Smażony groszek z za’atarem i wegańska ricottą

_MG_8893

Zafundowałam sobie ostatnio lunch w miejscu o nazwie Outerlands – kultowej miejskiej restauracji, która swoje podwoje otworzyła na nowo po długim remoncie. W Outerlands serwuje się kuchnię kalifornijską, a to oznacza że potrawy przygotowywane są z najwyższa troską o składnik, możliwie jak najmniej przetworzony, sezonowy, pochodzący z lokalnych upraw i od lokalnych hodowców. Outerlands to także piękna przestrzeń, od góry do dołu wyłożona naturalnym drewnem o różnych odcieniach, wypełniona światłem sączącym się do środka przez wielkie okna. Położone jest w dzielnicy Sunset, kawałku miasta położonym na południe od Golden Gate park w bezpośrednim sąsiedztwie oceanu. To tam latem ni widać drugiego końca ulicy, bo mgła panoszy się w każdym, najmniejszym zakamarku. Mgła i ponury klimat, który utrzymuje się tam przez dużą część roku nie powstrzymuje ludzi przez czekaniem na stolik, a w Outerlands można spotkać wiele ciekawych osób bo jest to miejsce, na które moda nigdy nie ustaje.

_MG_8917

Ale skupmy się na jedzeniu. Miałam ochotę na coś lekkiego, ożywczego, bardziej przekąskę niż danie. Zamówiłam więc lekką zupę z cieciorką a do tego groszek z ricottą. Zupa była pyszna, w aromatycznym bulionie pływała cieciorka i bób, do zupy dostałam dwie kromki chleba, który wypieka się na miejscu z przepisu Tartine. Właściciel restauracji, prywanie przyjaciel Chada Roberstona był jednym z testerów formuły na chleb i jeżeli zajrzycie do książki Tartine przeczytacie o historii tego chleba. Na przekąskę zamówiłam zielony groszek, który okazał się być szybko obsmażonym polanym dobrze doprawioną oliwą, pestkami słonecznika w towarzystwie ricotty zmieszanej z kuminem.

Byłam pod takim wrażeniem prostoty a zarazem wyrafinowania tego dania, że oczywiście odtworzyłam je w domu. Podmieniłam trochę przyprawy na swoje ulubione, a ricottę – mimo że mam pudełko w lodówce – postanowiłam podmienić na coś wegańskiego. Przypomniałam sobie, że mam resztkę mielonych migdałów – ugotowałam je w mleku migdałowym, bo pomyślałam, że gdy migdały nasiąkną nim będą miały podobną konsystencję do właściwego sera. Nie pomyliłam się zbytnio, grudkowata konsystencja i mleczny smak bardzo dobrze oszukały nabiał, więc patent na ricottę polecam nie tylko przy okazji tego dania.

_MG_8938

Smażony groszek z za’atarem i wegańską ricottą (2 porcje)

1 szklanka mielonych migdałów

2/3 szklanki mleka migdałowego

szczypta soli

Migdały wsyp do garnuszka, dodaj mleko i sól. Wszystko dobrze wymieszaj i doprowadź do wrzenia. Zmniejsz gaz i gotuj migdały do momentu, aż migdały zgęstnieją. Przelej je do miseczki i pozostaw do ostygnięcia. Przygotuj groszek:

500g groszku cukrowego

2 łyżeczki za’ataru (lub tymianku)

skórka z 1/2 cytryny

3 łyżki oliwy

garść uprażonych orzeszków piniowych (lub pestek słonecznika)

sól

szczypta kuminu + skórka z cytryny

Groszek cukrowy zblanszuj we wrzątku a następnie wrzuć do lodowatej wody, aby przerwać gotowanie. Dobrze go odcedź a następnie osusz. Na patelni (najlepiej żeliwnej lub w woku) rozgrzej dobrze oliwę i dodaj groszek. Potrząsaj nim raz po raz, aby miał się okazję dobrze przesmażyć. Po około dwóch minutach zdejmij patelnię z ognia, dodaj za’atar, skórkę cytrynową i prażone pinie. Wszystko dobrze wymieszaj i odstaw na bok.

Ricottę zmieszaj z kuminem, rozsmaruj ją w miseczkach, wyłóż przesmażony groszek. Podawaj natychmiast.

Smacznego!

_MG_8922

 

Cieciorkowe placuszki przekładane hummusem

_MG_6222

Plany zmieniają się u mnie bardzo szybko, a co ustalę sobie rano często ulega zmianie pięć minut po wypowiedzeniu planu na głos. W mojej głowie myśli galopują w dość szybkim tempie, bombardowane wszystkimi bodźcami którymi się otaczam. Ale w tym całym szaleństwie jest całkiem sporo małych rytuałów, zwłaszcza w kulinarnej strefie mego życia. Powroty rządzą się zawsze tymi samymi prawami i nie wiem zupełnie dla czego, ale zawsze jak po dłuższej nieobecności wracam do domu, muszę ukręcić hummus.

Hummusów było tutaj co nie miara był buraczkowy, szparagowy, z pieczoną pietruszką i kurkami. I choć uwielbiam te sezonowe odmiany najczęściej robię jednak klasyczny, łagodny hummus, na który przepis wypracowałam sobie metodą prób i błędów. Zrobiłam go dużo za dużo, bo zapomniałam, że sól którą niedawno kupiłam zawiera dużo wyższą zawartość soli w soli. Ugotowana cieciorka była tak słona, że musiałam dogotować drugie tyle, aby zrównoważyć jakoś smak. Tym samym skazałam samą siebie na wielką michę pasty, bo szanowny małżonek jeszcze do konsumpcji hummusu nie dojrzał. Czekam cierpliwie na ten dzień, kiedy rozkocha się w nim równie co ja. Jakieś szanse są, jeszcze dwa lata temu nawet nie patrzył w stronę pesto, a dziś twierdzi, że to najpiękniejszy zapach świata.

_MG_6242

Bajgle z humusem, kanapki z humusem, humus z jajkiem, blt z humusem, wszystko z humusem. I kiedy kolejnego dnia patrzyłam na tę resztkę w misce z pewnym niesmakiem, postanowiłam ukryć go między placuszkami. Z cieciorki ;) Możecie do nich użyć cieciorki ugotowanej w domu, ale tym razem chyba lepiej udać się do sklepu i zakupić puszkę. Ta ugotowana wcześniej ma tę miękką konsystencję, którą w domowych warunkach można osiągnąć dopiero po długich godzinach trzymania cieciorki na ogniu. Placuszki robi się błyskawicznie – cieciorkę gnieciemy widelcem i dodajemy resztę składników. Smażymy placuszki, którym bardziej z wyglądu do kotlecików, mają też jędrną konsystencję. Ciasta nie musicie zagęszczać mąka pszenną, bo nada się również ta bezglutenowa. Potem smarujecie placuszki humusem, obkładacie lekką sałatką i plastrami avocado. I znowu ciepło myślicie o tym humusie, choć dopiero co mieliście go serdecznie dosyć ;)

_MG_6349

Cieciorkowe placuszki przekładane hummusem (ok 6 sztuk)

1 puszka cieciorki (400 g)

2 jajka

3 łyżki mąki pszennej lub cieciorkowej

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia lub 1/4 łyżeczki sody spożywczej

3 łyżki posiekanego szczypiorku

1/2 łyżeczki nasionek kuminu

1/3 łyżeczki soli

olej do smażenia

hummus, awokado, świeże kiełki (do dekoracji)

Cieciorke odsącz na sitku a następnie przenieś do miski. Rozdrobnij ją widelcem, nie musi być bardzo dokładnie, ale postara się aby w tym puree nie było całych ziaren cieciorki. Dodaj jajko, szczypiorek, kumin i sól, bardzo dobrze wymieszaj. Następnie dodaj mąkę i proszek do pieczenia i wymieszaj do uzyskania jednolitej konsystencji (ciasto będzie dość gęste).

Na rozgrzanym oleju smaż porcje ciasta o wielkości jednej łyżki stołowej. Smaż na złoto z obu stron. Po usmażeniu odsącz placuszki z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym. Ułóż na talerzu, posmaruj hummusem, obłóż avocado i świeżymi kiełkami. Podawaj natychmiast.

Smacznego!

_MG_6323

_MG_6200

 

Trzy literki: blt

_MG_5434‚  _MG_5445

W weekendy budzimy się rano i ruszamy przed siebie. Czasami wyjeżdżamy za miasto, czasami wsiadamy w miejski autobus i jedziemy gdzieś, gdzie jeszcze nas nie było. Ponieważ zazwyczaj opuszczamy dom na czczo wstępujemy gdzieś po drodze by śniadaniu stało się za dość. I kiedy menu oferuje dużo dziwnych pozycji, zazwyczaj na ratunek przychodzą trzy literki: blt.

blt

Bacon. Tomatoe. Lettuce. Boczek, pomidor, sałata. Trochę majonezu, świeży chleb i tyle. Dość bezpieczny wybór w kawiarni o nieznanej renomie, bo nie wiele można tu zepsuć. W domu smakuje jeszcze lepiej. Na świeżo upieczonym chlebie, z tyloma plastrami boczku ile tylko chcecie. Z ekstra avocado, za które nie trzeba dopłacać. To bez dwóch zdań moja weekendowa kanapka i póki co nie mam jej dosyć. Zaopatrz się w składniki dzień wcześniej i zrób ją na sobotnie śniadanie. Zwłaszcza po szaleństwach piątkowej nocy,  na które blt jest idealnym porannym lekarstwem.

_MG_5533

Makaron zapiekany pod serową kołderką

_MG_1361

To danie mogło powstać tylko przez przypadek. Na początku miało być spahetti amatriciana, ale okazało się, że w tajemniczych okolicznościach zaginął boczek, który kupiłam dwa dni wcześniej. Jeśli nie amatriciana, to możliwie najprostszy sos pomidorowy, okraszony łyżką ricotty, której pudełeczko stało w kącie lodówki. A potem pomyślałam, że przecież czasami wystarczy zmienić tylko formę podania, żeby znana przez nas potrawa nabrała nowego życia, a przy okazji i smaku. I w ten sposób powstała ta zapiekanka, gdzie makaron penne w naprawdę podstawowym sosie pomidorowym zapiekłam pod kołderką z ricotty wzbogaconej o inne sery, których resztki miałam w lodówce.

_MG_1272

Makaron w sosie pomidorowym zapiekany pod serową kołderką (2 małe porcje lub 1 duża)

1,5 szklanki makaronu penne

400 g pomidorów krojonych w puszce

1/2 średniej cebuli

2 ząbki czosnku

3 łyżki nasion słonecznika

1 łyżka octu blsamicznego

1 łyżka cukru

sól, pieprz

2 łyżki oliwy

3 kopiaste łyżki sera ricotta + 2 łyżki pokruszonej gorgonzoli + 1 posiekany ząbek czosnku + łyżeczka oregano

parmezan

Na patelni podgrzewamy oliwę. Cebulę i czosnek siekamy drobno, wrzucamy na patelnię i szklimy. Dodajemy pestki ze słonecznika i smażymy jeszcze chwilę. Dodajemy pomidory, dokładnie wszystko mieszamy. Zmniejszamy ogień i powoli dusimy sos, aż nabierze gęstej konsystencji. Dodajemy ocet balsamiczny, cukier i gotujemy jeszcze chwilę. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Makaron gotujemy w osolonej wodzie. Pod koniec gotowania odbieramy 1/4szklanki wody i wlewamy ją do sosu pomidorowego.  Makaron odcedzamy i wrzucamy do sosu, dokładnie mieszamy. Przekładamy do naczynia żaroodpornego. W miseczce mieszamy ricottę, gorgonzolę, czosnek i oregano. Lekko solimy do smaku. Rozsmarowujemy ricottę po wierzchu zapiekanki, całość posypujemy startym parmezanem. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i zapiekamy przez ok 20 minut na złoty kolor. Podajemy natychmiast.

Smacznego!

_MG_1313  _MG_1315

_MG_1338