielonością listki bazyli, rocket i watercress …….. :-)

  5. Bruschetty, właśnie te klasyczne, to dla mnie lato, jak piszesz. Nie ma tygodnia bez tego, choćby wczoraj na drugie śniadanie sobie zaserwowałam, z dodatkiem bazylii z balkonu. Tak niewiele trzeba do szczęścia latem :)

  6. też lubię takie klasyczne, a teraz myślę, żeby jakoś połączyć pomidory ze śliwkami :)

  7. Właśnie odkryłam Twojego bloga i …jestem zauroczona :) dziecko mi płacze a ja wciąż czytam ;) raczej niekomentuje na blogach, ale u Ciebie musiałam :) masz dodatkową stałą czytelniczke :) a te zdjęcia…marzenie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>