Na jagody…

Już są! Uśmiechają się do nas nieśmiało ze straganowych łubianek. Nie są jeszcze najtańsze, ale kogo to obchodzi. Po mału trafiają do sezonowych drożdzówek. A nikt się nie dowie, jak prawdziwa jagodzianka smakuje, dopóki sam jej zrobić nie spróbuje. Bo umówmy się, te ze sklepu są dobre. Ale nadal pozostają drożdżową bułą pełną spulchniaczy z łyżeczką jagodopodobnej substancji. A taka domowa… Wypchana po brzegi jagodami, ze świeżego domowego ciasta drożdżowego… Obficie posypana kruszonką…  Co tu dużo pisać, wszyscy są świadomi wyższości jagodzianki w odmianie domowej nad jagodzianką sklepową. Dla obawiających się ciasta drożdżowego – spróbujcie. Receptura za chwilę, tymczasem zdjęcie :)

560 gramów mąki + 2 solidne garście

150 ml mleka

0,5 kostki masła

36g drożdży świeżych

150 g cukru

1 łyżka ekstraktu waniliowego

0,5 kilo jagód

2 jajka

2 żółtka

 

Zacznijmy od ciata drożdżowego. Na kilka chwil przed przystąpieniem do robienia ciasta wyciągamy składniki z lodówki. Niech się ogrzeją. Drożdże nie lubią zimna. Wręcz przeciwnie.

Do miski przesiewamy mąkę. Mleko podgrzewamy w garnku, kiedy się ociepli odmierzamy dwie łyżki które mieszamy w szklaneczce z drożdżami i łyżeczką cukru. Do reszty mleka wrzucamy masło i czekamy aż się roztopi. Wyłączamy gaz i odstawiamy do wystygnięcia. Najlepszą temperaturę mleko z masłem ma wtedy, kiedy możemy zanurzyć w nim palec bez żadnych konsekwencji :)

Rozpuszczone drożdże wlewamy dołka utworzonego w mące i delikatnie je z nią mieszamy. Teraz mamy chwilę czasu, gdyż drożdże muszą ruszyć. Kiedy po 15 minutach zajrzycie pod szmatkę (którą przykryjecie swoją miskę, czy garnek) i zobaczycie, że drożdże z mąką zwiększyły swoją objętość, a na ich wierzchu pojawiły się bombelki powietrza to znak, że możemy działać dalej. Dodajemy jajko i dwa żółtka (białka sugeruję zamrozić, będą jak znalazł do bezy), mleko z rozpuszczonym masłem, cukier i ekstrakt waniliowy. Wszystko dokłądnie mieszamy, a po chwili wyrzucamy na obficie posypany mąką blat i zaczynamy wyrabiać.

Wyrabianie polega na wtłoczeniu w ciasto jak największej ilości powietrza.  Wyrabiamy ciasto doputy, dopóki nie poczujemy że stawia nam pewien opór i nie klei się do rąk. Kiedy będzie miłę w dotyku, mięciutkie, wręcz jedwabiste znaczy, że jest ok.

Teraz musi odpocząć i urosnąć. W te upały zajmie mu to mniej więcej godzinę. Czasami trzeba mu więcej. Bedziecie widzieli czy już podwoiło swoją objętość, czy nie.

W czasie, kiedy drożdże pracują przygotujmy inne składowe przepisu – nadzienie i kruszonkę. Zacznijmy od tej drugiej – musi stężeć w lodówce. Kruszonka to nic innego jak: łyżka mąki, łyżka masła i łyżka cukru. Trzeba je razem utrzeć między palcami i schować do zamrażarki. Tyle. Jagody zaś należy dokładnie opłukać, pozbawić zielonych listków i przemieszać z łyżką mąki i cukru. Mąka zagęści sok, który puszczą w wyniku posypania cukrem.

Ciasto już jest gotowe. Przebijamy je pięścią, a potem oddzieramy kawałki i formujemy spore kulki, z których robimy placuszki, w które to wkładamy sollidną, dużą łychę jagód. Zlepiamy i układamy na blasze wyściełanej papierem do pieczenia.. Kiedy skończymy przykrywamy je ściereczką i pozostawiamy je na pół godziny do ponownego wyrośnięcia.

Kiedy bułeczki wyraźnie zwiększą swoją objętośc, każdą z osobna smarujemy jajkiem roztrzepanym z łyżką mleka. Dla złotego koloru. A potem posypujemy kruszonką. A potem wkładamy do piekarnika na około 20 minut. A potem jemy i się cieszymy, że takie dobre nam wyszły :)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>