Kulinarne akcje bezpośrednie: Urban Market i śniadanie na Chłodnej. Oraz marmurkowy sernik z malinami i białą czekoladą.

W gotowaniu najpiękniejsze jest to, że można się dzielić z innymi. Upiec troszkę większą blaszkę ciasta i zanieść do pracy. Jednym z dwóch bochenków świeżo upieczonego chleba obdarować sympatyczną Panią z biblioteki. Słoiczek hummusu sprezentować koleżance wegance, a nadmiar ciast po sesji rozparcelować między znajomych. W przypadku bloga dzielenie się ma inny wymiar, ale wciąż tak samo szczery. Zdradzamy sekretne receptury, dzielimy się doświadczeniami, trikami i obserwacjami, dajemy innym cząstkę siebie.

Jest to bardzo fajne, ale moja wewnętrzna kucharzyca uwielbia karmić innych czymś więcej niż tylko słowami. Wyjście do ludzi, konfrontacja, dyskusja, kontakt bezpośredni. To coś, co lubię najbardziej. Jest to wielkie wyzwanie – bo nagle słowo ciastem się staje i nie ma miejsca na zastanawianie się i interpretacje. Jesteś ty, druga osoba i coś co dla niej przygotowałaś. Jeden kęs i wiadomo wszystko. Zero ściemy, smak prawdę Ci powie.

Gotowałam innym przez rok, ale nigdy jako blogowa ja. Jakieś dwa miesiące temu, namówiona przez nieistniejący już Klub Chłodna 25, wydałam swoje pierwsze śniadanie jako Gotuje, bo lubi. W piątek pracowałam do 22, więc dopiero o 23 mogłam zacząć piec ciasta na sobotnie śniadanie. Tej nocy ja i moja ukochana asystentka Zosia nie zmrużyłyśmy oka. Do godziny 6 rano z pieca wyciągałyśmy kolejne ciasta. A kiedy wybiła godzina śniadania i lokal wypełnił się do ostatniego stolika niczym robocik smażyłam kolejne omlety, grillowałam kolejne kromki chleba na bruschetty, a mój traffic manager Wika tylko wydawała mi komendy: teraz omlet z kozim serem, teraz z pesto, teraz bruschetta z sadzonym jajkiem, granola, dwie  kanapki z hummusem, owsianka, placuszki i znowu omlet. Właściwie trzy omlety i jeszcze dwa – tego dnia wszyscy uparli się akurat na nie. To był hardkor. Ale kiedy wieczorem kładłam się spać czułam nic więcej tylko olbrzymią radość i satysfakcję. To czego żałuję to fakt, że nie miałam możliwości porozmawiać z ludźmi, którzy tego dnia powierzyli mi swoje śniadanie. Że uwięziona przy patelniach nie miałam czasu wyjść, zapytać czy wszystko smakuje. Porobić zdjeć, wymienić uśmiechów. Następnym razem w menu nie będzie omletów, więc powinno się udać ;) Zastanawiałam się po cichu, czy chciałabym to kiedyś powtórzyć. Zawsze po takich akcjach, na samą myśl o kolejnych mam ochotę uderzyć czołem o ścianę. Ale kiedy zaledwie miesiąc później Urban Market ogłosił, że można się zgłaszać nie zastanawiałam się nawet pięciu minut…

Do Warszawy przyjechałam dwa dni wcześniej. Z mikserem, blenderem, zakwasami i trzema tortownicami, bo w moim warszawskim mieszkaniu w szufladach zostały tylko pojedyncze okruszki. Pierwszego dnia poszłam po ulubione składniki, wieczorem nastawiłam zaczyny na pączki i croissanty. Przygotowałam aromatyzowane mleko kokosowe i wszystkie inne półprodukty, z których miały powstać serniki. W międzyczasie jeszcze pięć razy chodziłam do osiedlowego sklepu – całkiem inaczej gotuje się w domu, a całkiem inaczej w opuszczonym mieszkaniu, w którym wszystko trzeba kupić od podstaw. Nie pomagał fakt, że nie uznaję żadnych kompromisów i jeżeli sernik ma mieć i trawę cytrynową i liście limonki kaffir, to nie poprzestanę tylko na liściach limonki, wszystko musi być – co do jednej łyżeczki, bez żadnych ustępstw. Spać poszłam o czwartej, wykończona jak diabli.

Cały piątek spędziłam w kuchni. Piekąc i studząc kolejne serniki, lawirując między dwiema największymi tortownicami. Na koniec zostawiłam pączki i eksperymentalne croissanty. W międzyczasie wpadały do mnie kolejne koleżanki, a ja nie przerywając pracy miksowałam następne masy serowe, mieliłam ciasteczka owsiane, prażyłam orzechy, formowałam pączki. O drugiej było po wszystkim. Padłam jak kawka, a rano ruszałam ku tej wielkiej przygodzie.

Na miejscu sympatycznie – wszyscy uśmiechnięci i skorzy do pomocy. Kasia i Bartek, którzy pomogli mi z dowiezieniem wszystkiego na miejsce zainstalowali mój zielony stoliczek (Studio Las – dzięki!!), rozłożyłam wszystkie serniki, wyłożyłam pączki i… rozpoczęło się oczekiwanie. I jeżeli miałam jakiekolwiek wątpliwości, że ciasta mogą mi zostać, to w zasadzie po pierwszej godzinie mogłam się ich pozbyć. Kiedy wybiła dwunasta nie nadążałam z nakładaniem kolejnych porcji. Biję się w pierś – dałam ciała z opakowaniami na wynos. Marcin z bloga słodkokwaśna.pl uprzedzał, aby się w nie uzbroić, ale w ferworze przygotowań zwyczajnie o tym zapomniałam. Z pomocą przyszły mi moje sąsiadki, cudowne dziewczyny z Wypieku Ciast, które użyczyły mi trochę opakowań, a następnie Nakarmiona Starecka, która podkradła KUKBUKOWI trochę torebeczek, w które mogłam pakować tacki z ciastem.

W moim menu znajdowało się pięć serników: pieczone tiramisu, marmurkowy z malinami i białą czekoladą, chałwowy, tajski oraz z przypalanym masłem. Nie mogło zabraknąć szarlotki orzechowej, pączków na zakwasie oraz maślanych rogalików podawanych z domowym kajmakiem i konfiturą porzeczkową od mojej mamy. Były one niespodzianką spod lady dla tych, którzy przyznali się do tego, że czytają bloga ;) Spod lady wydawałam też zakwasy, które trafiły do kilku nowych domów. Widziałam już pierwsze imponujące wypieki na ich bazie. Duma!!

O godzinie 14 nie został ani okruszek, a ja mimo potężnego zmęczenia miałam uśmiech od ucha. Przyszło Was tyle, uśmiechniętych, miłych, otwartych! Dla tych wszystkich miłych słów, które padły mogłabym nie przespać nawet czterech nocy! Szalenie cieszę się, że mogłam Was poznać, ubolewam, że ciast nie wystarczyło dla wszystkich. Następnym razem, bo na pewno będzie następny raz, przygotuję się jeszcze bardziej. Usmażę więcej pączków, a każdy sernik upiekę w dwóch egzemplarzach. Teraz tylko pozostaje wypatrywać okazji, ale jestem przekonana, że ta nadarzy się szybiciej niż nam się wydaje. Bardzo, ale to bardzo jeszcze raz Wam dziękuję!!!

A dziś przepis na jeden z serników, które miały premierę na Urban Markecie- malinowy z białą czekoladą na spodzie malinowego blondie. Bardzo kremowy i delikatny. Niestety nie miałam okazji go spróbować, ale wszyscy, który go jedli mówili, że jest bardzo, ale to bardzo dobry :)

Przygotuj spód blondie:

100 g białej czekolady

50 g masła

2 jajka

4 łyżki cukru

4 łyżki mąki

1/2 szklanki malin

Czekoladę i masło rozpuść w kąpieli wodnej. Jajka utrzyj z cukrem na puszystą masę, nie przerywając miksowania wlej rozpuszczoną czekoladę z masłem. Masę rozprowadź równomiernie na spodzie tortownicy i powtykaj w nią równolegle maliny. Przygotuj masę serową:

1 kg sera twarogowego

1/2 szklanki cukru

8 jajek

100 ml śmietany kremówki

2 łyżki mąki ziemniaczanej

100 g rozpuszczonej białej czekolady czekolady

1/2 szklanki domowego soku malinowego

400 g mrożonych malin

płatki migdałowe

biała czekolada

Sok malinowy wlej do garnuszka doprowadź do wrzenia i gotuj do momentu, aż znacznie się zagęści (można w jego miejsce użyć domowej konfitury malinowej). Odstaw na bok do przestygnięcia.

W misce utrzyj na gładką masę cukier i twaróg, dodaj kolejno jajka, a na samym końcu śmietanę oraz mąkę ziemniaczaną. Masę podziel na dwie części. Do jednej dodaj rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladę, do drugiej części wlej odparowany syrop malinowy. Do formy wlewaj na przemian po trochu masy czekoladowej oraz malinowej. Kiedy blacha wypełni się do połowy rozsyp po niej część malin i zalej je pozostałą masą serową i malinową. Wierzch sernika udekoruj pozostałymi malinami, oraz płatkami migdałowymi. Piecz w 140 stopniach przez 80 – 90 minut. Wyjmij z piekarnika, wystudź i wstaw do lodówki na przynajmniej 12 godzin. Przed podaniem udekoruj wiórkami białej czekolady.

Smacznego!

 

 

 

 

 



One thought on “Kulinarne akcje bezpośrednie: Urban Market i śniadanie na Chłodnej. Oraz marmurkowy sernik z malinami i białą czekoladą.

  1. A sernik w formie 24 był robiony?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>