Jest takie miasto jak Londyn…

Pierwsze dwa dwa dni spędziłyśmy jak klasyczne turystki, które do Londynu przyjechały w gości. Odbębniwszy wycieczkę szlakiem najbardziej oklepanych londyńskich must see wracaliśmy do naszej bazy, gdzie rozwaleni na kanapach i materacach z puszką cydru w ręku oglądaliśmy głupie komedie, poczynania brytyjskiej młodzieży w Kavos lub stare odcinki Przyjaciół widziane przez niektórych pewnie po raz dziesiąty. Przez te dwa dni Londyn skurczył się do jednej dzielnicy, której najważniejszym punktem było Tesco i pobliski Pub. Od poniedziałku, kiedy 2/3 turnusu wróciło do Polski, a nasi londyńczycy musieli się udać do pracy mogłam poobcować z Londynem sam na sam.

To nie była moja pierwsza wizyta w tym mieście, ale dopiero teraz mogłam zobaczyć jak funkcjonuje naprawdę. Początkowo czułam się przytłoczona, ale też zafascynowana. Lekko przerażona ogromem, odległościami, tempem. Zachwycona barwnością, mulitkulturowością odczuwalną absolutnie na każdym kroku. To miasto żyje, a to co się w nim dzieje i jakie możliwości stwarza jest nie do ogarnięcia. Dwa dni to niewiele jak na takiego kolosa, ale były to dwa dni wypełnione co do każdej sekundy. Ze swojego czasu wycisnęłam maksimum dzieląc go między przyjemności dla ciała i ducha. Moje kulinarne wojaże przedstawię Wam następnym razem, a dziś zapraszam Was na porcję londyńskich kadrów.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>