Krewetkowy koszmar i nudle z kukurydzą umami

Bardzo potrzebuję urlopu. Nie musiałby być długi – kilka dni spędzonych w odosobnieniu, w apartamencie bez kuchni i piekarnika. Najlepiej, żeby ktoś zarekwirował mi aparat. Chociaż nie wiem czy odklejenie tego aparatu byłoby możliwe. Jestem już chyba cyborgiem, ten aparat przez szyję zawsze gotowy do wystrzału stał się stałym elementem krajobrazu. Snuję fantazje urlopowe i kiedy miarka się przeleje, po prostu wsiądę w MegaBusa i pojadę do Venice. Będę chodzić po deptaku, fotografować kulturystów i lokalnych dziwaków, odwiedzę znajomą piekarnię, popiekę z nimi. Może nawet drugą…

Na szczęście San Francisco to miasto, w którym bardzo łatwo można zorganizować sobie wakacje w wersji mini. Pojechać nad ocean, pójść na dobrą kawę, a potem zaszyć się pośród dzikich traw na jednej z wydm i brać na plecy to całe promieniowanie słoneczne (oj będzie potem piekło, oj będzie skóra złazić) i czytać o tych wszystkich chlebach świata, albo po prostu jakąś dobrą literaturę. Lato w tym roku jest wyjątkowe, mityczna sierpniowa mgła gości nad wyraz rzadko. Ta słoneczność ma swoją ciemną stronę, bo w Kaliforni panuje przeokropna susza. Na palcach jednej ręki można policzyć dni, podczas których padało w tym roku, dla tego wszyscy wyglądamy deszczu. Jak na zbawienie.

Powrót znad oceanu zazwyczaj oznacza przejazd przez chińską dzielnicę, w której można uzupełnić spożywcze zapasy w jednym z miliona azjatyckich sklepów. Mój mąż poprosił mnie ostatnio, abym na kolacje zrobiła krewetki, więc w drodze powrotnej z plażowania kupiłam ich cały kilogram. Podekscytowana mknęłam do domu na rowerze, mina jednak mi zrzedła, kiedy przypomniałam sobie, że krewetki trzeba przed podaniem sprawić. Odrywanie pancerza i resztek krewetkowych odnóży to niezbyt przyjemne zajęcie, ale najgorszą rzeczą jest patroszenie krewetkowych truchełek, bo choć ta jedna czarna kreska biegnąca pod ich spodem oraz ta druga, po którą trzeba wbić nóż nieco głębiej są niewyczuwalne przez zmysł dotyku, to jednak ich widok budzi moją odrazę. Oraz fakt, że cała operacja zajęła dobrą godzinę. Nieoczyszczonym krewetkom mówię zdecydowanie nie!

O całym krewetkowym trudzie zapomniałam w pięć sekund, kiedy taką odpowiednio zamarynowaną krewetkę włożyłam potem do buzi. Cieszyliśmy się nimi przez trzy kolejne dni, ozdabiając nimi ryżowy makaron, obficie posypując kolendrą. Jednego dnia do makaronu dorzuciłam trochę kukurydzy, którą podsmażyłam na oleju sezamowym, z odrobiną sosu sojowego i słodkiego wina mirin. Bardzo smaczne okoliczności łagodzące dla okrutnego krewetkowego koszmaru.

_MG_6821

Nudle z kukurydzą i imbirowymi krewetkami ( 2 porcje)

500 g oczyszczonych, surowych krewetek

1 drobno posiekany ząbek czosnku

sok z 1 limonki

1 łyżka startego imbiru

1 łyżka oliwy

Krewetki umieść w misce. W oddzielnym naczynku zmieszaj oliwę z sokiem z limonki, imbirem i czosnkiem. Przygotowaną marynatą zalej krewetki i dobrze je z nią wymieszaj. Owiń miskę folią spożywczą i schowaj do lodówki na przynajmniej godzinę, aby smaki się przegryzły. Przygotuj pozostałe składniki. 

1 szklanka surowych ziaren kukurydzy

2 łyżeczki oleju sezamowego + 1 łyżeczka

2 łyżki  sosu sojowego

1 łyżka oliwy

2 łyżki mirin lub 1 łyżka miodu

2 roztrzepane jajka

2 porcje ugotowanego makaronu ryżowego (lub ryżu)

świeża kolendra

Na patelni rozgrzej olej sezamowy, dodaj kukurydzę i smaż ją na dużym ogniu przez kilka minut  raz po raz mieszając. Kiedy kukurydza stanie się miękka, dodaj sos sojowy i mirin (lub miód) zmniejsz ogień i smaż jeszcze chwilkę, aż kukurydza pokryje się sosem. Odłóż ją na bok. Na patelni rozgrzej dwie łyżki oliwy i usmaż zamarynowane krewetki (razem z marynatą) co zajmie około 4 – 5 minut na dość dużym ogniu. Odłóż je na bok. Na patelni rozgrzej łyżeczkę oleju sezamowego. Dodaj makaron i smaż go przez chwilka minut, mieszając go co parę chwil. Dodaj roztrzepane jajka i smaż jeszcze chwilę, aż jajka się zetną. Dodaj kukurydzę, krewetki i raz jeszcze dobrze wymieszaj wszystko na patelni. Podawaj natychmiast, posypane kolendrą, z dodatkiem świeżego chilli, jeżeli chcesz dodać swojemu makaronowi odrobiny pikanterii. 

_MG_6793

 

 

10 thoughts on “Krewetkowy koszmar i nudle z kukurydzą umami

  1. urlop bez piekarnika i kuchni…? hmm… wytrzymasz max 24h :)
    PS. uwielbiam każdy Twój wpis :)

  2. Mi się po nocach śni piekarnik, a teraz upały ustały i mimo,że o 5 wstaje piec, to teraz robię foccaccie ;-) A wakacji też chce i chyba sobie zrobię w weekend. Ja mam przymusową przerwę od aparatu, bo mi go ukradli. Na jeden dzień zostawiła go w mieszkaniu, na dwie godziny w sumie. Nie polecam w związku z tym robić przerwy!

  3. Dokładnie o takim urlopie marzę, bez kuchni, bez aparatu, bez internetu… chyba zrobię krewetki :-)

  4. Moniko, cieszę się, że wróciłaś. Moja córka też wróciła. Chociaż nie ma dnia, żeby nie wspominała Texasu i tamtejszych, kulinarnych przygód. Teraz wciąż kombinuje, jak wrócić do USA, a ja – jak przetrwać dni, kiedy ukaże się Twoja książka :)

  5. Do autorki bloga: Pisałaś o sfermentowanym miodzie. Czy mam szansę go spróbować gdy temperatura poszła w górę i już nie jest wcale taka umiarkowana? Spodziewam się raczej 27C.

  6. Dziękuje, że odpisałaś! Wstawiłam go wcześniej po czym drugiego dnia zaczęłam się martwić ;D

  7. Jestem na urlopie. Brakuje mi piekarnika :(. Mam tylko jednopalnikowa plyte indukcyjna. Caly camping pachnie do teraz bo smazylam cebulke :))). Pozdrawiam z Polski (byly kluski z serem i cebulka )

  8. Przez Ciebie zrobiłam się głodna! :)

  9. Co się nie chwalisz, że wystąpiłaś w ostatniej „Polityce” w artykule o fenomenie pieczenie chleba?:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>