Hola Mexico: 3 dni w DF

Trzy razy przeszłam wzdłuż nienajkrótszy terminal na lotnisku w Mexico City nim trafiłam do metra Pantitlan. Trzymając wszystkie bagaże przy piersi, aby żaden kieszonkowiec nie ukradł mi mojego dobytku usadowiłam się na wolnym siedzeniu. Przez kilkanaście stacji metra dzielących mnie od mojego hostelu chłonęłam pierwsze meksykańskie wrażenia: sprzedawców wszystko po 50 pesos, kobiety robiące sobie zaawansowany makijaż i pary w każdym wieku obdarzające się czułościami. Zostawiwszy bagaże w hotelu popędziłam zaspokoić głód, który wyhodowałam w sobie specjalnie na potrzebę pierwszej kolacji w Mexico City.

_MG_3501

_MG_3118

_MG_3124

Udałam się do pobliskiego straganu tacos oblepionego tubylcami. Kiedy sprzedawca smażył na elektrycznej płycie cienkie kawałki mięsa udałam się po owocową wodę. Dopiero w połowie kubeczka przypomniałam sobie ostrzeżenia, żeby broń boże nie pić napojów z wodą niewiadomego pochodzenia. Wątpię aby ta, która rozrzedziła zmielone owoce pochodziła z butelki, ale trudno, było już za późno. Cokolwiek trafiło do mojego żołądka za chwilę miało zostać wypalone przez niewinnie wyglądającą salsę, którą obficie polałam taco. Płakałam rzewnymi łzami, takie to było ostre, ale jadłam dalej. Ku uciesze sprzedawcy, który co chwila podpytywał: picante, mui picante? :)

Następnego dnia udałam się na spacer uliczkami Condesy. To piękna, zielona dzielnica starych kamienic, pełna kawiarenek restauracji, galerii i butików. choć mieszkańcy Mexico City przytknęli jej łatkę hipsterskiej. Jej uliczki są pełne zakamarków i skarbów do odkrycia, architektura jest piękna, a roślinność bujna. Tego dnia odbywał się tam targ, kilka ulic zajętych było przez tunele utworzone przez czerwone dachy straganów, które przepuszczały czerwone światło na twarze biesiadujących przy straganach z jedzeniem mieszkańców Mexico City. Czego tam nie dało się kupić, czułam, że trafiłam do raju. Zioła, owoce, niespotykane warzywa, kokosy przyprawy a wszystko jakby bardziej dojrzałe, pachnące. Meksykańskie bazary to w ogóle miejsca, które można eksplorować godzinami i chłonąć ich specyficzną atmosferę.

_MG_3164

_MG_3162

_MG_3169

_MG_3166

_MG_3176

W bezpośrednim sąsiedztwie Condesy rozpościera się duży obszar Chapultepec. To kompleks muzealno – rekreacyjny, można odwiedzić tam kilka muzeów, popływać na kajakach w parku, lub zasiąść przy dobrej kawie lub jedzeniu z ulicznych straganów. Do muzeów przestałam chodzić wraz ze skończeniem liceum, więc po prostu spacerowałam i przyglądałam się wszędobylskim wiewiórkom. Kiedy doszłam do muzeum sztuki współczesnej, na którą jestem zupełnie nie wrażliwa postanowiłam zmusić się i wejść do środka, wystawa nie zwaliła mnie z nóg, ale element kulturalny miałam zaliczony ;)

_MG_3190

_MG_3198

 

Tego samego dnia poznałam lepiej swoją dzielnicę. Colonia Roma to podobnie jak Condesa jedna z najpiękniejszych dzielnic Mexico City, w murach jej budynków znać historię. Odkryłam kilka uroczych kawiarenek, piekarni. I kolejny bazar nieopodal mojego hostelu na którym znowu spędziłam strasznie dużo czasu.

_MG_3251

_MG_3263

_MG_3283

Nie mogłam nie odwiedzić muzeum Fridy Khalo. Dzień wcześniej po raz kolejny obejrzałam film i rano ruszyłam do dzielnicy Coyocan, by zobaczyć jak naprawdę wyglądała słynna Casa Azull, dom w którym urodziła, mieszkała i zmarła malarka Frida Khalo. Troszkę się pospieszyłam i przybyłam na długo przed otwarciem muzeum. Przeczekać postanowiłam na lokalnym bazarze, a jakże ;),  gdzie zjadłam obfite i bardzo ciężkostrawne śniadanie w postaci quesadillas z ziemniakami i żółtym serem.

_MG_3389

_MG_3397

_MG_3411

Dom Fridy Khalo nie zawiódł moich oczekiwań. Mimo, że zwiedzających było całe mnóstwo mogłam pogrążyć się w świecie dwójki wybitnych artystów i wzruszać się nad tragicznymi kolejami losu malarki, namacalnymi w każdym pokoju niebiekiego domu. Bilet do muzeum Fridy obejmuje także wstęp do muzeum Diego Rivera Anahuacali. Ponieważ na spędznie z Fridą i Diego przeznaczyłam cały dzień niemałą odległość pomiędzy muzeami postanowiłam pokonać na piechotę. Zboczyłam z głównej drogi i nieoczekiwanie trafiłam do niesamowitego labiryntu ciasnych, jednokierunkowych uliczek wyłożonych kamieniem, pośród którego toczyło się zwykle życie.

_MG_3325

_MG_3419_MG_3439

_MG_3441

_MG_3451

_MG_3444

_MG_3465

Domyślam się, że niewiele osób trafia do muzeum Diego Rivery, bo to Frida Khalo w międzyczasie przeszła do kanonu popkultury. A jest to błąd, muzeum Anahuacali to miejsce niezwykłe. Wybudowane i zaprojektowane przez Diego Riverę na wzór indiańskich piramid początkowo miało być jego pracownią, wystawioną na oko publiczności. Artysta jednak nie doczekał końca budowy. Obecnie gmach mieści w sobie kolekcje pre kolumbijskich artefaktów, które za życia gromadził artysta, w muzeum znajdziemy ich kilka tysięcy (co stanowi jedynie ułamek przepastnej kolekcji Rivery) w porządku estetycznym. Bardzo żałuję, że nie wykupiłam pozwolenia na fotografowanie ale myślę, że zdjęcia nie oddałyby wyjątkowego  monumentalnego i tajemniczego wystroju wnętrza, zbudowanego z ciężkich kamieni, szkła i misternego oświetlenia.

_MG_3472

_MG_3480

_MG_3483

Oczywiście pojechałam też autobusem do piramid w Teotihuacan. O mały włos musiałabym zawrócić z kwitkiem, bo zapomniałam że informacje, które czytałam na forum pochodziły sprzed kilku lat i wzięłam ze sobą za mało pieniedzy. Kiedy stanęłam w kolejce do kasy po bilet okazało się, że w portfelu mam o kilkadziesiąt pesos za mało. I już rozważałam o poproszenie europejskich turystów o pomoc, kiedy cudem odnalazłam w małej kieszonce brakujące pesos. Uf…  Same piramidy, no fajnie się było wspiąć na szczyt, tyle że  trzeba było bardzo uważać, żeby nie zaryć głową w czyiś zadek, bo turystów oczywiście było wiecej niż kamieni, z których zbudowano budowle. W dodatku ten skwar… Matko boska, jak tam było gorąco. A ja cała w czerni…

_MG_3519

_MG_3527

_MG_3534

_MG_3529  _MG_3537

W drodze powrotnej odwiedziłam sanktuarium Matki Boskiej z Gwadelupy. Było dokładnie tak, jak się spodziewałam: zalew tandetnych dewocjonaliów, rozmodlone tłumy i podniosła świętoszkowata atmosfera w powietrzu.

_MG_3547

_MG_3549

_MG_3565

Wracając do hostelu wysiadłam przy placu Garibaldi, który słynie z muzyków mariachi przygrywających na gitarach. To chyba jedyne miejsce podczas całego wyjazdu, gdzie nie czułam się bezpiecznie. Okolica roiła się od podejrzanych spelunek, a po chodnikach pałętali się podchmieleni delikwenci. Szybko przemknęłam więc do historycznej części miasta i ślizgając się w swoich japonkach po zmoczonym chodniku jakoś cudem dotarłam do hostelu w jednym kawałku.

_MG_3592

_MG_3593

_MG_3591

_MG_3589

_MG_3588

I tak skończyły się moje pierwsze trzy dni w Mexico City. Miałam mieszane uczucia opuszczając to miasto. Z jednej strony czułam niedosyt, z drugiej strony ulgę. Mexico City to ogromne, zatłoczone miasto. Urokliwe, ale na dłuższą metę dość męczące. Lubię miasta, które jest w stanie objąć umysłem, a tutaj było to zwyczajnie niemożliwe. Rozczulał mnie napływ wszechobecnej tandetności – prowizorycznych stoisk sprzedających wszystko co się da, niezliczonych straganów z przepysznym jedzeniem. Ale nadszedł czas, żeby udać się dalej na południe, do położonego o godzinę jazdy autobusem w kierunku miasta Puebla.

10 thoughts on “Hola Mexico: 3 dni w DF

  1. Och jak ja ci zazdroszczę tego wyjazdu! A szczególnie pysznego meksykańskiego jedzenia!
    Świetne zdjęcia :)

  2. Monia super zdjęcia i relacja, jedzenia i odwagi bardzo zazdroszczę :-) !

  3. gimme more :D czekam na ciąg dalszy

  4. zazdroszczę odwagi w fotografowaniu ludzi, ja się ciągle przełamuję, czaję się to zza krzaczka, zza słupa, praca nad tematem powoli do przodu.
    kolory zdjęć miłość.

  5. Z tego co widze jesz w wielu miejscach. Polecam ci zanim wrocisz do Polski kupic sobie w aptece (Farmacias de Ahorro o farmacias Isseg -w nich jest troche taniej) Vermox Plus. To jest lekarstwo na ameby i pasozyty. W Polsce tego nie kupisz i jesli zalapiesz te ameby , mozesz miec potem troche problemow z brzychem.
    W Puebla idz koniecznie do Africam Safari. Tu mozesz troche zobaczyc jak to wyglada: http://www.africamsafari.com. Puebla jest bardzo ladna i duzo bezpieczniejsza niz DF. Bienvenida en Mexico :). Nie takie ono znowu straszne. Milych wakacji.

    • Gosiu, ja już dawno po wojażach. Na szczęście niczego nie przywlekłam do domu, wszystko zostało w Mexico ;) Nie wiem czy wróce kiedyś do Puebla, ale dołączę to do listy miejsc polecanych, jeżeli nie masz nic przeciwko temu :) Czy jesteś punkcikiem na mapie z Mexico City? :)

      • Szkoda ze nie zobaczylas Safari. Warto.Ale nic straconego , moze nastepnym razem:). Jak widze mole poblano sprobowalas. Ja tez za nim nie przepadam. Co dobre to chiles en nogada, tyle tylko ze chyba jeszcze ich nie bylo , jeszcze nie pora na nie. To tradycyjny posilek w sierpniu i wrzesniu.
        I nie , ja nie mieszkam w DF. Od 23 lat mieszkam w Celaya ,Guanajuato.
        Mam nadzieje ze wakacje jednak sie udaly :)
        Pozdrawiam serdecznie z goracego Meksyku.

  6. Achch, się było, się widziało i się tęskni… Relacja świetna!

  7. Bardzo smaczne kadry!
    Pozdrawiam :)

  8. Jak miło wròcić do Meksyku, chociaż tak wirtualnie, przez Twoje zdjęcia. Ja byłam tam w marcu z 8 miesięcznym synkiem, więc niestety takich wędrówek przez miasto nie doświadczyłam. może następnym razem :) pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>