Japońskie opowieści: Okinawa

Gdy o północy ulicami przemierzają tłumy mężczyzn w garniturach, którzy dopiero co wyszli z pracy, na ulicach co dziesięć metrów widzisz maszynę z napojami,  deska w ubikacji jest podgrzewana, pod prysznicem używasz żelu Shiseido, wentylator ma napis Mitsubishi, a w kawiarni zamiast latte dostajesz rate znaczy, że jesteś w Japonii.

Zawsze zazdrościłam ludziom, że wracają w dalekie miejsca. Że mogą poznać je lepiej, oswoić, ulubić. Nigdy nie spodziewałam się, że Japonia będzie krajem, do którego zawitam dwa razy. Ale nigdy nie mów nigdy. Po trzech i pół roku znowu tu jesteśmy.

Droga była długa, ale tani bilet musiał mieć swoją cenę. Nasza podróż  trwała cztery dni. Po drodze zaliczyliśmy Berlin, Sofię, Bukareszt, Dohę, Tokio by w końcu wylądować na Okinawie w mieście Naha.  Tutaj zatrzymamy się na trzy dni, potem polecimy do Osaki, a potem… jeszcze nie wiemy.

Naha powitała nas 20 stopniami, wilgotnym powietrzem, kwiatami i białymi budynkami. Pierwsze co pomyślałam – jak w Miami, choć nigdy tam nie byłam. Krótki sen (jet lug obszedł się ze mną tym razem wyjątkowo łagodnie) i od rana w miasto. To nie Tokio, o 7ej rano wszystko jest pozamykane, ludzi na ulicach jak na lekarstwo. Cudowny spacer pod górę, do zamku Shuri. Niestety nie mamy szczęścia, bo ten w większości w remoncie. Potem kamienną drogą w dół i cementową pod bardzo górę i piękne ogrody kojące zielenią i harmonią rozmieszczenia elementów.

Jest ciepło i słonecznie. Po pierwszym dniu mamy spalone nosy i policzki. Pogoda sprzyja spacerom, ale po dziewięciu godzinach na nogach jesteśmy wykończeni. Robię zdjęcia, na razie muszę się rozkręcić. Jestem na etapie fotograficznej grafomanii – wszystko jest inne, wszystko chciałabym sfotografować. A przecież nie o to chodzi. Niemniej coś tam na kliszę wpada. Dzisiaj dzielę się pierwszą porcją Okinawy. Ale to oczywiście nie koniec, bo przed nami jeszcze dwa dni tutaj.

Ps. Mój mąż bardzo nie lubi jak o nim piszę, ale nie mogę o tym nie wspomnieć. Bartek uczy się japońskiego od dość dawna. To on jest motorem tego, że tutaj jesteśmy. On sam twierdzi, że nic nie umie, ale żebyście go widzieli z jakim przede wszystkim zaskoczeniem, ale i podziwem patrzą na niego Japończycy, kiedy podchodzi do nich i zagaduje w ich języku…

A to ja :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>