Kokosowe mule i Bi – Rite

Minęły już dwa tygodnie odkąd wprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Część naszego życia ciągle jest na walizkach i w zasadzie jedynym pomieszczeniem, które prawie złożyliśmy do kupy jest kuchnia. Działam w niej pełną parą, bo na każdym roku tego miasta czyhają inspiracje, co przekłada się na ogromną chęć gotowania. W najbliższej okolicy mam już upatrzone kilka miejsc, które mają szansę zostać tymi ulubionymi, ale póki co wracam do jednego. Codziennie.

Do delikatesów Bi – Rite trafiliśmy podczas naszej pierwszej wizyty w San Francisco. Był akurat dzień wolny od pracy, więc w środku było mnóstwo ludzi i niezły chaos. Mój mąż opuścił sklep jak poparzony po pierwszych dwóch minutach i czekał na mnie na zewnątrz, przyklejając mu w międzyczasie metkę „ultra hipsterskiego” miejsca. To raczej nie był komplement. Ja zostałam, bo musiałam znaleźć mąkę żytnią, aby ożywić zakwas na nowej ziemi. W dodatku zaraz obok mnie zakupy robiła Macy Gray, która nawet coś do mnie powiedziała (dokładniej: narzekała na tłok) więc, jakby to ująć w sposób młodzieżowy, byłam nieco podjarana całą sytuacją ;) Mąkę żytnią oczywiście znalazłam, choć nie chcecie wiedzieć ile kosztowała. Ja też staram się zapomnieć. Ale pewnie się nie uda, bo innej alternatywy póki co nie znalazłam.

Bi – Rite to sklep, który jest swego rodzaju społecznością dostawców jedzenia. Każdy towar pochodzi ze sprawdzonego, nieanonimowego źródła. Możliwie jak najbardziej lokalnego. To sklep, lodziarnia i trochę też knajpka w jednym. W ogromnych gablotach piętrzą się sałatki i inne produkty, które czekają spakowania na wynos (podobno świetne są kanapki, mnie bardzo kusi salomon cake). W San Francisco są dwa takie sklepy. Pierwszy mieści się przy ulicy 18ej, prawie zaraz przy Tartine Bakery. Drugi ulokował się przy skrzyżowaniu ulicy Hayes i Divisadero. 5 minut na piechotę od nas.

Kiedy nie ma zbyt wielu ludzi, odnajduję ogromną przyjemność w staniu przed półkami i powolnym zapoznawaniu się z ich produktami. Zawsze imponuje mi mleko w szklanych butelkach, na wierzchu którego zbiera się śmietanka. Oczy mi się świecą do półki z czekoladowymi kuwerturami Calebaut i Vahlrony. Uwielbiam dział z warzywami i mięsem, gdzie wszystko jest piękne i świeże jak z obrazka. Doceniam ten sklep za to, że kiedy zapomnę się przy półce z oliwami, to nikt nie przerywa mi co dwie minuty z pytaniem, czy na pewno wszystko ok i czy jestem pewna, że nie potrzebuję pomocy. Ale kiedy chce kupić boczek pocięty na skwarki (jest tylko taki duży, w plastrach, z którymi walczyłabym przez dwa tygodnie) i okazuje się, że go nie ma, to aby poinformować mnie o tym, wychodzi kierownik tłumacząc czemu tak jest ( starają się brać jak najmniej półproduktów, cały kawałek boczku w mogę kupić na dziale mięsnym). Przy bardzo bogatej ofercie Bi – Rite jest dość kameralny i łatwo można namierzyć ulubione produkty. Nie jest może najtańszy, ale niektóre produkty sprzedawane są w naprawdę dobrych cenach. Zawsze zresztą robię małe zakupy – takie na raz. A to wezmę jedną cebulę, a to kawałek boczku, a to pół kilo muli. Żeby poszło na bieżąco i żeby można było tam było wrócić ;)

Przez ostatnie dwa dni sklep opuszczałam z woreczkiem muli. W domu ich sporządzenie zajęło mi 10 minut. To jedno z tych dań, kiedy wysiłek włożony w jego przygotowanie daje niewymierne efekty. Małże oblepione dobrze doprawionym sosem z mleczka kokosowego to naprawdę coś spektakularnego. Za pierwszym razem podałam je z makaronem ryżowym, ale nie było to najwygodniejsze rozwiązanie. Dzisiaj kupiłam bagietkę, aby wymieść ten rozkoszny sos do ostatniej kropelki. Pyszna była. Z rodzynkami i ziarnami fenkułu. Oczywiście z Bi Rite – chleby też mają tam świetne ;)

200 ml mleczka kokosowego

2 łyżki oleju

2 cm kawałek imbiru

1/2 średniej cebulki

2 ząbki czosnku

szczypta płatków chilli

500 g świeżych muli

sól, limonka/cytryna

świeża kolendra

Na patelni rozgrzej olej. Obrany imbir, czosnek i cebulkę posiekaj możliwie najdrobniej. Wrzuć na rozgrzany tłuszcz i smaż chwilkę, aby cebula się zeszkliła. Wlej wtedy mleczko kokosowe, dodaj chilli i dobrze zamieszaj. Doprowadź mleczko kokosowe do wrzenia i redukuj do momentu, aż wyraźnie zgęstnieje. W międzyczasie dokładnie opłucz mule pod bieżącą wodą. Wyrzuć wszystkie otwarte i te z pękniętą skorupką. Dodaj je do mleka kokosowego, przykryj garnek i gotuj pod przykryciem. Przez ten czas małże puszczą sok i rozrzedzą mleczko kokosowe.

Do ugotowanych małży wciśnij sok z 1/2 cytryny, zetrzyj skórkę z limonki. Dodaj posiekaną kolendrę. Delikatnie wymieszaj. Podawaj z dodatkową cytryną i dużą ilością świeżej bagietki.

Smacznego!

 

7 thoughts on “Kokosowe mule i Bi – Rite

  1. Gratuluje wlasnej domeny :)
    Brawo :)
    piękne zdjęcia

  2. Obżerałam się mulami podczas długich wakacji w Belgii i też najczęściej robiłam takie w kokosie z kolendrą, były najpyszniejsze na świecie :) A jeżeli chodzi o Bi-Rite to szczerze zazdroszczę, udało mi się spróbować tylko ich przepysznych lodów i wierzę, że reszta jest równie cudna.

  3. Mule w kokosach? Brzmi intrygująco. W życiu nie wpadłbym na takie zestawienie, choć mule uwielbiam. Koniecznie muszę to spróbować!

  4. Wygląda smakowicie. Z dodatkiem mleczka kokosowego jeszcze nie konsumowałem. Muszę skorzystać z przepisu.

  5. No nie wiem, nie wiem, nawet tak pięknie podane mnie nie przekonuje, może jak zamknę oczy to skosztuję :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>