Nabiałowe szaleństwo

Zanim przejdę do właściwego tematu to chciałam bardzo podziękować tym prawie dwustu (!!!!!!) osobom, które odezwały się pod moim poprzednim wpisem. Kiedy odpaliłam komputer, nie wierzyłam własnym oczom! Tylu komentarzy na raz nie dostałam nigdy, przenigdy w życiu. Wzięliście, a w zasadzie -łyście mnie z totalnego zaskoczenia. Nie byłam zupełnie przygotowana na taką dawkę komplementów, życzliwości, wyjawionych sekretów i historyjek związanych z tym miejscem.  Mniej więcej przy dwudziestym komentarzu, kiedy poziom radości poszybował wysoko w kosmos po moim policzku poleciała łza i szlochałam jeszcze chwilę po tym jak skończyłam czytać Wasze wyznania. A codziennie dochodzą nowe. Już wiem, gdzie będę zaglądać, gdy opuści mnie dobry humor albo dopadnie zwątpienie. Nie musicie się już odzywać przez następne kilka lat albo przynajmniej do piątych urodzin bloga ;) Dowiedziałam się od Was dużo więcej, niż chciałam. Nasza relacja wkroczyła na następny poziom. Czuję się zmotywowana, zachęcona i szczęśliwa. Szalenie Wam za to dziękuję, daliście mi najpiękniejszy prezent z możliwych. A teraz porozmawiajmy o nabiale ;)

_MG_2076

Jako aspirujący domowy kucharz, który praktycznie wszystko robi od podstaw, lubię używać dobrych produktów. Ponieważ co się włoży do garnka to się i z niego wyjmie, lubię wiedzieć że w kuchni używam optymalnych na daną chwilę składników. Do dobrych rzeczy, a szczególnie do dobrych smaków przywiązuje się bardzo szybko i jeżeli coś zdarzy mi się pokochać, to nie mogę bez tego potem żyć. Po przeprowadzce dość długo poznawałam tutejsze produkty. Jak zapewne większość przybyszów zaczęłam w najpopularniejszym markecie, starając się znaleźć takie, których skład nie ciągnie się przez pół etykiety. Ale dość szybko odkryłam alternatywny rynek delikatesów i bazarków, na których sprzedaje się rzeczy produkowane na małą, wręcz lokalną skalę. Żadne tam wielkie korporacje, bardziej małe manufaktury prowadzone przez totalnych entuzjastów. Nie jestem snobem i przy kupowaniu nie kieruje się zasadą „im drożej, tym lepiej”, ale w pewnej kwestii nie mogę się powstrzymać, zwłaszcza, że za ten luksus nie trzeba płacić aż tak wiele.

_MG_2084

Mówię o tutejszym nabiale. Od krów wypasających się na soczystych łąkach hrabstwa Sonoma. Zrelaksowanych, najedzonych, po prostu szczęśliwych. I to szczęście czuć w tutejszych wyrobach. Zaczęło się niewinnie, od kostki masła. Różnica w smaku była tak kolosalna, że sukcesywnie zaczęłam eksplorować półki w lokalnych delikatesach i wpadłam jak śliwka w kompot. Dziś chciałabym Wam przedstawić kilka moich ulubionych produkty mleczne.  W zasadzie to nie wiem, po co to robię, ale czuję jakąś taką wewnętrzną potrzebę. Bo może ktoś ma rodziców, albo wujka posiadających krowy i w trakcie czytania tego tekstu zapali się mu lampka, że też mógłby robić coś takiego. Fajnego, szczerego, na małą skalę. Mam wrażenie, że w Polsce jest ogromna luka pomiędzy nabiałem produkowanym na skalę przemysłową a takim, który na bazarkach sprzedają urocze babinki.  Pojawiają się nowe marki jak Kaszubska koza, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. A wydaje mi się, że teraz jest dobry czas na to, bo coraz bardziej doceniamy produkty tego typu. A nawet jeżeli nikomu się nie zapali żaróweczka, to może zamiast kupić kolejne łaciate niby – masło, uda się na lokalny bazarek i rozejrzy się po straganach. Tak naprawdę dookoła nas jest mnóstwo skarbów, trzeba tylko pozwolić sobie je odkryć ;)

_MG_2092

  Mój absolutny numer jeden, czyli mleko z mleczarni Saint Benoit. Pochodzi od krów rasy jersey, wypasanych na stokach jak z tapety windows. To takie bardziej krówki niż krowy, bez czarno – białych łat, wyjątkowo nieagresywne. Ich mleko jest jedyne w swoim rodzaju i posiada nieco większą zawartość śmietanki w mleku niż przeciętne. Kiedy trochę postoi, ta śmietanka oddziela się od niego tworząc grubą warstwę pod koniec butelki. To mleko zaraża wszystko swoim szlachetnym smakiem. Ciasto drożdżowe, kakao, czy kawę. Co weekend podróżuję przez miasto do sieciowej kawiarni mieszczącej się w budynku palarni ceramiki, gdyż akurat wyjątkowo tam na jego bazie robią latte. I co tydzień jest to najlepsza kawa, jaką piłam w życiu.

_MG_2098

W tym produkcie posuwamy się o krok dalej, a nawet dwa. Żadnej pasteryzacji, żadnej homogenizacji. Jest krowa, jest mleko, jest butelka. Jedyny proces jakiemu mleko jest poddawane, to oddzielenie śmietanki. I oto przed Wami ona. W pięknej buteleczce, prosto od krowy, której w smaku na szczęście nic a nic nie czuć…

_MG_2106

Tu ponownie mleczarnia Saint Benoit, która produkuje jedynie dwa produkty. Mleko i jogurt. Ktoś, kto jak ja przez lata przyzwyczajony był do jogurtów o kremowej konsystencji, w których łyżka staje mógłby się tu trochę zdziwić. Bo ten jogurt w swojej konsystencji przypomina lekko ściętą galaretkę. Sprzedaje się go w 4 smakach: naturalny, waniliowy, z konfiturą truskawkową i cytrynową. Na liście nie ma nic więcej oprócz mleka i kulturalnych bakterii i ewentualnych dodatków smakowych jak wanilia czy konfitury z owoców, pochodzących z lokalnych upraw organicznych. W smaku jest lekko kwaskowy, dyskretny i lekki. Do dostania tylko w dobrych sklepach spożywczych ;)

_MG_2108

I jeszcze jeden jogurcik. Od owieczek. W smaku jest pyszny, ale przyznam szczerze, że ten akurat zdarza mi się kupić tylko i wyłącznie dla pięknego słoiczka ;)

_MG_2114

Tyle o niej słyszałam, ale spróbowałam dopiero niedawno. Creme fraiche – mityczna śmietana krążąca wokół 35% zawartości tłuszczu. Bardzo gęsta i dość kwaśna. Nie wiem jak moje życie mogło wyglądać bez niej. Moja ostatnia fantazja to łyżka creme fraiche i świeże truskawki opruszone cukrem. Oraz chleb z creme fraiche i kaszą gryczaną z najnowszej książki piekarni Tartine. Produkuje ją chyba najbardziej celebrycka mleczarnia na tych ziemiach – Cowigirl Creamery, która przetwarza najwyższej jakości mleko pochodzące od krów z Point Reyes – kawałka raju na ziemi położonego na samiutkim oceanem, zapełnionego połaciami najzieleńszej trawy, na której wypasa się najprawdopodobniej najbardziej szczęśliwe bydło świata.

_MG_2122

Marine Sun Farms to organizacja zrzeszająca lokalnych producentów mięsa i jajek ponownie z rejonów Point Reyes. Dbają o to, aby krowy żywiły się wyłącznie trawą i w ostateczności (np. w przypadku suszy) dopuszczają użycie paszy o czym oczywiście informują klientów odpowiednią etykietą. Do tego na Point Reyes posiadają własną restaurację, w której sprzedają najlepsze na świecie burgery. A jajka… No cóż. Ich żółtka dają ciastu taki kolor, jakby znalazła się w nim szczypta kurkumy ;)

_MG_2112

Nie umiałabym powiedzieć, które z nich jest lepsze. Jedno ma troszkę więcej soli, drugie jest sprzedawane w nieregularnych bryłach, jak masło „od baby”. Są kremowe do bólu i zawsze gotowe do rozsmarowania na świeżym chlebie. Kiedy gryziesz taką pajdę, w Twojej buzi rozgrywa rozbrzmiewa prawdziwa śmietankowa symfonia dopełniona aromatami wiatru, zielonej trawy i każdego kwiatka, pożartego przez krowy. Odlot.

_MG_2110

Bez dwóch zdań Kalifornia ma najlepszy nabiał, jaki tylko można sobie wyobrazić. Mając dostęp do takich produktów naprawdę odechciewa mi się kombinowania i docenia się proste przyjemności. Kulinarnej rozkoszy może nam dostarczyć kromka chleba z masłem, śmietankowy sernik lub podstawowy krem na bazie mleka, śmietanki i wanilii. Nasze Polskie krowy może nie mogą w trakcie żucia trawy spoglądać na ocean, a po wolnym wybiegu mogą się przechadzać tylko przez kilka miesięcy w roku. Ale gwarantuję Wam, że jeżeli dobrze rozejrzycie się dookoła, na pewno znajdziecie równie dobre produkty. A może ktoś nie lubi swojej pracy i chciałby zadziałać coś w tej dziedzinie. Teraz jest na to najlepszy moment ;)

14 thoughts on “Nabiałowe szaleństwo

  1. Jakie piękne opakowania! Owczy jogurt faktycznie wygrywa, ale to pierwsze masło też bardzo mi się podoba. Przeglądałam ostatnio w internecie przepisy na mrożony jogurt i trafiłam na relację z wyprawy do Saint-Benoit. Bardzo mnie ujęła i zamarzyłam o spróbowaniu ich produktów (nie mówiąc o odwiedzeniu mleczarni). Trochę mnie pocieszył opis tego ich jogurtu, bo wygląda na to, że mamy tutaj odpowiednik, haha. Kupuję czasem organiczny jogurt, o składzie właśnie identycznym i o 9-procentowej zawartości tłuszczu, która zawsze kojarzyła mi się z kremowością i „greckością” jogurtu. tymczasem on jest właśnie galaretkowy, jak gęste i łagodne zsiadłe mleko.
    Podpisuję się też pod apelem do rolników :) jeśli nie teraz, to nigdy… Moda na jedzenie i powroty do korzeni rozkwitła w Polsce na maksa, teraz jest czas na start takich inicjatyw. Za jakiś czas to wszystko ucichnie, ale jeśli ktoś robi coś, co jest naprawdę dobre, to zawsze będą ustawiały się kolejki. Ludzi ufających produktowi, już nie blogerów-recenzentów (przynajmniej nie na służbie ;) )

  2. Zazdraszczam Ci tych produktów :)
    Szkoda, że moja ulubiona miejscowa mleczarnia padła. Marzy mi się jakiś mały renesans na polskim rynku mleczarskim :>

  3. To mleko musi być pyszne!

  4. Ale piękny przegląd i piękne opakowania.
    A jak cenowo to wygląda?

    Szczerze nie wiem jak wygląda to w moim regionie i wstyd, że człowiek nie wie co się produkuje dookoła, ale obstawiam, że ze świecą szukać małych fabryczek. Szkoda też, że gminy nie wspierają takich producentów i ich nie reklamują lokalnie.
    Chociaż i w klasycznym „naszym polskim tesco” ;) można znależć dobre produkty- wystarczy czytać składy.
    pozdrawiam :)

  5. Opakowania są cudowne ! powiedziałabym, że są bardzo ‚vintage’ No cudne i już. :)
    Tu nie ma co zazdrościć jak się człowiek dobrze wokół siebie rozejrzy to i w Polsce znajdzie pyszne mleko od krów rasy Jersey, czy jogurt z króciutką listą składników :)

  6. Pięknie piszesz. Ja tu w Irlandii poczułam różnicę w nabiale nawet takim komercyjnym na dużą skalę, masło pachnie i smakuje zupełnie inaczej. Ktoś mi kiedyś wspomniał, że tutaj masło ocenia się trochę jak wino, rolnicy byli wstanie powiedzieć, że masło z mleka krowy po innej stronie wzgórza smakuje inaczej. Wczoraj z resztą byłam w muzeum masła, mieli tutaj system oceny masła, wyglądu i smaku, a także masło musiało mieć mniej niż 16% wilgoci. Nic dziwnego, bo Irlandia miała największą giełdę masła na świecie. Ale fakt powinnam częściej zaglądać i próbować nabiału i od mniejszych producentów.

    • Ok no dobra, ale w takim razie gdzie kupić w Warszawie masło, mleko jogurt czy kefir od krów karmionych trawą ewentualnie sianem a nie paszą skladającą sie z kukurydzy i innych badziewi, których krowy nie jedzą w naturze i po których chorują?

  7. ida kwietniowa

    przypomniały mi się teraz kromki ze śmietaną (właśnie od takich szczęśliwych krów;) i cukrem które w dzieciństwie pochłaniałam nałogowo;)

  8. Jaki fajny post… No tak, CA ma zdecydowanie i klimat i checi aby byc pionerem w zdrowym odzywianiu…i produkowaniu smacznego jedzenia. Mieszkam w Michigan i u nas taka ‚celebrycka’ bez posiadania celebrytow farma (??) jest Zingerman’s creamery w Ann Arbor…jest tez piekarnia, cukiernia ‚the whole kitten-kaboodle’ :). I rzeczywiscie, smak, zapach, niesamowite…ceny niestety tez :) Ale jest tez lokalny farmer’s market w AA–gdzie glownie entuzjasci sprzedaja nabial, mieso, ryby, na mala skale…przez co wszystko jest super smaczne, super swieze, i fajnie jest pomagac malym gospodarstwom w rozwoju..:) Uwielbiam tez Calder’s farm..ktore nie jest moze takie ‚hyped’ i nie jest certifikowane jako organiczne ale smak mleka, smietanki do kawy, masla (wlasnie takiego od ‚baby’) jest genialne i sprzedaja nabial w butelkach szklanych…fajna sprawa w tym zalewie plastiku ! Dziekuje za bardzo fajny wpis i pozdrawiam serdecznie!

  9. Hejho,
    a w Ontario niepasteryzowane mleko jest NIELEGALNE, ha! I tak wygląda moje piękne życie :))

    Ania, http://taffydream.net/blog/

  10. ida kwietniowa

    opakowania faktycznie fantastycznie,
    po raz kolejny zgadzam się ze słowami że w prostych rzeczach i naturalności jest najwięcej piękna

  11. Nabiał nabiałowi nierówny. Przynajmniej według mnie, osoby maniakalnie studiującej skład mleka w mleku i liczącej kalorie we wszystkim, nawet w kiełkach. Dlatego nie wyobrażam sobie życia bez naturalnych jogurtów, lecz np. tłustemu twarogowi mówię zdecydowane NIE. Ot, takie małe dziwactwa :)
    Pozdrawiam.

  12. uwilbiam Twojego bloga…znalazlam go przez przypadek przegladajac zdjecia na pinterest. zmotywowalasm mnie tym wpisem aby poszukac lokalnych mleczarni. jak dotad marudzilam, ze mleko ze sklepow amerykanskich jest okropne i w polsce lepsze. dzieki wielki i pozdrowienia z Bostonu!!!

  13. Super produkty!
    Ale czy ktoś z komentujących zna może takie farmy w Polsce, tego typu, domowe, gdzie nie robisz ię zwierzętom krzywdy, a mleko jest świeże i zdrowe? Jeśli tak, to bardzo proszę o odpowiedź…;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>