Gnudi

Z przepisami jest jak z piosenkami, które słyszymy przelotnie i które w kilka minut potrafią zawładnąć naszym sercem. Ale potem umykają i pozostawiają nas z niedosytem i pytaniem co to było. Mija czas, w którym zapominamy co nam w duszy grało i nagle zupełnie przez przypadek, jakoś, gdzieś, znowu pojawia się ta melodia. Już nie anonimowa, z tytułem, wykonawcą. Gotowa wypełnić długie godziny słuchania jej na wciąż. Bo przecież takie melodie smakują najlepiej.

Był wyjątkowo piękny słoneczny dzień. My, piękni i młodzi, w samochodzie bez dachu, z rozwianymi włosami przejeżdżaliśmy most Golden Gate w kierunku winnego rejonu Napa Valley. Zaczęliśmy bąbelkami w winnicy Chandon, otoczeni jeszcze piękniejszymi i młodszymi ludźmi w pięknych toaletach, by następnie przenieść się do nieco mniej komercyjnej winnicy, gdzie w cieniu dębowych desek kosztowaliśmy winnych specjałów osłodzonych widokiem wyjątkowo bujnego dekoltu polewającej nam niewiasty. Tego jakże pięknego dnia nie mógł zwieńczyć obiad nigdzie indziej jak w Bouchon Bistro – restauracji należącej do jednego z najbardziej (jeśli nie najbardziej) utytułowanych amerykańskich kucharzy – Thomassa Kellera. O dziwo nie trzeba było czekać na stolik. O dziwo ceny nie przyprawiały o palpitacje serca. Decyzje zapadły równie szybko, co trafiły dania na nasz stół. Wszystko perfekcyjne, wszystko pływające w najlepszym maśle, obsypane truflami niczym bułką tartą (nawet frytki).

To nie ja zamówiłam gnudi, tylko mój mąż. Gnudi kojarzyły mi się z kopytkami z ricottą, z dodatkiem ziemniaków lub szpinaku. Te które zamówił mój mąż miały delikatną skorupkę, która kryła w sobie żywy, kremowy ser. Chętnie zjadłabym mu wszystkie, ale moja kiełbasa ze śliwkami na puree które chyba było bardziej z masła niż ziemniaków też była niczego sobie. Głośno zastanawiałam się nad tym, jakim cudem opakowano tę ricottę, ale wszystkie pomysły na nic. Gdy przyszedł kelner zadałam pytanie wprost. Jak na restaurację najwyższej klasy przystało kelner potrafił odpowiedzieć na pytanie: ricottę toczy się w mące, a następnie gotuje. Miało to sens, więc nazajutrz i ja toczyłam ricottę w mące, ale to co trafiło do garnka rozpadło się na ricottową masę zaraz po zderzeniu z wodą…

_MG_6933

Zapomniałam na chwilę o tych kluseczkach aż do zeszłego tygodnia, kiedy za jednym zamachem obejrzałam cały sezon znakomitego serialu Mind of a Chef, w którym słynni kucharze opowiadają o swoich ulubionych daniach i inspiracjach. W odcinku, w którym nowojorska szefowa kuchni April Bloomfield gotowała włoskie specjały przyuważyłam żółte kuleczki. które coś mi przypomniały. Tak się składało, że akurat pod ręką miałam książkę April. Bingo!

Mam swój ranking potraw tak dobrych, że potrafią wycisnąć z oczu łzy radości. Gnudi jedzone tamtego dnia dołączyły do tego zestawienia. Tak naprawdę to tylko ricotta zmieszana z parmezanem, zamknięta w cienkiej, semolinowej otoczce. Ricottę wyciska się na blaszkę wyłożoną grubą warstwą tej włoskiej mąki i przez dwa – trzy dni przewraca się gnudi z boku na bok, aby płyn z ricotty w połączeniu z semoliną utworzył delikatną skórkę. Dwie minuty we wrzątku – absolutnie nie więcej. Trzy minuty w maślanym sosie. Trochę listków szałwii i parmezan. No chyba że macie trufle. Niebo w gębie gotowe.

_MG_6941

Gnudi (2 – 3 porcje)

500 g sera ricotta

20 g świeżo startego parmezanu

sól

500 g semoliny

3 łyżki masła, świeża szałwia

parmezan (do posypania)

Ricottę zmieszaj ze świeżo startym parmezanem i dopraw odrobiną soli do smaku. 350 g semoliny wysyp na blaszkę, aby utworzyła grubą, równomierną warstwę. Ricottę przełóż do rękawa cukierniczego bez żadnej końcówki wyciśnij 3 dość grube grube paski bezpośrednio na semolinę. Przy pomocy nożyczek kuchennych  potnij paski na 2 cm kawałki (wydaje mi się, że możesz też nabierać porcje ricotty o wielkości łyżki stołowej i umieszczać je na semolinie). Każdy kawałek delikatnie przełóż na dłoń, obsyp odrobiną pozostałej semoliny i delikatnie uformuj w kształt kluski (nie musi być idealnie okrągła). Ułóż go z powrotem na semolinie i powtórz czynność z kolejnymi kawałeczkami.

Blaszkę owiń szczelnie folią spożywczą i schowaj do lodówki na kilka godzin. Po tym czasie przewróć gnudi na drugą stronę i ponownie schowaj do lodówki na kilka godzin. Gnudi mogą spędzić w lodówce minimalnie 1 dzień (ale wtedy istnieje ryzyko, że rozpadną się w trakcie gotowania) maksymalnie 3 (aby skórka nie była zbyt twarda). Przed gotowaniem umieść gnudi na talerzu i potrząśnij nim, aby pozbyć się nadmiaru semoliny. Zagotuj w garnku dużą ilość wody, posól ją Gotuj gnudi przez dwie minuty z zegarkiem w ręku, delikatnie wyłów łyżką cedzakową i pozostaw do ostygnięcia.

W międzyczasie na patelni umieść masło i wlej 1/3 szklanki wody. Włącz gaz i kiedy masło się rozpuści, a woda zagotuje dodaj ugotowane gnudi. Gotuj na dużym ogniu przez 3 minuty, aż woda zamieni się w gęsty, maślany sos.

Gnudi podawaj natychmiast, posypane świeżo startym parmezanem i listkami szałwii uprzednio usmażonej na maśle.

Smacznego! :)

_MG_6947

 

26 thoughts on “Gnudi

  1. mniam! wygląda bajecznie pysznie! jak się cieszę, że kolacji jeszcze nie jadłam!:)

  2. Takie małe i urocze kluseczki, a tyle z nimi roboty! ;)))

  3. Semolina czyli kasza manna, tak? Czy może semolina, którą czasami widzę w przepisach na chleby i niestety do tej pory nie mam pojęcia co to jest (jakaś mąką podobno).
    Bo semolina, którą kupuję w UK to po prostu kasza manna.

    Pozdrowienia ;)

    • Semolina to kasza lub grubo mielona mąka otrzymywana konkretnie z pszenicy durum (twardej, makaronowej) a nie z pszenicy zwykłej. Chłonie mniej wody niż kasza manna. Z pszenicy durum otrzymuje się tez kuskus.

      pozdrawiam

  4. Super! Wygląda przepysznie! :)

  5. Hi there to all, the contents present at this web site are genuinely awesome for people experience, well, keep up the
    good work fellows.

  6. Your style is so unique compared to other people I have read stuff from.
    Many thanks for posting when you have the opportunity, Guess I’ll
    just book mark this page.

  7. …….Hm…..przyznam szczerze, mam „zagwozdkę” z tą semoliną…… Patrząc na te kulki leżące na blaszce z „czymś żółtym” poleciałam do kuchni, sprawdzić co mam pod nazwą „semolina” w słojach……tu w Kapsztadzie, podobnie jak w UK semolina to kasza manna i ma kolor biały, ale w słoju obok stoi drobna żółta kaszka i napis naklejony „polenta”…… te na twoim zdjęciu są wyraźnie na żółtej kaszce…… no więc sięgnęłam do niezastąpionej w wypadkach wątpliwych jak dla mnie, książki Alan’a Davidson’a „FOOD” i tam wyczytałam, że : „…semolina are also made from maize (kukurydza) and rice (ryż)…” Czyżby twoja semolina była z maize, sądząc po żółtym kolorze?
    …..no i oczywiście….hahaha…narobiłas mi wielkiego smaka na „serowe kulki”… haha…z smażoną w masełku szałwią…rany boskie ….DELICJE….choć dziś nie było na lunch tak najgorzej…..”pożarłam” nadziane ricottą, szpinakiem i parmezanem a’la pierogi …..kształt półksiężyca……z sosem serowym: cream+parmesan+grubo mielony czarny pieprz…..ten sos to totalna bomba kaloryczna, ale nie chciałam „odchudzać” przepisu…hihihi, a co od czasu do czasu trzeba sobie pofolgować………..zaś te wycieczki po ….haha…..ogromniastej „okolicy”…gdzie tylko 4 kółka dowiozą to najwspanialsze wypady……ja swoje też tu zaliczyłam…winiarnie i nie tylko……coś niepowtarzalnego i w zasięgu ręki, tylko dupsko trzeba ruszyć……pozdrawiam mocna, ursa, kpd.

  8. Monia, czy można czymś zastąpić semolinę? W Polsce strasznie ciężko ją dostać…

  9. Moniko,

    dziękuje za ten kolejny cudowny przepis.
    Jesteś uzależniająca…i marzę o książce , twojej książce.

    do „przeczytania: niebawem: Ania z Zielonego Kręgu :-)

  10. Zrobiłam dzisiaj, co prawda toczyłam je nie w semolinie, a w zwykłej białej mące, ale są PRZENIEBIAŃSKIE. Kocham miłością najprawdziwszą.

  11. Ja tez robilam ze zwykla maka pszenna i wyszly.
    Skorupka smakowala podobnie do ciasta w podsmazanych pierogach :)

  12. Też się w nich zakochałam po wizycie u April Bloomfield w Spotted Pig, i już raz przetestowałam przepis. Może to nie ta owcza ricotta, ale nie bądźmy drobiazgowi :). Niestety, przerobienie ich na dyniowo-serowe nie zadziałało, ale będę walczyć.

    • ja dzisiaj kupiłam drobno zmieloną semolinę i spróbuję raz jeszcze :)

      • Ha! A więc dodałam do dyniowych (dynia: ser 1:1) 1 jajo i łyżkę skrobi, i się tym razem nie rozpadły. Yay! Ale… choć smaczne, to te z samej ricotty lub te, co się rozpadły na mamałygę, były lepsze. Hm, może następnym razem tylko dodam jajo?
        Btw, użyłam resztki semoliny i, jako zamiennika – kaszy manny, i zdecydowanie mniej, niż April sugeruje – tak, żeby była równa warstwa na dnie naczynia. Skorupka obecna i wyraźna.

        • i dalej były takie kremowe?

          • No właśnie nie bardzo, tzn. to było to ‚ale’ w smaku. Te, co się rozpadły (czyli dynia: ser) owszem, były (czyt. były pyszne, dodałam też ciut gałki muszkat.). Obwiniam skrobię. Dlatego może jeszcze kiedyś zrobię z samym jajem (ale na razie dam chłopu odpocząć od tych kulek zalegających w lodówce ;).

  13. Udało się :)
    Wg. męża pyszne, wg dzieci obrzydliwe ;) Semolina pół na pół z mąką. Skorupka nie była chrupiąca, więc następnym razem (biedne dzieci) będzie z samą semoliną.

  14. Hello my family member! I wish to say that this post is awesome, great written and include almost all vital infos.
    I’d like to peer extra posts like this .

  15. MARZĘ o twojej ksiązce! mam nadzieje, ze kiedys sie doczekam :)) kuleczki zrobie koniecznie :))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>