Garymuwałt :)

Tak jak teraz nie było jeszcze nigdy. Przez ostatnie półtora miesiąca drzwi w moim domu zamykały się i otwierały, a ja nie nadążałam z praniem pościeli na przyjazd kolejnych i kolejnych gości. W międzyczasie, podczas jednego z upojnych poranków, kiedy to od piątej rano siedzieliśmy w kuchni słuchając tanecznych przebojów na klawiaturę komputera wylała mi się cola, w związku z czym zostałam pozbawiona komputera na ponad dwa tygodnie, ale de facto dłużej. Do tego wszystkiego zepsuł mi się dysk zewnętrzny, więc w trakcie nieudanej akcji ratowania plików z komputera straciłam wszystkie backupy i całą obróbkę zdjęć z ostatnich dwóch lat. Nie wiem kiedy to wszystko pozbieram do kupy. W międzyczasie praca, piękna Praga, przesiadywanie w sadzie pod Petrzinem, niekończące się noce na Żiżkowie utkane z abstrakcyjnych sytuacji i przyjaźnie rodzące się między jednym a drugim kuflem piwa. A teraz, kiedy zamknęłam drzwi za  ostatnimi gośćmi – moimi najukochańszymi rodzicami, siedzę w lekko opustoszałym mieszkaniu, w którym spędziliśmy piękny rok z naszego życia i które opuszczę już na dobre za całe pięć dni.

Tak jest drodzy czytelnicy, przede mną kolejna przeprowadzka. Zupełnie nieoczekiwanie, po roku mieszkania w Pradze czas znowu spakować walizki i ruszyć troszkę dalej. Za lekko ponad tydzień będę do Was już pisać ze słonecznej Kaliforni, z okolicy miasta San Francisco :) Ogrom tego przedsięwzięcia, ale przede wszystkim świadomość chyba najpotężniejszej dotychczas zmiany w życiu póki co przerasta mnie na tyle, że w ogóle nie myślę o tym jak będzie. Zresztą, nie ma co myśleć. Trzeba się spakować, polecieć i zdać się na los. Co ma być to będzie, kolejna przygoda przede mną. Strasznie mi żal, że opuszczam Pragę, bo w ostatnich zwłaszcza miesiącach, rozkochałam się w niej na zabój. No ale, nie zamieniam siekierki na kijek. Mam nadzieję, że San Francisco okaże się miastem równie ciekawym :)

Bierzemy ze sobą tyle, ile każde nas zmieści w dwóch walizkach. Do Stanów miał jechać kontener, ale stwierdziliśmy że będzie ciekawiej odkleić się od swojego dobytku i spróbować zacząć od nowa. Pocztą wyślę tylko dwa kartony z ulubionymi książkami, bo choć wiem że obkupię się tam niesamowicie to nie wyobrażam sobie nie mieć przy sobie ulubionych książek z posklejanymi stronami i plamami oleju na okładkach :) Zabrałam też trochę ulubionych gadgetów kulinarnych – drewniane deseczki, czy podniszczone solniczki. Koszyczki do wyrastania chleba, blender, który pewnie niedługo zastąpi Kitchen Aid ;) Słoiczek z konfiturą z płatków róż ucieraną przez mamę Basi, który dostałam pół roku temu i który wciąż mi się wydaje zbyt drogocenny żeby go do czegoś zużyć. Słoiczek z truflami w marsali – może w końcu zrobię sobie truflowy miód, sól i oliwę. Herbaty przywiezione z Japonii. Ziarna kakaowca, które z Dominikany przywiozła mi Magda i Iza. Zestaw do robienia pralinek od Sylwii i Jarka – może będę miała czas, żeby nauczyć się konszować czekoladę i czarować z niej małe cudeńka. Kwiat soli w najpiękniejszym pudełeczku, którą będę posypywać czekoladki. I tyle. Tylko tyle. Aż tyle, żeby zabrać ze sobą esencję mojego domu i zaszczepić ją na dalekiej ziemi.

Czas mija, mieszkanie pustoszeje z kolejnych mebli, które odkupują kolejni ekspaci osiedlający się w Pradze. Ja patrzę na Hradczany i przypominam sobie to wszystko co się wydarzyło w Pradze, wspominam szalone wypady do Warszawy, która nie będzie już tak blisko i łza mi się oku kręci. W posiadaniu bloga fajne jest to, że oprócz wszystkich tych przepisów chcąc nie chcąc staje się kroniką naszego życia. Czas napisać kolejny rozdział.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>