Kilkanaście kobiet, dwóch kucharzy i masa afrodyzjaków…

„Ogórek wzmacnia potencję. Ciężko go tylko przymocować”.  Jak to jest z tymi afrodyzjakami? Nie wiem. Wiem natomiast, że kolacja ugotowana z sercem dla ukochanej osoby może zdziałać cuda. Mały PR nie zaszkodzi, już samo słowo afrodyzjak działa jak placebo. Na ostatnich warsztatach Makro, które odbyły się pod hasłem „Afrodyzjaki” nauczyłyśmy się jak przygotować dania o działaniu pobudzającym.

 



W parze z Magosią (mmintafood.wordpress.com),  jako pierwsze przyrządziłyśmy mule. To fantastyczny pomysł na szybciutką kolację.  Na maśle wystarczy lekko podsmażyć drobniuśko posiekaną szalotkę, czonek i papryczkę chilli. Potem wlać kieliszek (do wódki) mocnego alkoholu, lekko odparować. Mule zalać lodowatą wodą, i wyrzucić wszystkie te, których skorupki będą otwarte. Przebrane mule wrzucamy do garnka, dusimy pod przykryciem przez dosłownie 5 minut. Potem do sosu dolewamy trochę śmietanki kremówki i posypujemy natką z pietruszki. I tyle. Podajemy z bagietką. Jak to dobrze, że jeszcze troszkę przeziębiona Małgosia nie miała apetytu – cała porcja dla mnie ;)

 

 

Druga pozycja warsztatowego menu ekscytowała mnie bardzo. Miałyśmy bowiem spróbować legendarnych ostryg. Nie powiem – bałam się. To miał być mój pierwszy raz. Nie pomogło to, co ukazało się po otworzeniu muszli. Blado – szary glut. Ale raz się żyje, pomyślałam. Wycisnęłam na to to pół cytryny i tak jakbyś piła wódkę przełknęłam żyjątko. No cóż. Byłam, widziałam. Za więcej dziękuję :) Na szczęście Małgosia zawczasu skoczyła po welcom drinka ( Kir Royal – creme de casis + winko musujące – pyszka) i mogłam zmienić smak w ustach…

 

 

Po ostrygach nadszedł czas na deser – suflet czekoladowo – bananowy. Kolejne spełnione marzenie. Dawno temu, kiedy do kuchni zaglądałam tylko po to, aby zjeść przygotowany przez mamę obiad, suflet kojarzył mi się z czymś wybitnie trudnym. Z takim szczytem szczytów wykwintnych deserów. Nigdy go w sumie nie zrobiłam, ale zawsze chciałam. A tu proszę. Okazało się, że przygotowanie sufletu okazało się dość łatwe do zrobienia. Efekt? Będę szczera – gdyby banany były dojrzalsze, suflecik wyszedłby o wiele smaczniejszy. Pamiętajcie o tym, jeżeli będziecie chcieli powtórzyć go w domu. Przepis wklejam poniżej, dziękując Amber (kuchennymidrzwiami.blogspot.com) za skrzętne notowanie i uwagę ;)

 



 

Kiedy nasze suflety trafiły do piekarnika przeniosłyśmy się wszystkie na ucztę, którą zgotowali nam kucharze. Czegoż tam nie było! Same wykwintności: prosciutto z melonem, ser pleśniowy w bakłażanie, panierowane kalmary, czekoladowa fontanna i wiele wiele innych przepysznych pyszności :) Jedząc je faktycznie czułam podniecenie. Na myśl o tych wspaniałych zakupach, które zrobię za chwilę w Makro :)

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>