Najfajniejsze książki kucharskie 2012

W ubiegłym roku kurier z DHL odwiedzał mnie znacznie rzadziej. Głównie za sprawą przeprowadzki do Pragi, której amazon.co.uk nie uwzględnia na liście darmowej wysyłki. Ten problem dało się na szczęście obejść i dodatkowymi kilogramami książek obarczałam wracających z Polski znajomych lub siebie. W końcu czego się nie zrobi dla możliwości obcowania z pięknymi wydawnictwami…

Po pierwszym zachłyśnięciu się wszystkim, co w tytule miło słowo cookbook nadszedł czas rozważnych i świadomych zakupów. Mam swoje ulubione wydawnictwa, autorów i to im głównie zawierzałam decydując się na nowe książki. Cieszy mnie, że książki kucharskie są coraz piękniejsze i wartościowsze. Że to nie tylko przepisy i zdjęcia, ale całe tomiszcza wiedzy. Dzisiaj przedstawię Wam te, które w roku ubiegły zwróciły moją szczególną uwagę. Nie wszystkie to nowości, niektóre zostały wydane kilka lat temu. Myślę, że jednak nie ma to aż tak wielkiego znacznia…

Turkey, aut. Leanne Kitchen

Wyjątkowo smakowita pozycja dla tych, którzy lubią oddawać się podróżom kulinarnym na talerzu. Kupiona na chwilę przed wyjazdem do Stambułu, pozwoliła mi się podszkolić z tamtejszej kuchni i pozwolić wprowadzić turecki klimat okołokulinarny.  Na jej kartach znajdziemy mnóstwo zdjęć zarówno świetnego jedzenia, ale też tureckich ulic. Pozwalają one rozkochać się w tym państwie bez wychodzenia z domu. Kawał dobrej literatury kulinarno – podróżniczej.

Bouchon Bakery, aut. Thomas Keller, S. Rouxelle

Jeżeli za pieczenie bierze się gwiazdkowy potentat z Doliny Krzemowej, nie ma mowy, żeby to mogło się nie udać. Bouchon Bakery wprowadza nas w arkana trzygwiazdkowych wypieków godnych michelinowskich inspektorów.  Książka to kilkuset stronnicowy wykład na temat perfekcji pieczenia. Nie są to może przepisy dla kompletnie początkujących piekarzy i cukierników, ale jest ich na tyle dużo, że każdy znajdzie coś dla siebie. To co podoba mi się w tej książce najbardziej to to, że autorzy dzielą się w niej solidną dawką wiedzy, która pozwoli nam zrozumieć każdy etap pieczenia. Przeglądać radzę ją w pobliżu piekarnika. Zdjęcia są tak sugestywne a przepisy tak smakowite, że nie ma możliwości żebyśmy nie chcieli czegoś upiec od razu.

Jeruzalem, aut. Y. Ottolenghi, S. Tamimi

Najbardziej wyczekiwana przeze mnie książka ubiegłego roku. Moja słabość do wszystkiego, w czym ręce maczał Yotam Ottolenghi jest poszechnie znana, ale nawet bez tego trudno tej książce zarzucić cokolwiek. Autorom udało się stworzyć piękny i sentymentalny przewodnik po smakach Jerozolimy. Co cenniejsze, opowiedziany z perspektywy kultury żydowskiej i arabskiej. Nie lada to gratka dla wielbicieli bliskiego Wschodu, ale nie tylko.

 

Słodkie, aut. E. Mórawska

Pozycja przełomowa na polskim rynku literatury kulinarnej. W końcu pojawiła się książka ściśle autorska, przemyślana, o wielkim ładunku emocjonalnym. Ocena designu jej leży w kwestii gustu. Merytorycznie nie nie można jej zarzucić, a pięćdziesiąt kilka zróżnicowanych i dopracowanych przepisów sprosta każdej słodkiej zachciance.

Under the Walnut Tree: Great Recipes from our Kitchen, aut. A., F. Bergenstrom

Nazwiska autorek mogą sugerować, że już od pierwszej strony powieje skandynawskim chłodem. A tymczasem środek skrywa tętniące podzwrotnikowymi kolorami fotografie i przepisy podzielone wg. składników: avocado, pomidory, wanilia, etc. To wspaniała lektura z mnóstwem inspirujących i odświeżających połączeń, które pokazują nam jak gotować prosto, smacznie, zdrowo i niewymuszenie.

Seasons, aut. Donna Hay

Lektura do poduszki, książka do czułego gładzenia. Tu już nawet nie chodzi o przepisy, a o stworzenie jednego z najbardziej klimatycznych albumów z fotografią kulinarną, w którym zdjęcia jedzenia zostały uzupełnione o śliczne lifestyle’owe sesje z udziałem radosnych i jedzących ludzi. Najlepiej przeglądać ją w łóżku, przy nocnej lampce. A potem śnić o tym perfekcyjnym świecie, w którym puddingi i ciasta czekoladowe można jest bezkarnie i w każdych ilościach.

The Icecramist, aut. M. O’Connor

Sex, ice creams and rock and roll. The Icecreamist to książka z przepisami londyńskiej lodziarni o tej samej nazwie i jedna z moich ulubionych książek kucharskich. Zrobiona z pazurem i pomysłem. Kto nie chciałby polizać Monologów Wanilii, Jesus Christ Scooperstara czy Gingiany Jonesa? Okazuje się, że można kręcić ze wszystkiego, a do osiągnięcia podniecających zdjeć wystarczy tylko odpowiednio pokierować światłem. Po lekturze tej książki termin robienie lodów nabiera zupełnie nowego znaczenia.

Winter on the farm, aut. M. Evans

Matthew Evans był krytykiem kulinarnym, aż pewnego dnia opuścił Sydney, zaszył się w tasmańskiej chacie, zaczął hodować świnie i uprawiać brukselki. W swojej poprzedniej książce The Real Food Companion uczył jak w domowych pieleszach robić mascarpone, teraz serwuje mnóstwo pomysłów na to, jak z godnością przetrwać zimę. W trakcie lektury znad książki unosi się zapach palonego ogniska i bulionu, z przepisy rozgrzewają przede wszystkim serce. Nie miałabym nic przeciwko temu, aby jedną zimę spędzić z panem Evansem sam na sam na jego tasmańskiej farmie ;)

Around the world in 80 dishes, aut. David Loftus

Tę książkę, choć swoim skromnym formatem trochę odstaje, stawiam obok albumów z fotografiami moich mistrzów. Davit Loftus to bodaj najbardziej uznany fotograf jedzenia i przeglądając tę książkę wiemy dla czego. Otóż okazuje się, że nie trzeba kadru zaśmiecać milionem pordzewiałych talerzyków i retro gadżetów, a wystarczy potrawę odpowiednio przystroić, ustawić i już.

Supernatural Every Day, aut. H. Swanson

To książka dla tych, którzy wierzą że odpowiednie jedzenie może zapewnić im miejsce w niebie. Ewentualnie dla tych, którzy głowią się nad tym czy z fasoli można zrobić coś więcej, niż ugotować po bretońsku. Zainteresować powinni się nią Ci, którzy z początkiem nowego roku postanowili żyć zdrowo i pełnoziarniście. Po Heidi Swanson sięgam za każdym razem, kiedy w głowie kiełkuje mi słowo dieta. Tę książkę traktuję jako przyjaciółkę, która pomoże podjąć ważne decyzje odnośnie dziennego jadłospisu. Przepisy są supernaturalne, superzdrowe i wbrew opinii, że wszystko co jest takie musi smakować jak tektura – super smaczne. Rewelacja.

Baked: Elements; aut. R. Polifito, M. Lewis

Żeby nie było tak różowo, musi być choć jedno rozczarowanie. Będę trochę okrutna, ale niestety okazuje się, że design z jedzeniem nie zawsze idą w parze. Baked: elements to sterylna książka z ładnymi czcionkami. I śladową ilością fotografi. Niestety tak się składa, że siłą napędową książek są właśnie one, więc zagubiony w ilości tekstu wzrok, choćby przepisy były najsmaczniejsze, nie chce dać szansy żadnemu z nich. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że książka powstała trochę na siłę. Może kiedyś dam jej jeszcze jedną szansę, na razie muszę jednak pobyć trochę obrażona. Z uwagi na dotychczasową twórczość panów z Baked, po tej ksiażce spodziewałam się o wiele więcej.

I na sam koniec, wyróżnienie specjalne dla Tartine Bread autorstwa Chada Robertsona.

Przez, a w zasadzie dzięki tej książce w moim domu otworzyłam filię piekarni Tartine. Mój chleb jeszcze nigdy nie był tak dobry. W dodatku zyskałam konkretny fach w ręku. Jeżeli coś pójdzie nie tak, zawsze mogę otworzyć piekarnię z najlepszymi chlebami i croissantami w mieście. Tej książki nie musiałabym zabierać na bezludną wyspę, bo przepisy mam już w paluszku. Ale i tak bym to zrobiła, choćby po to, aby móc cieszyć oczy tymi pięknymi fotografiami, które idealnie trafiają w mój gust. Wszystkich zainteresowanych przepisem na najlepszy chleb świata odsyłam do postu o piekarni  Tartine. A dziś tylko dodam, że życzę sobie, aby w tym roku książki kucharskie były takie jak ta: szczere, rzetelne, zarażające pasją.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>