Muffiny? Nie piekę!

Śmiem twierdzić, że mój blog to najprawdopodobniej jedyny blog kulinarny w sieci, na którym nie ma żadnego przepisu na muffiny lub babeczki (w dobie prawdziwego cupcake’owego boomu to wręcz podejrzane). Do dzisiaj.

Będę szczera – muffinów nie lubię równie serdecznie, co ciasta kruchego (choć nad tą relacją usilnie pracuję). Robić, nie jeść. Wiecie jak to jest – człowiek upiecze to i owo, zaczyna mu się wydawać, że w zasadzie pojął wszystkie tekstury ciast i może teraz kombinować na oko, po konsystencji, na pewno wyjdzie. Zero pokory, zwłaszcza, że przecież te muffiny to taki „piece of cake”. Więc wymyśla sobie takie cudo. Załóżmy, że z rabarbaru. Część piecze na miazgę, zagęszcza mąką, jajkiem i czym tam jescze ułańska fantazja podpowie, dodaje surowe kawałki łodygi. Oczyma wyobraźni już widzi te różowawe muffiny, które za pół godziny wstrząsną cukiernictwem. Radośnie zerka przez szybkę piekarnika, czy rosną jak należy. Niestety, nie za bardzo. To co wychodzi z piekranika osoba, która chciałaby być bardzo bradzo miła nazwałaby – „o, no prawie takie clafoutis”. Clafoutis jest pyszne, moje muffiny są obrzydliwe. Cała blacha ląduje w koszu, tak samo jak następna czekoladowych (smakują tak, jakby się gryzło mydło), czy jagodowych babeczek z białą czekoladą (patrz muffiny rabarbarowe). Te trzy kolejne próby skutecznie zrażają mnie do muffinów/babeczek, a duma i uprzedzenie nie pozwalają sięgnąć po normalny przepis z miarami i wagami. Kiszę się zatem w tej nienawiści, kontestując wszystkie napotkane przepisy. Do momentu, w którym w swojej ulubionej książce kucharskiej* natykam się na pewne babeczki…

180 g masła + 20 g

260 g mąki

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody

1/4 łyżeczki soli

160 g drobnego cukru

2 jajka

1 łyżeczka esencji waniliowej

170 g kwaśnej śmietany

1 brzoskwinia (lub 4 morelki)

2 opakowania malin

6 morelek

 4 łyżki cukru

 

Foremki na babeczki wkładamy do zamrażarki. Topimy 20 g masła, smarujemy nim dokładnie schłodzone foremki, które ponownie umieszczamy w zamrażarce.

W misce mieszamy mąke, sodę, mąkę, sól. Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę. Jajka lekko ubijamy z esencją waniliową, po czym dodajemy do masy maślanej. Dokładnie miksujemy. Do miski wsypujemy 1/3 składników sypkich, dodajemy śmietanę, dokładnie wszystko mieszamy. Dodajemy kolejną porcję mąki i śmietany, ponownie mieszamy i tak do wyczerpania składników. Do ciasta dodajemy pokrojone morelki (lub brzoskwinie) i znów delikatnie mieszamy.

Utartym ciastem napełniamy foremki (wyszło mi 12 sztuk). W każdą z nich wciskamy po 4 maliny, owoc powinien prawie cały schować się w cieście. Pozostałe owoce zachowujemy na później). Babeczki pieczemy przez 25 – 30 minut w 175 stopniach. Wykałaczka włożona w upieczone ciasto po wyjęciu powinna być sucha.

Gotowe babeczki odstawiamy na 10 minut, po czym delikatnie wyciągamy z foremek. Możemy skończyć na tym etapie, ale warto babeczkom zafundować przepyszny sos malinowy, który zrobiłam nieco inaczej niż w przepisie oryginalnym. Tego nie mogłąm zepsuć :)

Morelki z malinami zasypałam cukrem i doprowadziłam do wrzenia. Gotowałam przez kilka minut, aż owoce kompletnie się rozpadły. Przetarłam sos przez sito, wstawiłam ponownie na gaz, aby sos się nieco zagęścił. Gorącym sosem polałam babeczki, następnie obsypałam je cukrem pudrem i przystroiłam malinami. Już po pierwszym kęsie wiedziałam, że oto doszło do wielkiego pojednania :)))

Ps. Myślałam, że cupcake i muffin to to samo, tylko innej wielkości. Ten oto artykuł uświadomił mi w jak wielkim byłam błędzie :)

* książka to oczywiście „Ottolenghi: The cookbook” – jedna z 3 książek kucharskich, które zabrałabym na bezludną wyspę.

 

 

 

 

 

 





 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>