Weekend w Warszawie

Nie mogłam nie zobaczyć jak moje miasto zmienia się na czas Euro. Toteż w ubiegły czwartek spakowałam się i po dziewięciu ekscytujących odcinkach serialu Breaking Bad byłam już pod strefą kibica. Pierwsze kroki skierowałam do Bagno Food & Wine, żeby wraz z przyjaciółką wznieść toast za nadciągający weekend.  To ciekawe być gościem we własnym mieście. W te trzy dni zafundowałam sobie moją ukochaną Warszawę w pigułce. Wędrując po ulubionych miejscach, odwiedzając nowe, które powstały tuż przed moim wyjazdem. Spotykać się ze znajomymi, krzyczeć przy sytuacjach podbramkowych, zarywać noce, wypełniać dnie do ostatniej sekundy. A po trzech dniach wracać przez kolejne 9 odcinków tego samego serialu z uśmiechem na ustach. To był niezapomniany weekend. Takiego samego życzę i Wam!

A po jeszcze więcej zdjęć z tego weekendu, ale nie tylko, zapraszam na: W czeszkach po Pradze

Kulinarny Objekt pożądania…

Nowy Objekt Kulinarny objawił się w pół drogi między Muzeum Powstania a Al. Solidarności. Działa dopiero od dwóch tygodni, a ja sobie w brodę pluje że tak późno powstał, akurat jak wyjeżdżam. 10 minut spacerkiem ode mnie można zjeść pyszne jedzenie, które powstaje pod partyturą wytatuowanego blond szefa kuchni, który wcześniej doświadczenie zdobywał m.in. w Szpilce czy Jazz Bistro. W menu proste, bardzo bardzo smaczne jedzenie: sałaty, makarony, pasty. My poszłyśmy w mięsa: zarówno mój stek z sosie gorgonzola jak i hamburger towarzyszki okazały się być niezłym odjazdem. Cała reszta, którą zazdrośnie obserwowałyśmy na talerzach sąsiadów również prezentowała się znakomicie. Do tego to bardzo ładne miejsce, zaprojektowane z pomysłem i dowcipem. Wielkie brawa!!!

Objekt Kulinarny

ul. Towarowa 35

www (klik)

Za polecenie dziękuję Where’s The Food



Z ostatniej chwili: Burger Bar

 

Pyszne, świeże hamburgery z dobrego polskiego wołowego mięsa w wypiekanej na miejscu bułce. To według właściciela wystarczy, żeby wynieść burgera na wyżyny. Ja nie zaprzeczam i powiadam, że to najlepsze warszawskie cheesburgery jakie jadłam. Koleżanki potwierdzą. Z dobrze skomponowanymi dodatkami, które nie przytłaczają mięsa, delikatnie je podkreślają i nie czynią hamburgera niewygodnego w jedzeniu. Menu małego lokalu jest krótkie: cztery wariacje na temat burgera z polskich krów rasy mięsnej. Jest jeszcze rosół, a jak ktoś chce zaszaleć może poprosić o burgera z mięsa pochodzącego z Japonii. Do picia woda i cola. Na miejscu coś koło sześciu stolików. Od dwóch tygodni na Mokotowie, oby jak najdłużej.

Burger Bar

ul. Puławska  74/80, wejście od Olkuskiej

Więcej w Magazynie Smak – klik