Makaron soba z sezamowym „pesto” z brokułów (veg)

_MG_6364

Kiedy podróżujemy, czas zmienia swój bieg. Liczy się tylko tu i teraz. Urwane chwile, których ciągle mało. W ciągłym ruchu, z miejsca na miejsce. I kiedy wracamy do domu na dobre okazuje się, że nie wiedzieć kiedy minęły dwa miesiące. Choć dla nas były momentem, chwilą zawieszenia, w życiu innych wydarzyło się wiele. Brzuch koleżanki, którego dotykaliśmy w poszukiwania maleństwa jest już pusty. Samotny kolega zdążył się zakochać. Kwiatek puścił pięć nowych pędów. A ja?

Wróciłam do domu szczęśliwa i naładowana dobrą energią. W Polsce spędziłam wspaniały czas z rodzicami, Warszawą w towarzystwie przyjaciółki wprost nie mogłam się nacieszyć. To musi być dom, kiedy co pięć minut spotykasz kogoś znajomego i nie ma znaczenia, że nie mieszkasz tam już od ponad trzech lat. Mój czas na emigracji powoli dobiega końca, a ta wizyta tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że fajnie będzie wrócić. Bo jest do czego. I przede wszystkim do kogo.

Na chwilę zajrzałam też do Krakowa, gdzie na własne oczy zobaczyłam, w jakim kierunku zmierza moja książka. Propozycje mojej koleżanki zachwyciły mnie tak bardzo, że przebieram nogami aby zobaczyć, jak  wyglądać będzie cała książka. Dostaję od Was wiele pytań odnośnie tego, kiedy się ukaże. Najprawdopodobniej będzie to wiosna następnego roku. Nie spieszymy się jakoś specjalnie, bo chcemy żeby książka była naprawdę wyjątkowa i dopracowana. A na to trzeba czasu. Jeszcze jedno – to nie będzie książka o chlebie, na nią nie jestem jeszcze gotowa.

Na dosłownie dwa dni wpadłam do Pragi, gdzie ganiając z wywieszonym jęzorem niczym pies obsikiwałam ukochane miejsca. Towarzyszyła mi w tym jedna z najlepszych koleżanek, a także złocisty trunek, który sprawiał, że te dwa dni minęły niczym czeski sen. Wiem, że przewodnik  po praskich meandrach obiecuję wam gołosłownie już od ponad dwóch lat, ale teraz kiedy mam pewności, że knedliki u Medvidka smakują wciąż tak samo, a piwo U złotego tygrysa płynie równie wartkim strumieniem będę to mogła zrobić z czystym sumieniem.

Moje trzy tygodnie w Polsce były tak intensywne, że do San Francisco wróciłam bardziej zmęczona niż przed wyjazdem. Kiedy zwalczyłam jest lag i mniej więcej wyrównałam sen  nadszedł czas, aby znowu spakować plecak. Tym razem w towarzystwie mojego męża udaliśmy się na hawajskie wyspy – Oahu i Kauai, gdzie przez osiem dni chłonęliśmy cudowne krajobrazy i słońce.

I tak jak kocham być w ruchu, tak uwielbiam wracać do domu. Do siebie. Odświeżyłam już zakwas i zrobiłam pierwszy chleb. Nałożyłam buty i poszłam pobiegać, bo po maminej diecie spodnie zrobiły się trochę przyciasne. Wyczyściłam lodówkę i wypełniłam ją zielonymi warzywami. Wyciągnęłam notes i spisałam wszystko co muszę zrobić w najbliższym czasie. Z pracy w piekarni przełączam się na tryb pracy domowej. W te kilka miesięcy, które spędzimy tutaj chcę nauczyć się najwięcej jak tylko się uda. A potem zabrać tę całą wiedzę i doświadczenie do Polski i zacząć częstować nim Was.

_MG_6369

Makaron soba z sezamowym pesto z brokułów (2 porcje)

1 brokuł

2 łyżeczki oleju sezamowego

1 łyżka oliwy + 1 łyżka

1 duży ząbek czosnku

1 łyżeczka startego imbiru

1 łyżka sosu sojowego

 1 łyżka sezamu

szczypta płatków chilli

3 wiązki makaronu soba

czarny sezam, szczypiorek (do posypania)

W średnim garnku zagotuj wodę. Brokuła rozdrobnij na średniej wielkości różyczki, a łodygę potnij w drobną kostkę. Wrzuć warzywo do gotującej się wody i blanszuj przez około 3 minuty. Odcedź i pozwól brokułowi nieco odparować. Na patelni podgrzej olej sezamowy i łyżkę oliwy. Dodaj brokuła i smaż go przez kilka minut na dużym ogniu raz po raz mieszając. Brokuł powinien zmięknąć, ale także leciutko się „przypalić” dzięki czemu nabierze wyrazistości.

Przesmażonego brokuła wrzuć do blendera. Dodaj imbir, czosnek, sezam, sos sojowy, szczyptę chilli. Zacznij wszystko miksować. Dodawaj po łyżce wody z ugotowanych brokułów, aby łatwiej było je zmielić na gładką pastę i osiągnąć dobrą konsystencję. Tak przygotowane pesto wymieszaj dobrze z ugotowanym makaronem soba. Posyp sezamem i szczypiorkiem. To danie świetnie smakuje na ciepło (możesz podgrzać pesto w garnuszku), ale będzie równie dobrze

 

4 thoughts on “Makaron soba z sezamowym „pesto” z brokułów (veg)

  1. Teraz z jeszcze większą tęsknotą będę myśleć o wiośnie, nie mogę doczekać się Twojej książki:-).
    Makaron wygląda bosko:-)

  2. Taaak…teraz jest do czego wracac do Polski…nadeszly wspaniale czasy…

  3. Czy jest szansa na post ze zdjęciami z Hawajów? :)

  4. Jaki cudowny post pełen pozytywnej energii do działania. Tego mi było trzeba w przygaszony grudniowy wieczór. Dziekuję <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>